Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak - od innych - Parmenides z Elei
Refleksyjnie... »

Alfabet wakacyjny (I)

Drukuj


A jak agroturystyka. Przewidziana dla mieszczuchów, którzy i tak w gospodarstwie agroturystycznym nie dowiedzą się jak żyje się na prawdziwej wsi. Mogą jednak częstokroć skosztować autentycznych wyrobów wiejskich, powędkować, zbierać i fachowo ususzyć grzyby itp.
B jak Bałtyk. Nasza północna granica (524 km), odnoga Oceanu Atlantyckiego. Choć zimny i miejscami brudny to jednak nasz. Nad nim wiele miejscowości letniskowych, które rywalizują zaciekle o letników. I trzeba powiedzieć, że z coraz lepszym i ciekawszym skutkiem. Niemniej i tak Wybrzeże Bałtyckie nigdy nie będzie przypominać jakiejkolwiek Riwiery.
C jak choroby tropikalne. Malaria i gorączka krwotoczna (denga) to dwie choroby najczęściej ,,przywożone’’ przez Polaków z wakacji w Afryce, Azji, Ameryce Południowej. Na malarię można zachorować zwłaszcza w południowej i środkowej Afryce, północnej Brazylii, Wenezueli i w Kolumbii. Ogniska malaryczne występują także w Kamerunie i Angoli. Są też przypadki zachorowań na dżumę, trąd, czerwonkę amebową. W kilkunastu krajach afrykańskich wymagana jest tzw. żółta książeczka, tj. świadectwo szczepienia przeciw żółtej gorączce (febrze afrykańskiej) o czym powinno poinformować biuro podróży. Planując egzotyczne wojaże najlepiej najpierw skonsultować się z lekarzem i nie bagatelizować profilaktyki! A będąc na miejscu zrezygnować z posiłków pochodzących z niepewnego źródła, myć dokładnie owoce, pić tylko wodę oryginalnie butelkowaną.
D jak dewiacja... urlopowa. Zaostrza się latem i zimą. Za wszelką cenę (nawet cenę kredytu) musimy odpocząć, porzucając swój dom, rodzinę i przyjaciół oraz naturalny 24-godzinny rytm biologiczny, w którym jest czas na pracę, wypoczynek (i odprężające przyjemności), sen. Tymczasem urlop jest tego kuriozalnym zaprzeczeniem: wstajemy o innej niż zazwyczaj porze dnia, na wakacjach szkoda każdej przespanej godziny, więc wiele nocnych godzin spędzamy na takiej czy innej imprezie. Nie pracujemy tylko wylegujemy się albo oddajemy sportom, również ekstremalnym (a przez cały rok wysiłek fizyczny jest nam obcy), zmieniamy przyzwyczajenia kulinarne (zwłaszcza odpoczywając w egzotycznych zakątkach świata), pozwalamy sobie na większą ilość alkoholu, bo nazajutrz nie trzeba się zrywać do pracy. A gdy już zaczynamy się przyzwyczajać do nowego rytmu doby to... kończą się wakacje, co wywołuje frustrację (również portfelową).
E jak egzotyka czyli moda na wakacje w najdalszych zakątkach świata. Według śp. prezydenta Kaczyńskiego do 2020 roku wakacje w Egipcie czy Tunezji miałyby być dostępne dla każdego Polaka (dzięki odpowiednim zarobkom). Jednak już od wielu lat Polacy podróżują do krajów azjatyckich, afrykańskich i Ameryki Południowej. Na zdobycie przez Polaków czeka jeszcze kontynent australijski.
F jak Fundusz Wczasów Pracowniczych. Za czasów PRL było to miejsce sprzedaży (i kupna) kota w worku - za skierowanie na dwutygodniowe wczasy (czyli tzw. turnus według dat-grafiku z góry narzuconego przez domy wczasowe) trzeba było zapłacić zawczasu, a jedynymi otrzymanymi informacjami były nazwa miejscowości i domu wypoczynkowego (np. Mewa 1, Mewa 2, Czarodziejka I, Czarodziejka 2 itd., itp.). Rozczarowanie po przyjeździe na miejsce odpoczynku nie podlegało reklamacji. Teraz kota w worku sprzedają niekiedy nawet renomowane biura podróży, oferując np. hotel nad samym morzem co może w rzeczywistości oznaczać, że pomiędzy jednym a drugim jest wielopasmowa autostrada nie do przebycia!

 

Ewa Kłodzińska

 

Zdjęcia: Joanna Nowakowska