Miarą wszystkich rzeczy jest człowiek - tych, które są, że są, i tych, których nie ma, że ich nie ma - Protagoras z Abdery

Społeczeństwo... »

Wysyp poezji...

Drukuj
570 wierszy w 233 zestawach nadesłanych przez 217 autorów – to statystyka VI Konkursu Poetyckiego im Łucji Danielewskiej. W wierszach natomiast bezmiar bólu, niemożności pogodzenia się z utratą najbliższych, z chorobami, z uzależnieniami (wiersze bywają terapią, do czego jeszcze powrócę), ba - ze światem takim, jakim jest, a nade wszystko bezmiar samotności, braku miłości. Jako jeden z jurorów czytałam te wiersze, chwilami odkładając je na dzień czy dwa, żeby złapać równowagę, nie dać się ponieść smucie, nie ugrzęznąć w nastroju bezsilności, beznadziejności. I nie są do zapisy tzw. „duszoszczipatielnyje”, to nie romantyczne rozdarcie, ale realistyczne zapisy choroby nowotworowej, amputacji piersi, poronienia dziecka, ojca, który „wybrał niewłaściwy moment na milczenie”, renty, która nie starcza, zapisy o alkoholizmie, o narkomanii ... To rozpacz tak rozdzierająca, że dużą mieliśmy trudność, by wyłuskać to, co jako wiersz poprzez czyjeś osobiste doświadczenie uniwersalizuje się, a nie stanowi tylko wyrzucenia z siebie doświadczenia za trudnego do udźwignięcia. Przyznam, że czytając od lat różne utwory nadsyłane na różne konkursy (kilka miesięcy temu np. nadesłane na ogłaszany we Wrześni Konkurs Literacki „Złote Pióro”), nigdy dotąd nie miałam do czynienia z pakietem tak dramatycznym.
Ze sposobu zapisywania wierszy (słownictwo, obowiązująca gramatyka, echo pokoleniowych lektur) , czy poruszanej tematyki (chociaż ten moment może być złudny – młody człowiek może być bystrym obserwatorem, osobnikiem empatycznym i może pisać o ubogiej rencie...) dedukuję, że przekrój wiekowy jest wśród godłem sygnowanych wierszy spory. A więc drugi do zastanowienia moment: ból wylewa się z każdego, bez względu na metrykę. – Wiem, że o radosnych momentach trudniej pisać, że łatwo wtedy o banał, o kicz, niemniej efekt tego Konkursu skłonił mnie do przejrzenia tomików, jakie ostatnio do mnie nadeszły oraz do rozmowy z zaprzyjaźnioną panią psycholog.
Ona najpierw zapytała mnie czym jest poezja? Nieco się skonfundowałam. W kwestii poezji unikam definicji. Zresztą niejednokrotnie sami poeci stawiają sobie w swoich wierszach, poematach to ważkie pytanie, zawieszając je w literackiej przestrzeni lub zapisując jak chociażby Władysław Broniewski: „Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą...”
- Widzisz, podjęła moja rozmówczyni, to często swoiste catharsis. Ludzie piszą i „oczyszczają się”, doznają ulgi, przeglądają się w swoich zapisach niczym w lustrze. Często w przypadku terapii odwykowych zadaje się uzależnionym napisanie wiersza, czy opowiadania. Gdy im się to uda, dowartościowują się, gdy przeczytają swój utwór w szerszym gronie swój problem przenoszą i na inne osoby, rozdzielają go, nieco od siebie oddalają. Nie ma w tym przypadku znaczenia wartość utworu, sprawność literacka, jest chęć wykrzyczenia swojego bólu.
- No to jestem w punkcie wyjścia mówię. Co ona zdecydowanie potwierdza. Jednocześnie dodaje, ale – nie popadaj w popłoch, na pewno było też coś dobrego. Co nagrodziliście?
- Między innymi wiersz pt. „Tryb życia”. I czytam jej przez telefon:

Tryb życia

uśmiechasz się do mnie szeroko on line
że wczoraj skończyłaś pracę o drugiej
przedwczoraj o szóstej
w poniedziałek o czwartej
rano oczywiście
że to taki tryb życia
a ja potakuję enterem, że to bardziej
„Tryb” niż „życie”


Autorem jest, bo już rozszyfrowaliśmy godła, Mariusz Kusion z Bielska Białej. Wręczenie nagród odbyło się 13 grudnia br. w Naszym Klubie w Poznaniu, w dniu imienin patronki Konkursu, Łucji.

- Znakomity – słyszę. Jak osadzony w tym naszym, „trybie”... Nie znam się na poezji – mówi pani psycholog, ale dla mnie wiersz doskonale oddaje dehumanizację naszej doby. A nagrodę wręczacie w dniu imienin patronki światła. To też ma znaczenie, gdy czas jest trudny, by nie powiedzieć podły. Może jednak owocować prawdziwymi dziełami. W dobrych czasach rzadko powstaje coś naprawdę dobrego.

Jest w tym ostatnim zadaniu sporo racji, chociaż pisanie w „trudnych czasach” może być skażone manierą poetyzowania... Nie będę tu brnęła w przykłady z historii literatury, wypominania lichych niekiedy utworów, niemniej historycznie nośnych i sprawnie interpretacyjnie opisanych przez teoretyków literatury posłusznych „nowym czasom”.
Biorę do ręki nadesłane mi ostatnio, jak powyżej wspomniałam, tomiki.
- „Owoce brzemienności”, tom almanach twórców, którzy złożyli wierszowany hołd swoim matkom, wydany przez Stowarzyszenie W CIENIU LIPY CZARNOLESKIEJ w Jeleniej Górze. W nazwie Stowarzyszenia odwołanie do Jana Kochanowskiego, motto tomiku zaś stanowi wers Juliusza Słowackiego: „Bo mię matka moja miła/ Na słowika urodziła/ A ja wziąwszy taki głos,/ Ze słowika jestem kos...”. I poważnie i dowcipnie. W tomie utwory, jak w przypadku wszelkich zbiorowych wydań – różnie. Szkoda, że redagującemu tomik nie starczyło odwagi do zaniechania publikacji niektórych wierszy, poskromienia niektórych w ich infantylizmie (niepotrzebne, niepoważne zdrobnienia). Niemniej kilka strof wzrusza, kilka budzi szerszą refleksję, zwłaszcza „Przekorki” Andrzeja Żurka, poznańskiego ciekawego bardzo artysty plastyka (malarza i ceramika), który okazuje się jest również autorem niebanalnego obrazowania słowem. Ale też sam w wierszu „Ja” pisze: nie potrafię żyć dogmatem/ w okrojonym świecie/ bez wyrazu.
- Drugi tomik to „Światło spod korca. Pamięci Jana Pawła II”. Wydany przez to samo co powyżej Stowarzyszenie. Niestety, ten sam kazus: almanach różnych autorów, różnych w literackiej sprawności wiersze, bez redakcyjnego rygoru. Zestawienie obu tomików budzi przypuszczenie, że albo to pokłosie stowarzyszeniowych konkursów, albo publikacje na „zadany temat”. Tu znowu Andrzej Żurek wyraźnie znaczy swoją obecność. Wiersz „Hedon” zamyka refleksją: ...nie doznał nigdy/ szczerego uśmiechu/ - każdy go omijał/ w bezdusznym/ pośpiechu.
- Edytorem „Poematu na Księżyc i Podkowę” Dominika Górnego jest Związek Literatów Polskich Oddział w Poznaniu. Tomik bardzo starannie wydany, w ciekawej szacie graficznej. Wgląd w metryczkę książki wyjaśnia zdecydowanie tę kwestię. Autorem okładki i ilustracji wewnątrz tomiku jest wytrawny artysta (pisałam o nim przy okazji relacji w Starym Browarze w Poznaniu musicalu „Skrzypek na dachu”, gdzie stworzył niebanalną scenografię) – Ryszard Kaja. W przedmowie do tomiku czytam: Dominik Górny zadziwia czytelnika malarską wyobraźnią, łaknieniem piękna. Poznański poeta od dawna interesuje się Cyganami. Urzeka go muzyka, ognisty temperament artystów, bajecznie kolorowe stroje, które głęboko poruszają struny wrażliwości. Uważnie słucha i obserwuje życie Romów...
Zacytowany fragment wyczerpuje właściwie opis tej książki. Tak, wiersze spisane są z dużą wrażliwością, są nostalgiczne, czasami jak szkic do obrazu, czasami jak fotograficzny kadr, czasami jak zapis z pamiętnika... To wszystko strona po stronie brzmi ładnie, tak jak i ten zapis zatytułowany „Szkic do portretu Romów – I”: Klucz do ich świata/ miał kształt podkowy / Otwierał/ wszystkie leśne drogi -.
- Tomik „Tymczasem wracam do swoich” Macieja Krzyżana wydała oficyna RADWAN, Wydawnictwo Literackie i Naukowe.
Kiedy Maciej Krzyżan przyniósł mi swój tomik byłam, co zresztą on sam przewidział, niezmiernie zaskoczona. Rozmawialiśmy często, gdy jeszcze snułam się po telewizyjnych korytarzach. On pracuje tam w archiwum. Człowiek o niebanalnym, uczciwym spojrzeniu na rzeczywistość. Moje zdziwienie jego wierszami było niegrzeczne, by nie powiedzieć butne. Zrozumiałam to, gdy w nocie biograficznej Macieja Krzyżana przeczytałam, że publikuje od 30 lat, m.in. w „Czasie Kultury”, w „Toposie”, w „Odrze”, w „Zeszytach Poetyckich”, a w 2008 roku opublikował pierwszy tomik „Okruchy”.
Po zapoznaniu się z wierszami Macieja Krzyżana podpisuje się pod słowami krytyka Krzysztofa Lisowskiego: Podoba mi się u tego poety to, co i mnie jest bliskie: uważność [...], smak detalu, zwięźle i zmyślnie przytoczona anegdota biograficzna, mądry namysł nad naszymi przemianami w czasie.
Również, pisze już wyłącznie od siebie, jego oczytanie, jego refleksja osadzona w literaturze i w sztuce.

Glosa do Czesława Miłosza
„Piosenki o końcu świata”

To staje się już –
Codziennie ma swój koniec
Widzialnego świata.

Sumienie tymczasem
Ciągle mnie niepokoi.


I niech ten wiersz (i sumienie) zamknie, podsumuje moje rozważania o nagłym wysypie poezji...
Nie mogę tylko pominąć jeszcze jednej kwestii. Oprawy i ilustracji tomiku Macieja Krzyżana.
Stanowią ją zdjęcia z cyklu „ Ślady”, które można określić wyszczególnionymi powyżej przymiotami nadanymi wierszom zawartym w tomiku „Tymczasem wracam do swoich”, zdjęcia autorstwa Zuzanny Krzyżan, nastoletniej córki poety. Doskonały tandem.


Grażyna Banaszkiewicz