Jestem człowiekiem nie tylko w dzień, ale i po zmroku - Marcus Tulius Cyceron
Społeczeństwo... »

Świadectwo życia po przeszczepie-Teresa

I

 

Niby zwyczajne życie...

 

Kiedy mój syn przygotowywał się do komunii św. wszystko było na mojej głowie. Nie miałam czasu zajmować się tym, że czuję się ciągle zmęczona, mam popuchnięte nogi i z trudem pokonuję trzy piętra do mieszkania. Uznałam, że to zwykłe przepracowanie - wystarczy odpocząć i wszystko wróci do normy. Tak się jednak nie stało. Mój stan pogarszał się. Zrobiłam badania kontrolne i usłyszałam wyrok: marskość wątroby. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Pomyślałam wtedy: mój syn jest kilka miesięcy po komunii, a ja muszę umierać?
Nie dożyję jego osiemnastki, nie zobaczę wnuków. Poczułam się tak, jakbym stała pod ścianą pokoju w którym nie było okien, były tylko jedne uchylone drzwi (naprzeciwko) za tymi drzwiami była śmierć, a ja idę w stronę tych drzwi może powoli ale nieuchronnie. Nie mogę nic zrobić. Wiem, że kiedyś tam dojdę i nic mnie nie uratuje. Nie wiedziałam wtedy, że może być gorzej.

 

Niepokój...

Po kilku latach usłyszałam od lekarzy, że pojawił się pierwszy guz (pierwotny rak wątroby). Mój marsz do "drzwi" przyspieszył. Lekarze z Kliniki (Katowice-Ligota, ul.Medyków 14) szybko podjęli decyzję: konsultacja w Warszawie (prof. Nyckowski) ul. Banacha. Tam właśnie usłyszałam: kwalifikacja - przeszczep. Od tej pory nie rozstawałam się z komórką, byłam spakowana do szpitala i czekałam w nadziei, że telefon zadzwoni. (1 rok) Cała rodzina czekała w pełnej gotowości. Każdy miał swoje zadanie w razie wezwania. Każdy zawsze dostępny. Ojciec i brat mieli jechać ze mną, a mój syn - opiekować się moją mamą, która ciężko chorowała i jak się okazało póżniej nie dane jej było doczekać dnia w którym dostałam nowe życie. Stojąc nad trumną poprosiłam, aby wstawiła się za mną tam gdzie idzie. Jej modlitwa została wysłuchana 14 dni później. Dwa razy otrzymałam wezwanie "jest dla pani wątroba" i dwa razy wróciłam do domu z niczym. Wątroba była nieodpowiednia - mówili lekarze - może następnym razem. Poczułam zwątpienie - nie zdążę - myślałam, moje wyniki były coraz gorsze, obok pierwszego guza pojawiły się następne i następne.

 

 

Teresa