Ci, którzy rozśmieszają ludzi, cenniejsi są od tych, którzy każą im płakać - Marek Aureliusz
Refleksyjnie... »

Karnet karnawałowy-II

Drukuj
 

             K jak karnet karnawałowy. Nazywany też sztambuchem. Damski notesik balowy do wpisywania kolejności tańców (po lewej stronie) i panów, którzy rezerwowali sobie poszczególne tańce. Odnotowywano to po prawej stronie. Ilość takich ,,rezerwacji” jak i ilość zdartych par jedwabnych na delikatnej skórkowej podeszwie pantofelków (para wystarczyła na... dwa tańce!) świadczyły o powodzeniu tancerki.

L jak lewiatan. Morski potwór, pożeracz ludzi. Według włoskich legend został uwięziony w lochach Lateranu przez papieża Sylwestra I (IV w.), według przepowiedni - potwora miał uwolnić w przyszłości papież Sylwester II i wówczas - zwiastowano - koniec świata. W 999 roku mnich Gerbert wybrany na papieża, przyjął imię Sylwestra II. To spotęgowało wierzenia o rychłym końcu świata, tym bardziej, że nowy papież był uczonym alchemikiem podejrzanym o konszachty z diabłem! Gdy na przełomie stuleci nic się nie wydarzyło ludzie z radością wylegli na ulice miast, bawiąc się i tańcząc. Stąd wzięła się nazwa ,,sylwestra” i tradycja radosnego taneczno-pijanego witania ,,nowego” roku.

M jak maskarady. Najsłynniejsze w Wenecji. W ostatnie dni karnawału zaczyna tutaj królować Pan Maska, choć to na dobrą sprawę istota bez płci. W masce i przebraniu może zdarzyć się wszystko: kobieta staje się Arlekinem, ten zamienia się w Kolombinę, diabeł jest biały... ,,Papież” pije piwo z ,,kokotą”, dama flirtuje z lokajem. Dla miasta owe maskarady to wspaniały biznes, bo jak tu z weneckiego karnawału wrócić bez pamiątkowej maski!? Wydarzeniem jest nocna parada gondoli i łodzi wzdłuż Canale Grande. Zakładanie masek na bale, ale i spacery czy parady znane było także w dawnej Polsce o czym pisał w XVIII wieku Wacław Potocki: ,,Od poganów zaczęty, dziś trwa zwyczaj stary, na święta bachusowe ubierać maszkary”.

N jak niemiecka piąta pora roku. Taką nazwę nadano karnawałowi w Niemczech. W wielu landach dochodzi do kompletnego szaleństwa: rządy oddawane są w ręce błaznów, kobiety obcinają mężczyznom krawaty! Wiele urzędów, biur i szkół na ten czas (zwłaszcza w końcu karnawału) jest zamkniętych. Organizowane są też karnawałowe pochody.

O jak ostatki. ,,Jak ostatki to ostatki niech się trzęsą babskie zadki” tak śpiewano w wiejskich karczmach, jako że to kobiety inicjowały ostatnie zabawy karnawału. Ostatki to też pełen wyskoków taniec, który miał zapewnić ,,wysoki len” i urodzaj zbóż. Wierzono, że śluby zawierane w zapusty zapewnia nowożeńcom życie bez trosk. Karnawałowe ostatnie dni zabaw nazywano też mięsopustem. ,,Nie chcą państwo kapusty. Wolą sarny, jelenie i wołowe pieczenie” – tak drwiono w dawnej Polsce (zwłaszcza w okresie sarmackim) z zamiłowania do tłustego jadła od którego uginały się (zwłaszcza ostatkowe) stoły. W menu dominowała dziczyzna, drób (zwłaszcza indyki), rozmaite pasztety, ryby. Rozmaite alkohole. Podawano stosy pączków (zwłaszcza w tzw. tłusty czwartek) i chrustu (faworków), torty. Czekoladki, pomady, kandyzowane owoce., lody. O świcie serwowano tzw. podkurek – np. barszcz z pasztecikami i bigos.

P jak polonez. Taniec kołowy, korowodowy, z charakterystycznym rytmem. Zwyczajowo rozpoczyna bal (,,Poloneza czas zacząć(...) - patrz ,,Pan Tadeusz” A. Mickiewicza). Wywodzi się on z XVII-wiecznego tańca chodzonego (,,pieszy” albo ,,chmielowy”), który przekształcił się w ,,taniec polski”, aby pod koniec XVIII wieku stać polonezem czyli polskim tańcem narodowym.

R jak reduta. Dawna publiczna zabawa karnawałowa. Wejść mógł każdy kto wykupił wstęp. Przychodzono na nią w maskach, bez broni. Tego typu publicznymi zabawami gorszyły się panie z towarzystwa, panowie natomiast chwalili sobie owe dość frywolne maskarady.

S jak samba. Taniec pochodzenia, być może, afrykańskiego, oznaczający ,,uderzenie brzuchem”. Najsłynniejszy taniec w Brazylii, gdzie ostatnie cztery dni karnawału są państwowym świętem: urzędy pozamykane, policja, służba zdrowia i strażacy w stanie pełnej gotowości. Ostatkowy dzień należy do samby, która zakróluje na ulicach miasta, opanowanych przez najlepsze szkoły tego ognistego tańca. Oblicza się, że na to niezapomniane widowisko seksownego tańca z udziałem pięknych dziewcząt (te obleczone jedynie w pióra i cekiny) i urodziwych mężczyzn (ubrani w strojne, kolorowe kostiumy-kombinezony) do Rio de Janeiro co roku zjeżdża około 150 tysięcy turystów. To dla nich wzdłuż 530-metrowego sambodromu buduje się trybuny (80 tys. miejsc siedzących) i specjalne loże dla 10 tysięcy gości. Parada kilkunastu szkół samby, przejazd specjalnych platform z tańczącymi trwa zaledwie 80 minut, przygotowania (komponowanie nowych melodii, choreografia, szycie kostiumów itd.) cały rok. Ognista, pełna seksu i alkoholu zabawa, kończąca brazylijski karnawał, trwa do białego rana. Niestety, zbiera ona corocznie śmiertelne żniwo.

Ewa Kłodzińska