Człowiek staje się czystym dobrem, żyjąc w naturze - Jean Jacques Rousseau

Nie zabieraj swych narządów do nieba... »

Światło nadziei mimo wszystko

 

 

Z Krzysztofem Pijarowskim i doktorem Krzysztofem Pabisiakiem rozmawia Piotr Chudziński

 

Skąd pomysł na powołanie tego typu stowarzyszenia?

K.P. Powody są bardzo osobiste. Jestem 8 lat po przeszczepie wątroby.

 

Jak się rozwija Stowarzyszenie?

K.P. Stowarzyszenie założono w 2000 roku. Jesteśmy najbardziej rozpoznawalnym stowarzyszeniem w dziedzinie promocji transplantacji. Wprowadzamy programy edukacyjne, kampanie społeczne. W grudniu 2007 rozpoczęła się ogólnopolska kampania, która skończy się w październiku 2008 roku. Będą to spoty telewizyjne, reklamy w mediach, ponad 1000 bilboardów. Nie jest to zatem działalność jedynie lokalna. Oprócz tego staramy się zintegrować ludzi żyjących po przeszczepie. Po przeszczepach żyje przecież w Polsce ponad 20 000 ludzi.

 

Czy prawne rozwiązania w Polsce sprzyjają rozwojowi transplantologii?

K.P. Prawo powstało w 1995 roku i wtedy było ono optymalne. Zgodna domniemana na pobranie narządów jest dobrym rozwiązaniem, ale zabrakło wówczas odpowiedniej edukacji i informacji. Program transplantacji rozwija się od 25 lat i efekty są porównywalne z ośrodkami, które zajmują się transplantacjami dłużej niż my. Jeśli chodzi zatem o jakość leczenia nie mamy powodów do kompleksów. Można jednak dużo więcej zrobić w kierunku informacji i edukacji.

 

Co zrobić, gdy osoba się zgadza na pobranie narządów lub tkanek, a rodzina mówi „nie”? Czy można sądownie nakazać pobranie narządów?

Dr K.P. Zgody na przeszczep nie można zarządzić sądownie. To jest nasza decyzja. W 2003 roku nasze stowarzyszenie zaproponowało po raz pierwszy w Polsce tzw. oświadczenie woli. Jest to karta, która ma być czymś w rodzaju karty osób promujących transplantacje – zgadzających się na pobranie organów. Najważniejsze jest jednak to, aby przy tej okazji przeprowadzić w rodzinie rozmowę o śmierci. Nie jest to łatwe, ale mamy sygnały, że są one bardzo pożyteczne. Od samego początku założyliśmy sobie zmianę świadomości Polaków w zakresie transplantologii.

 

Jak wyglądają kontakty ze światem szeroko pojętych mediów?

K.P. Mamy dobre kontakty z mediami. Sam jestem dziennikarzem od 20 lat, więc znam oczekiwania dziennikarzy. Są oni naszymi naturalnymi sprzymierzeńcami.

 

Jaka jest rola koordynatora? To chyba trudne zadanie...

Dr K.P. Warto sobie zdać sprawę, że przy transplantacji pracuje sztab ludzi. Od momentu pobrania do przeszczepienia pracuje ok. 50 osób. Wszystko musi odbywać się systematycznie i sprawnie. Niełatwe są również rozmowy z rodziną. Ważne jest również, aby wypracować model wsparcia ze strony rodziny, oswoić ludzi, wytłumaczyć, że choć wydarzenie śmierci jest trudne i niejednokrotnie tragiczne, to dla kogoś innego jest jeszcze to przysłowiowe światełko nadziei. W tym wszystkim bardzo istotny jest czas, ponieważ ostateczna decyzja musi zapaść maksymalnie w ciągu 12 godzin.

 

Czy wiara, religijność pomaga w mówieniu o transplantacjach?

K.P. Religijność jest tutaj kluczem. Przed odczytaniem listu biskupów (23 września 2007) prowadziliśmy rozmowy z różnymi hierarchami Kościoła. Wyrażali oni żywe zainteresowanie tym tematem, wiele razy poświęcali oni tej tematyce swoje homilie. Trzeba również uświadomić sobie fakt, że transplantacja jest młodą dziedziną medycyny i starsi kapłani, którzy kończyli seminaria dość dawno, czasem reagują dość nieufnie. Znają oni oczywiście i akceptują nauczanie Kościoła w tej sprawie, dostrzegają głos Papieża w tych kwestiach (zwłaszcza Jana Pawła II), ale sami nie są przekonani. Wynika to oczywiście z niewiedzy.

 

Jak można promować tematykę związaną z transplantacjami?

K.P. Transplantologie można promować zarówno na terenie parafii jak i na poziomie samorządu. Istotny jest również program edukacyjny, który może być wykorzystany w szkole. Staje się on przedmiotem zainteresowania polonisty, katechety, biologa. W Szczecinie już dwukrotnie miał miejsce bieg pod hasłem „Nie zabieraj swoich organów do nieba”. Łącznie w tych imprezach wzięło udział 7 tysięcy osób. Transplantologię można promować również na festynach czy piknikach. Na przykład podczas festiwalu w Mrągowie ustawiliśmy namiot informacyjny, gdzie m.in. rozdawaliśmy oświadczenia woli. Ma miejsce również szkolenie wolontariuszy, którzy mają rozpoznawać potrzeby środowisk lokalnych. Okazuje się, że akceptacja transplantologii jest dużo mniejsza w niewielkich miejscowościach niż w dużych aglomeracjach.

 

Jak zaangażować samorządy i środowiska lokalne?

Dr K.P. Jeśli pojawia się osoba z konkretnym programem z organizacji pozarządowej – takiej jak nasze stowarzyszenie, ale nie tylko, to samorządy są zazwyczaj otwarte. Potrzeba wolontariuszy na terenie całego kraju. Potrzebna jest również wymiana doświadczeń i systematyczne szkolenia, aby działanie wolontariatu było profesjonalne.

 

K.P. Bardzo wiele dobrego robią internauci. Nasze stowarzyszenie prowadzi największy portal internetowy na temat transplantacji. Założyliśmy, że jest to ważny kanał dystrybucji. Wiele osób, nie po raz pierwszy, właśnie tą drogą prosi o przesłanie materiałów promocyjnych.

 

Dziękujemy za rozmowę.

 

 

KRZYSZTOF PIJAROWSKI – Prezes Zarządu Głównego Stowarzyszenia „Życie po przeszczepie”, w-ce prezes Unii Medycyny Transplantacyjnej.

 

 

 

Dr KRZYSZTOF PABISIAK – Wiceprezes Zarządu Głównego Stowarzyszenia „Życie po przeszczepie”, koordynator "Poltransplantu".

 

 

Strona Stowarzyszenia: www.przeszczep.pl