Każdy człowiek na świecie nawet w cierpieniu kocha życie - Parmenides z Elei
Refleksyjnie... »

Emaus czyli dokąd zmierzamy

Drukuj
 

Tak Ambroży Grabowski, XIX-wieczny księgarz i autor przewodników, miłośnik starego Krakowa, tłumaczy ,,emausy” czyli znane już w średniowieczu wszelkie wyjścia poza mury miasta, zwłaszcza do stojących tam kościołów i kaplic na nabożeństwa i odpusty. W ten sposób mieszczanie niejako łączyli powinności religijne z - jak dziś byśmy powiedzieli - rekreacją. Kościół katolicki okresu kontrreformacji (poł. XVI - k. XVII w.) zwyczaj zaakceptował, bo pozyskiwał w ten sposób wiernych w ciężkich dla siebie czasach..

Religijny zwyczaj związany zaś był z wydarzeniami biblijnymi sprzed prawie dwóch tysięcy lat. To ewangelista św. Łukasz przytacza nazwę ,,miasteczka Emaus”, dokąd zmierzali Kleofas i Szymon - uczniowie Chrystusa, w trzy dni po Jego ukrzyżowaniu. Mieli przed sobą jakieś 12 kilometrów drogi, którą urozmaicali sobie dyskusją ,,o tym wszystkim, co się wydarzyło”. Wtedy to przyłączył się do nich, po raz pierwszy po krzyżowej śmierci, zmartwychwstały Chrystus...

Do dziś w Polsce w Poniedziałek Wielkanocny odbywają się dwa wielkie, choć o różnej prowieniencji odpusty Emaus: w Poznaniu i Krakowie.

Papieski odpust w Poznaniu

Dla poznaniaków Poniedziałek Wielkanocny był od setek lat dniem wyjścia poza mury sfortyfikowanego miasta, na zieloną Komandorię. To tam kędy w średniowieczu wiódł trakt do Gniezna i Giecza stał kościółek św. Michała i przytułek dla wędrowców. Oba obiekty w 1187 roku zostały przekazane joannitom, wywodzącym się z rycerskiego zakonu szpitalników przy szpitalu św. Jana w Jerozolimie. To oni na przełomie XII i XIII wieku wznieśli nowy, murowany kościół pod wezwaniem św. Jana Jerozolimskiego. Niewielka świątynia jest jedną z pierwszych w Polsce budowli w stylu romańskim, wzniesionych z cegły, to najstarszy po poznańskiej katedrze zabytek miasta, co zaświadczył swoją decyzją z 20 lutego 1931 roku ówczesny miejski konserwator zabytków.

Przez stulecia świątynia była wielokrotnie przebudowywana pod auspicjami kawalerów maltańskich (joannitów). W 1512 r. komandor maltański Stanisław Dłuski dobudował wieżę i boczną nawę, w 1736 roku komandor maltański Michał Stanisław Dąbrowski dobudował kaplicę Świętego Krzyża, przykrytą kopułą. Został pochowany w podziemiach tej kaplicy w 1740 r.

Ołtarz główny jest późnogotyckim tryptykiem z I poł. XVI wieku, z tego też okresu pochodzi chrzcielnica z piaskowca. Ambona jest rokokowa.

Dziś kościół prezentuje się jako budowla późnoromańska, przebudowana w stylu późnogotyckim z barokową kaplicą, którą wieńczy latarnia z II poł. lat 40. XX wieku. Na przełomie XX i XXI wieku kościół został poddany pracom rozległym renowacyjno-remontowym.

Do starej poznańskiej tradycji wyjścia z miasta ,,na Emaus” czyli uroczystości odbywające się w kościele św. Jana Jerozolimskiego za Murami została przypisana uroczystym dekretem z sierpnia 1870 roku przez papieża Piusa IX możliwość uzyskania odpustu zupełnego..

Uroczysta msza św. o godz. 12 wraz z procesją wokół świątyni, ma przypominać właśnie ową wędrówkę uczniów Chrystusa do Emaus, przedstawioną przez ewangelistę św. Łukasza. Biblijne spotkanie w drodze do miasteczka uwiecznione jest w kościele na ścianie bocznej nawy głównej na polichromii autorstwa Stanisława Teisseyra (1948 r.).

Na uroczystości wielkanocne wnętrze świątyni przyozdabia się festonami (chorągwiami) z wiernie odtworzonymi herbami komandorów maltańskich.

Mszę świętą odpustową w drugi dzień świąt wielkanocnych tradycyjnie odprawia i słowo boże wygłasza abp metropolita poznański ks. Stanisław Gądecki. W nabożeństwie, które przyciąga rzesze parafian, uczestniczy także prezydent miasta z rodziną oraz zacni goście nie tylko z Poznania, m.in. kawalerowie maltańscy. Tak zapewne będzie i w tym roku...

Emaus w Poznaniu nie jest tak kolorowo-jarmarczny jak w Krakowie. Owszem, był czas kiedy przed kościołem św. Jana Jerozolimskiego za Murami ustawiało się kilka kramów ze świecidełkami. To już jednak przeszłość. Pozostał wymiar religijny uroczystości.

Sacrum i profanium

w Krakowie

Giovanni Paolo Mucanti, bawiący w Krakowie w pod koniec XVI wieku, napisał: ,,W poniedziałek wielkanocny cała młodzież i żacy w Krakowie przestrzegając dawnego zwyczaju noszenia tegoż dnia różdżek wierzbowych, na których rozwinięte są bazie i w drodze na Emaus biją nimi dziewczęta, mówiąc ''Cóż tak nieskoro idziesz na Emaus''. To najstarsza wzmianka o krakowskim święcie.

Obecność na odpuście Emaus u ss. Norbetanek (prastary zakon, założony we Francji, najstarszy zakon żeński w Polsce, obecny u nas już od 1162 r. - właśnie na krakowskim Zwierzyńcu), odwiedziny na Kopcu Kościuszki to były niegdyś powinności wręcz patriotyczne. Krakowski Emaus to był także wielki jarmark z ciągnącymi się jakby w nieskończoność kramami, karuzelami, strzelnicami. Serca z piernika, makagigi, różańce z ciasta, figurki kiwających się Żydów. Ta atmosfera ludowej zabawy (a i pamiętajmy, że to tzw. lany poniedziałek!) pozostała w Krakowie do dziś.

Obok tego swoistego profanum, jest też sacrum: suma odpustowa, sprawowana co roku przez arcybiskupa Krakowa w kościele p.w. św. Augustyna. To tutaj przy dzisiejszej ul. Kościuszki przybyłe z Czech w 1162 roku siostry norbetanki zbudowały swoją siedzibę. Obecny wygląd klasztoru pochodzi z XVII wieku, a klasycystyczne wnętrze z XVIII wieku. To potężna budowla tworzy jeden z najpiękniejszych, najbardziej malowniczych zespołów architektonicznych najstarszego Krakowa. Niegdyś miała charakter obronny, co nie dziwi, zważywszy, że obiekt znajdował się daleko od miasta i był narażony na najazdy Tatarów. Uzbrojenie (działa, moździerze) siostry przekazały Kościuszce na cele jego powstania.

Emaus czyli dokąd zmierzamy?

Emaus już dawno przestało być tylko nazwą biblijnej wsi, synonimem biblijnych wydarzeń. I choć na współczesnej mapie świata nie ma już tego miejsca (niektórzy utożsamiają jednak tę osadę z Al.-Kubajba - 11 km na północny-zachód od Jerozolimy przy dawnym trakcie rzymskim), Emaus jako symbol radości i nadziei funkcjonuje nadal. Emaus to współcześnie nazwa różnych organizacji charytatywnych i towarzystw. Stało się też synonimem wędrowania, stąd tę nazwę przyjmują chętnie... biura podróży.

Emaus. Każdy z nas dokądś podąża. I często, tak jak biblijni uczniowie, którzy w nieznajomym towarzyszu wędrówki nie rozpoznali swojego Mistrza, tak i my po drodze często nie rozpoznajemy znaków. Tak jak pijany kierowca, który jedzie a nie widząc w alkoholowym upojeniu przejścia dla pieszych masakruje nań matkę z dziećmi. Tak jak matka, która ze strachu?, obojętności? nie widzi, że jej mąż molestuje okrutnie własną córkę. Tak jak rodzice półuchem słuchający syna, który ,,bajki” opowiada o jakichś nieobyczajnościach w szkole, tak jak nauczyciel, oskarżający ucznia o kradzież koledze kanapki śniadaniowej nie dostrzega głodu w oczach ,,złodzieja”. Jak pracodawca nie widzący jałmużnych wypłat. Jak żołnierz nie rozumiejący po co, dlaczego i do kogo strzela w absurdalnej, obcej dlań, wojnie...

Przyjdzie Wielkanoc i Emaus, pójdziemy do kościoła, pojedziemy radośnie na pikniki, pójdziemy na spacery albo usiądziemy wygodnie przez telewizorem. Nie widząc, nie słysząc.

Ewa Kłodzińska