Jest to złota zasada w życiu: wymagać mało od świata, a wiele od siebie - Chryzyp z Soloj
Podróże kształcą... »

Wspinaczka życia-Na dachu świata

Któż nie chciałby znaleźć się na dachu świata? Nic prostszego – wystarczy wspiąć się na masyw Czatyrdachu, który oznacza właściwie dach świata.

 Wyprawa w krymskie góry jest ambitnym przedsięwzięciem. Wytrwałych czeka jednak nagroda – mogą postawić swoje stopy na wysokości 1527 metrów. To najwyższe dostępne wzniesienie o nazwie Eklizi Burun z którego roztacza się wspaniały widok na najwyższy szczyt Krymu – Roman Kosz. W dole podziwiać można nadmorską Ałusztę. Bez wątpienia wyprawa w masyw Czatyrdachu jest całodzienną eskapadą, ale warto. Po długiej wspinaczce znajdujemy się na polanie, która przypomina krajobraz z innej planety. Z zielonej trawy wystają skupiska białych skał. Warto właśnie w tym miejscu powrócić pamięcią do szkoły, kiedy siedząc w szkolnej ławce, czytałem niewiele mówiące polskiemu czytelnikowi „Sonety krymskie” - Adama Mickiewicza. Warto sięgnąć zwłaszcza po jeden, noszący właśnie tytuł „Czatyrdach”:

 

Drżąc muślemin całuje stopy twej opoki,

Maszcie krymskiego statku, wieki Czatyrdachu!

O minarecie świata! o gór padyszachu!

Ty, nad skały poziomu uciekłszy w obłoki,

Siedzisz sobie pod bramą niebios, jak wysoki

Gabryjel pilnujący edeńskiego gmachu;

Ciemny las twoim płaszczem, a janczary strachu

Twój turban z chmur haftują błyskawic potoki.

Nam czy slońce dopieka, czyli mgła ocienia,

Czy sarańcza plon zetnie, czy giaur pali domy -

Czatyrdachu, ty zawsze głuchy, nieruchomy,

Między światem i niebem jak drogman stworzenia,

Podesławszy pod nogi ziemie, ludzi, gromy,

Słuchasz tylko, co mówi Bóg do przyrodzenia.

 

Jakże inaczej brzmi on czytany właśnie tu – na dachu świata.

Polskie tłumaczenie słowa Czatyrdach przynosi oczywiście wiele skojarzeń. Doskonale wiemy, że życie przypomina czasem trudną górską wspinaczkę, podczas której dojście na szczyt – zrealizowanie swoich marzeń i pragnień – może przysporzyć wiele trudności. Nie chodzi wcale o jakieś nadzwyczajne wyczyny – dla wielu proza życia, to nieustanna wspinaczka. Na ekranach telewizorów oglądamy osoby, które – wydawać by się mogło – osiągnęły już swój „szczyt świata”: są piękni, młodzi, bogaci. Zapewne włożyli w to wiele wysiłku. Teraz przynosi on zasłużone owoce. Górska wędrówka – tak samo jak życie – uczy pokory. Pomaga człowiekowi zobaczyć, że nawet jeżeli stoi na dachu świata, to wystarczy kaprys nieprzewidywalnego losu, aby z niego spadł. Im wyższy ów dach, tym trudniejszy do zniesienia upadek. Dlatego może warto, oprócz delektowania się widokiem udanego życia, stać twardo na ziemi. Wtedy ma się świadomość, że stanie na szczycie nie trwa wiecznie. Możliwe, że kiedyś ktoś inny, w brutalny sposób, zepchnie człowieka ze szczytów, zburzy budowle, wznoszone z takim trudem, zmarnuje wysiłek wielu lat. Pewne jest, że kiedyś każdy będzie musiał zejść ze swojego szczytu i nauczyć się żyć w dolinie. Ostatecznie to nic strasznego, pod warunkiem, że potrafimy się z tym faktem pogodzić. A życie w dolinie ma również swoje plusy; nie można co prawda delektować się widokiem na tych, co pozostali na dole, ale za to klimat jest nieco łagodniejszy.

Piotr Chudziński