
Wielu, gdy myśli o swoim wymarzonym świecie, popuszcza wodze fantazji. Czasem ich marzenia ocierają się nawet o loty w kosmos.
U mnie jest nieco inaczej. Nie oznacza to, że nie chciałbym na chwile znaleźć się w kosmosie. Chodzi raczej o to,m że nasz obraz świata budują, bardziej niż nam się zdaje, codzienne życiowe sytuacje. Czujemy, że w naszej codzienności coś jest nie tak. Pragniemy, aby było dobrze. Po prostu naturalnie...
Idę do urzędu. Bez trudu, dzięki uprzejmości pani w informacji trafiam do właściwego pokoju. Wita mnie z uprzejmością. Cierpliwie wysłuchuje mojej skomplikowanej sprawy. Spokojnie radzi, stara się pomóc. Wychodzę zadowolony. Wreszcie ktoś kompetentny. To po prostu jej praca. Zwyczajnie, bez cierpiętliwego spojrzenia, zakłopotania i stwarzania niepotrzebnych problemów.
***
Spaceruje w parku. Na przeciw pani z pieskiem. Po chwili pochyla się, aby uprzątnąć to, co zostawił. Wyrzuca do kosza. Obok młody człowiek. Prowadzi psa, raczej z ras zwanych niebezpiecznymi. Oczywiście w kagańcu. Obok rodzice z dziećmi zażywają wiosennego słońca podczas spaceru. Bezpiecznie.
***
Idę do kościoła poprosić o chrzest. Rozmawiamy o wierze. Ksiądz jest życzliwy, uśmiechnięty. Widać, że sie nie spieszy. Czuje, że ma dla mnie czas, że jestem dla niego ważny. Widzę, że choć trochę mnie zna. I nie pyta o zaświadczenia, nie gubi się w wystawionych i niewystawionych zaświadczeniach i karteczkach od spowiedzi. Rozmowa o wierze. Zupełnie wystarczy. Dar świadectwa.
***
Przychodzę do sklepu z reklamacją. Sprzęt po raz kolejny się zepsuł. Proszę o wymianę na nowy. Sprzedawca bez grymasu zgadza się. Wie, że zadowolony klient cenniejszy jest od pieniędzy. Otrzymuje nowy towar. Do tego uprzejme przeprosiny. Miło.
***
Idę do lekarza. Przyjmuje mnie w przytulnie urządzonym gabinecie. Informuje o operacji kręgosłupa. Zgadzam się. Nie muszę sie obawiać, że zrujnuje to mój budżet. No i nie muszę czekać na operację miesiącami. Wiem, że moje zdrowie komuś jeszcze leży na sercu.
***
Jadę za miasto. Las, cisza. Spotkani po drodze turyści serdecznie się pozdrawiają. Życzliwość. Nie ma mowy o walających się śmieciach. Las, to przecież czyste miejsce. Sama natura.
***
Prowadzę firmę. Wiadomo: płatności, zobowiązania. Moi współpracownicy też to rozumieją. Rozumieją to również ci, którzy winni mi są pieniądze. Są wypłacalni na czas. Zwyczajnie uczciwi.
***
Podpisuję umowę o kredyt. Przedstawiciel spokojnie tłumaczy mi warunki umowy. Niczego nie zataja. Przecież to dobry bank.
***
Jadę tramwajem. Różni ludzie, rozmawiają o swoich sprawach. Kulturalnie, bez przerywników. I jest jeszcze staruszka. Siedzi.
***
Włączam telewizyjne wiadomości. Słucham różnych relacji. Bez trudu natrafiam na tę, która mówi o czymś dobrym, co wydarzyło się minionego dnia. Oglądam twarze polityków. Nie mam przy tym poczucia, że oglądam aktorów jakiejś komedii. Oni przecież mnie reprezentują.
***
Wychodząc do pracy, spotykam sąsiada. Wsiadam do swojego nowego samochodu. Sąsiad uśmiecha się. Czuję, że cieszy się razem ze mną. Niby dlaczego miałby mi zazdrościć. Przecież również i mu powodzi się nie najgorzej.
***
Koniec miesiąca. Zerkam na moje konto. Od dłuższego czasu nie było na nim debetu. Dzięki temu stać mnie na domek z ogródkiem. Niewielki, ale wystarczy, aby moja rodzina czuła się spokojnie. Jest przecież u siebie w domu.
***
Wreszcie upragnione wakacje. Razem z rodziną wyjeżdżamy. Zwiedzamy kawałek „wielkiego świata” w poczuciu, że to nasz świat. Gdzieś tam, daleko od kraju czujemy się też trochę u siebie. No i nie musimy przeliczać wszystkiego z euro na złotówki.
Piotr Chudziński
01.06.2007.