
Dynie, mroczne opowieści, przebrania i cukierki. Halloween budzi skrajnie różne emocje. Dla jednych to profanacja, a dla innych dobra zabawa.
Powiem szczerze: coś mi się tu kłóci. Nie umiem pogodzić atmosfery zadumy, refleksji nad czasem, przemijaniem, śmiercią z roześmianymi dzieciakami proszącymi o cukierki. Nie potrafiłbym 1 listopada rano w spokoju wspominać bliskich, a wieczorkiem przebrany za upiora wyskoczyć na imprezę do pobliskiego klubu.
Nie jest prawdą, że przedszkolaki i uczniowie podstawówek potrzebują zabawy, aby jak mówią niektórzy kulturoznawcy oswoić śmierć. Dzieci, które choć raz zetknęły się ze śmiercią i miały mądrych rodziców, podchodzą do tego tematu dużo lżej niż dorośli. Wielki świadectwem dziecięcej psychiki w obliczu śmierci jest wydana kiedyś książka pod tytułem “Życiodajna śmierć”. Autorka zebrała historie ostatnich chwil życia dzieci – pacjentów hospicjum i oddziału onkologicznego. Okazało się, że dzieci podchodzą do śmierci inaczej niż dorośli. Jest to dla nich zjawisko dużo bardziej naturalne niż dla dorosłych. To ciekawe, ale oni traktują śmierć rzeczywiście jak przejście do innego świata, dlatego czują, że muszą pozałatwiać swoje “małe” sprawy. A może jest tak, że halloween potrzebne jest bardziej dorosłym, zwłaszcza tym, którzy nie umieją rozmawiać z młodzieżą o umieraniu i śmierci.? Stworzenie atmosfery zabawy wokół czegoś tak poważnego, a jednocześnie tak tajemniczego jak śmierć na pewno temu nie służy. Zabawa zagłusza w człowieku refleksję, bo ta potrzebuje w te dni “grobowej ciszy”, a nie rozbawionej grupy małolatów przebranych za wampiry czy kostuchy. W latach ubiegłych w jednym z poznańskich liceów nauczycielka angielskiego poszła nawet na cmentarz wraz z grupą młodych, poprzebieranych oczywiście stosownie do okoliczności. Biegali oni pomiędzy porządkującymi groby ludźmi, wypowiadając jak zaklęcie słowa: “cukierek albo psikus”. Pani pedagog nie zastanowiła się chyba nie tylko nad tym jaką krzywdę robi młodym umysłom, ale również nie widziała nic zdrożnego w tym, że zburzyła spokój tych, którzy preferują inny styl obchodzenia tych pierwszych listopadowych dni. “Obserwuję, że osoby, które ulegają temu silnemu trendowi pop kulturowemu – twierdzi o. Zdzisław Prusak w jednym z wywiadów- który w miejsce śmierci wprowadza magię i bajkowe wyobrażenia, idąc na groby swoich najbliższych nie potrafią tajemnicy przemijania przeżywać tak jak wcześniej. Nie potrafią też właściwie przekazywać tego dzieciom, nie potrafią mówić o tym, w czym tkwi istota tego, że rodzice i dzieci razem idą na cmentarz i zapalają znicze na grobach najbliższych, których często nawet nie znają czy nie pamiętają" - zaznacza o. Prusak.
To nie prawda, że śmierć jest wstydliwa. Śmierć po prostu jest. Powinna być postrzegana tak, jak każdy ważny moment w życiu człowieka. Rodzimy się, żenimy się i umieramy. Taka jest po prostu kolej rzeczy. Nie wiedzieć dlaczego halloween może stać się sposobem na złagodzenie bólu umierania. Szkoda, że jest to droga do nikąd, bo koniec końców śmierci nie da się zamienić w zabawę okraszoną cukierkami. I choć oczywiście nikt tak nie myśli, to są ludzie, którzy próbują zapomnieć o tej całej traumie cmentarzy, kostnic, trumien, śmierci. Zabawa to oczywiście jest jakiś sposób, ale nie wiem czy młody człowiek będzie potrafił reagować właściwie, gdy śmierć dotknie kogoś z jego bliskich. Jak wytłumaczyć dziecku, które 31 października straszyło się z kolegami w szkole czy przedszkolu, że następnego dnia powinno pójść na cmentarz i choć na chwile zadumać się nad grobem babci czy dziadka, którego pochowano na przykład kilka tygodni temu. Oczywiste, że dla dziecka dużo żywsze będzie wspomnienie otrzymanych dzień wcześniej cukierków – pewnie objadło się nimi nieco – niż chwila refleksji, o modlitwie za zmarłych nie wspomnę.
Bez wątpienia potrzeba pewnej dozy krytycyzmu. Może warto się zastanowić, gdy w przyszłym roku nasze dziecko poprosi nas o zakup kościo-trupiego stroju w markecie. Możemy po prostu zrobić mu intelektualną – żeby nie powiedzieć duchową – krzywdę. Rzeczowa rozmowa o śmierci i przemijaniu zajmuje oczywiście trochę czasu i wymaga wysiłku powiedzenia o rzeczach trudnych, stosunkowo prostym językiem. To dużo trudniejsze niż zakup dyni...
Piotr Chudziński
31.10.2007.