
Jaki jest na prawdę Egipt zobaczymy jednak dopiero wtedy, kiedy zboczymy z tras wydeptanych przez turystów...
Kair. To największa aglomeracja miejska Afryki. Tworzą ją właściwie trzy miasta: Kair, Giza i Imbaba. Mieszka tu ponad 25 milionów ludzi. To ponad połowa mieszkańców całego kraju.
To położone w delcie Nilu miasto swoją sławę zawdzięcza przede wszystkim Gizie z jej słynnymi piramidami. Ten, kto patrzy na nie na obrazku, zachwyca się pięknem otaczającej je pustyni. Nic bardziej mylnego. Wystarczy obrócić głowę, a w tle zobaczyć można tętniące życiem miasto. Znany z pocztówek obrazek wykonywany jest zazwyczaj ze specjalnie usytuowanego tarasu widokowego.
Spacer po Kairze dostarcza wielu wrażeń. Na każdym kroku kwitnie handel. Na straganach można znaleźć chyba wszystko; obok pamiątek są również artykuły żywnościowe, małe knajpki odpychające poziomem higieny gdzie mieszkańcy palą sziszę czyli wodną fajkę.
Uwagę Europejczyków oprócz piramid przyciąga również ogólny nieporządek i bród. Na płaskich dachach domów mieszkańcy składują śmieci, które w letniej temperaturze dochodzącej do 50 stopni szybko wysychają. Jadąc autokarem w kierunku piramid turyści z niedowierzaniem obserwują wyschnięty kanał w którym można zobaczyć nie tylko góry śmieci z pobliskich domostw, ale nawet padnięte zwierzęta. Wieść niesie, że firma sprzątająca ufundowała wielkim nakładem środków kosze na śmieci, które po tygodniu zniknęły z ulic. Zostały skradzione.
Otaczające Kair osiedla, które można porównać z naszymi blokowiskami, przypominają bardziej place budowy. Takiemu stanowi rzeczy sprzyja prawo podatkowe. Właściciel domu jest bowiem zwolniony z podatku od nieruchomości do momentu ukończenia budowy. Nikomu więc nie zależy, aby szybko uporać się z postawieniem swojego domu. Na płaskim dachu łatwo dobudowywać kolejne pomieszczenia, więc wykorzystywanie wadliwego prawa trwa w najlepsze. Władze państwowe też specjalnie nie naciskają, tym bardziej, ze większość spraw idzie załatwić przy pomocy pieniędzy.
Jak przystało na duża metropolię ulice są szerokie i zakorkowane. Mimo, że cena litra benzyny wacha się około 1,50 złotego za litr, samochody w tym kraju są niebywale drogie. Za dobrze utrzymanego polskiego poloneza zapłacić trzeba około 9 tysięcy złotych. Nowe samochody to często wydatek przekraczający 100 000 złotych. Niewielu Egipcjan stać na taki wydatek, stąd na ulicach roi się od kilkudziesięcioletnich samochodów. Sprowadzanie ich zza granicy jest nieopłacalne, ponieważ obowiązuje tu wysoka, ponad 60% akcyza. W ten sposób samochód o wartości 20 tysięcy złotych w Egipcie kosztuje ponad trzydzieści. Przepisy obowiązują bardziej w teorii, ponieważ skorumpowani policjanci, których miesięczna wypłata wynosi około 500 funtów egipskich (około 100 dolarów) przymykają oko na wykroczenia. Ludzie parkują zatem gdzie popadnie, jeżdżą pod prąd – nawet autokarami – i nikogo to specjalnie nie dziwi. Znajomość zasad ruchu drogowego też jest zapewne mizerna. Prawo jazdy można otrzymać co prawda od 18 roku życia, jednak aby otrzymać ten dokument wystarczy zdać banalny egzamin lub zapłacić równowartość 400 złotych. Nikogo nie dziwią więc ciągłe stłuczki, a na ulicach ponad połowa samochodów jest poobijanych. Europejczykom może by to przeszkadzało, ale miejscowym nie. Nie wiem czy potrafiłbym poruszać się samochodem w świecie, gdzie zmiana masa nie jest sygnalizowana kierunkowskazem, a zajeżdżanie drogi innym kierującym jest na porządku dziennym. Stojąc na ulicy nieustannie słychać dźwięk klaksonów, które nikogo tutaj nie denerwują. Trąbią taksówkarze szukający klientów wśród turystów, trąbią kierowcy, nie okazując przy tym wielkich oznak zdenerwowania.
Pejzaż kairskiej ulicy może nas dziwić. Jednak mieszkańcy traktują ją jako miejsce spotkań, rozmów i interesów. To, co nam wydaje się nie do pomyślenia, dla nich jest zwyczajne i normalnie. Wydaje się, że mieszkańcom dobrze na swoich ulicach. Są przecież u siebie...

Artur Artmann
11.02.2008.