
Mówienie, pisanie o rzeczywistości zwanej 'Kościołem' obarczone jest zawsze przyklejeniem pewnej etykiety.
Albo zostaje się 'klerykałem', albo 'antyklerykałem', wierzącym 'inaczej' lub 'tradycyjnie'...Przykładów lingwistycznych można by mnożyć...
Dla wielu ludzi ta 'przestrzeń' bywa postrzegana jako miejsce idealne, bez wad, gdzie panuje anielska atmosfera. Tymczasem zderzenie z rzeczywistością bywa bardzo często brutalne.
Niewiele znaczyć mogą wielkie monumenty, gdy staną się sztuką dla sztuki, gdy nie będą miejscem przyjaznym dla człowieka, który jest według teologii żywym kościołem...
Truizmem stało się powiedzenie, że potrzeba nowego humanizmu, że człowiek jest spragniony dobrych nowin. Wiele osób takiego humanizmu poszukuje właśnie w Kościele. Dojrzali ludzie patrzą na tę rzeczywistość nie przez pryzmat ekstremów, skandali nagłaśnianych przez media lecz z nadzieją na spotkanie z KIMŚ, kto ukaże po prostu ludzkie oblicze. Ktoś mądry powiedział o czasach, w których przyszło mu żyć i o ludziach, których spotykał: „Mają słowa pełne sensu, a zapominają o tym, by być...”. To spostrzeżenie wydaje się być trafnym w odniesieniu do 'ludzi Kościoła'. Nie chodzi tu bynajmniej o destrukcyjną krytykę (lub – 'krytykanctwo'), ale o zwyczajną pamięć o tym, „by być”. To znaczy, by po prostu być dobrym człowiekiem. Wzniosłe słowa, płomienne przemówienia, najbardziej 'udane' akcje charytatywne mogą zostać zniweczone przez brak kultury, wyniosłość i poczucie, że tak naprawdę to tylko ja mam rację. Autorytet buduje się nie tyle słowem, co życiem w zgodzie ze słowem. Dialogiem, a nie monologiem. Chęcią słuchania, a nie tylko pouczania. Gdy tego wszystkiego brak – rodzi się pozorna wspólnota - powstaje raczej grupa ludzi zranionych. I to dzieje się także wewnątrz Kościoła (słowo 'wewnątrz' odnieść na tym miejscu trzeba do tzw. hierarchii ). Instrumentalne traktowanie człowieka, który ma być dla innych, posłuszeństwo rozumiane jako wydawanie rozkazów bez spojrzenia na podwładnego jako człowieka żyjącego w takich a nie innych realiach, niosącego bagaż swych niepowtarzalnych (dobrych i złych) życiowych doświadczeń – rodzi i musi rodzić poważne pytania. Ktoś powie, że trzeba to wszystko okryć płaszczem tzw. ofiary czy poświęcenia... Nasuwa się tu analogia do stwierdzenia Jacka Woźniakowskiego i tytułu książki Jego autorstwa: „Czy kultura jest do zbawienia koniecznie potrzebna?”. Autor odpowiada : „Do zbawienia nie, ale potrzebna jest by było kogo zbawiać...!”. Kultura jest i po to by byli ci, którzy chcą się ofiarnie poświęcać. Ludzkie podejście do człowieka w Kościele ma jeszcze głębszy wymiar, gdy zrozumie się, co znaczy słowo 'religia'. Łacińskie „religio” znaczy 'więź', a ona rodzi się tylko tam gdy istnieje prawdziwe, głębokie człowieczeństwo i kultura nie tylko słowa ale i bycia... Słowa te wydają się być naturalnie oczywiste, ale życie podpowiada, że to, co oczywiste bywa często zapomniane...
Łukasz Nawracała
maj 2009.