Spokój sumienia jest poczuciem doskonałości cnotliwego mędrca - Marek Aureliusz
Naturalnie poleca »

Pacynki i zioła

Drukuj

Pacynki, zioła – dokąd skojarzenia związane z tymi słowami prowadzą ? Ba ! – Nie będę ich rozszyfrowywać, pozostawię to czytelnikom, od razu powiem – niełatwego tomiku Wandy Michalak z oboma przytoczonymi „rekwizytami” w tytule. A nie bez powodu piszę „rekwizytami”… Tomik stanowią zapisy jakby, a właściwie wręcz z teatru życia (i tu już nie posługuję się cudzysłowem), z tej rozległej sceny przeżyć, doznań, wrażeń, skojarzeń, pamięci i niepamięci, zalegania czegoś w nas niezmiernie głęboko a uciskającego tak, że formę temu trzeba jakąś nadać.

Kiedy jest się człowiekiem słowa – Wandę Konopińską poznałam na redakcyjnych korytarzach RSW PRASA w Poznaniu (koniec lat 70. minionego wieku), a potem zderzałyśmy się w jednej redakcji, redakcji Magazynu Ilustrowanego „TYDZIEŃ”, rozwiązanego w chwili ogłoszenia stanu wojennego w 1981 roku. – Wanda Michalak jednakże była już wtedy, za sprawą mariażu z przedstawicielem znamienitej kazimierskiej rodziny z tradycjami malarskimi, w innej części Polski, w Kazimierzu nad Wisłą, zapisując tam swoją, niezwykle aktywną kartę życia. – Była kierownikiem (lata 2005-2016) Domu Mari i Jerzego Kuncewiczów – Oddziału Muzeum Nadwiślańskiego. W swojej działalności (cytuję za stronami kazimierskiego diariusza) skupiła się nie tylko na twórczości Mari Kuncewiczowej, ale zgodnie z wolą autorki „Cudzoziemki” prowadziła też Salon Literacki otwarty dla współczesnych literatów. Była inicjatorką „Niedzieli literackich” – swoistego rodzaju klubu dyskusyjnego, którego uczestnicy wyrażali swoje opinie o wybranych dziełach literackich.

Prowadzony przez Wandę Konopińską-Michalak – odnotowują Kroniki Kazimierskie –oddział Muzeum Nadwiślańskiego stał się ośrodkiem intelektualnym zarówno dla dorosłych jak i młodzieży. Dużym zainteresowaniem dzieci i młodzieży cieszyły się spotkania z cyklu „Paszporty Republiki Globu”, następnie „Poniedziałki Literackie”. Od pierwszego wydania, bestsellerem okazał się redagowany przez nią kwartalnik literacki „Klematis”. – Przy Domu Kuncewiczów działał zespół teatralny, skupiający wolontariuszy z kolonii artystycznej Kazimierz Dolny, powołany dla wystawiania dramatów Marii i Jerzego Kuncewiczów, a także innych pisarzy. Sama Wanda Konopińska-Michalak jest również autorką kilku miniatur teatralnych popularyzujących tak Kuncewiczów, jak i innych twórców, przedstawicieli inteligencji polskiej XIX i XX wieku. Jej inicjatywą był także projekt „Matki odchodzą”, skierowany do mieszkańców Kazimierz Dolnego, a mający na celu zachowanie w historii miasta pamięci o dawnych mieszkankach, przypomnienie – opowieściami, wspomnieniami potomków – ich wizerunku, nakreślenie obrazu codzienności Kazimierza sprzed kilkudziesięciu lat.

W nocie, zwięzłej bardzo, zamykającej tomik „PACYNKI I ZIOŁA” Wanda Michalak przedstawiona jest jako absolwentka UAM i UJ, filolog, dziennikarka (o czym wspomniałam) i muzeolog, kierownik „Kuncewiczówki”, jak popularnie o niegdysiejszym domu Marii Kuncewiczowej mówiono. Jest wzmianka o powieści „Wielkie nieba” (2004r.)

Ja do tego dodam fascynację prozą austriackiej głośnej pisarki, feministki, laureatki Nagrody Nobla z 2004r. Elfride Jelinek.

 

(Tak na marginesie, po babsku… powiem, że i fizjonomią panie są do siebie zbliżone !)

 

Choć może nie tylko. Obie cechuje nieprzeciętny potencjał intelektualny, pewna bezkompromisowość, ostrość widzenia.

 

Nie może więc mnie zaskakiwać pewna chropawość wierszy Wandy Michalak, brak częstej u poetów wylewności, ważenie każdego słowa, nawet, gdy „tak po prostu” w rozdziale WIERSZE SPLEŚNIAŁE (BARDZO STARE) – co może znaczyć: pisałam „od dawna”

 

umieszcza wiersz ŻYCIORYS:

 

Z prochu powstałem,

 

by siebie samego w popiół obrócić

 

owocem jestem miłosnego zetknięcia

 

niekoniecznie zakochanych

 

zrodzonych w zbyt gładkiej pościeli

 

zacisza domowego

 

toczonego chorobą podskórnego krzyku

 

o litość do nieba.

 

Zaszczepiono mnie za to

 

przeciw chorobom życia

 

wychowując w sterylnej atmosferze

 

wzorców osobowych

 

wznoszących na łeb na szyję

 

w siódme piekło rozpaczy.

 

Już w dzieciństwie poznałem ból

 

nadpsutego zęba mlecznego

 

uleciałem w krainę nierealnych barw

 

pod wpływem czterdziestostopniowej gorączki

 

przyłapałem panią od rysunków

 

i pana od biologii na gorącym

 

uczuciu w gabinecie chemicznym.

 

Dusiłem się w czarnym kanale nocy:

 

nieboszczyk o nieruchomym świetlistym spojrzeniu

 

przechodził mi chłodem przez pierś.

 

Biegałem pełzając po ziemi

 

słysząc zewsząd głosy:

 

Po co krzyczy ? Mógłby śpiewać!

 


 

=

 


 

Kreacja ? Kostium ? Scena?

 

To be or not to be ?!

 

=

 

Kieruję do Wandy kilka pytań.

 

Ona odpowiada:

 

To Twój pierwszy tomik ? (tak przynajmniej wynika z noty)

– Tak, to pierwszy tomik, składający się z wierszy pisanych przez prawie 50 lat. Wybrałam te, które łączą się pewną całość.

Pod wpływem jakich okoliczności wiesze powstawały, tomik powstał ??

– Wiersze pisałam zawsze. O epizodzie z roku 1972 opowiem za chwilę, w punkcie o Barańczaku. Próbowałam teksty wydać w roku 2010, a skoro Drzewucki w "Czytelniku" nie chciał, podobnie zachowała się Dawidowicz w "Arcanach", to wsadziłam je do szuflady, wzruszając ramionami. W tym roku wkurzył się Janusz (Janusz Michalak – artysta malarz, mąż Wandy – dop. GB), że leżą sobie te kartki w szufladzie, i wysłał mnie do wydawnictwa w Lublinie.

Pojawia się w nich wers odnoszący się do Stanisława Barańczaka ...

– Tak, to jest wiersz dedykowany Stanisławowi Barańczakowi. Dobrze to odczytałaś. Nie wiem, czy znasz nasze powiązania rodzinne, bo nie często się tym chwaliłam. Jeżeli się powtarzam, wybacz. Jeśli Ci do tej pory tego nie powiedziałam lub o tym nie słyszałaś, to wiedz, że Stanisław i jego siostra Małgorzata M. (Musierowicz – dop. GB) to moja bliska rodzina. Seweryn Konopiński, mój ojciec, i Zofia Barańczakowa, ich matka, to rodzone rodzeństwo... W "Nurcie" Staś prowadził "Pocztę Literacką". Wysłałam tam wiersze pod pseudonimem i to męskim. Na podmiocie lirycznym babskim zaraz się poznał. Wiersze ocenił bardo wysoko (muszę wybrać się do Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu, i to skserować), prosił o rozszyfrowanie pseudonimu i nowe teksty. Napisał coś w tym guście, że jedyny zarzut, jaki mógłby mi postawić, to ten, że piszę tak jak Szymborska i Lipska, "Ale to jest nie najgorsza rekomendacja"). Faktycznie, "odrąbałam sobie palce" po tym, jak się ujawniłam i Staś mnie - pardon! - olał. Ale to nie on mnie zablokował na 50 lat, tylko ja sama: mimoza i flak! Wiersz zamieściłam, bo równie dobrze jest to powiastka o jakimś poecie, który popełnił „samobójstwo”.

Jaki jest Twój stosunek do poezji w ogóle, bo z naszych rozmów wiem, że wiodącą bodaj dla Ciebie jest proza … Elfriede Jelinek.

– Poezja jest doskonalsza, szczególnie w naszych czasach: krótka, treściwa, odkrywcza, olśniewająca, pełna.

Jak to jest w odbiorze przez Ciebie literatury: proza , czy poezja ?

– Ale – poezja i proza. Obie! Wręcz kocham niektórych poetów: Miłosza, Seamusa Heaney'a, Emily Dickinson, Tkaczyszyna Dyckiego, Gabrielę Mistral, Szymborską też. Z prozaików: Potockiego, Sigrid Undset, Faulknera, Michela Houellebecqa (nie wszystko). Natomiast z Elfriede zadecydowała o tym, że napisałam wręcz księgę na 358 stron (format pomniejszone A4) o 15 literackich noblistkach. A oto tekst dedykacji: Pamięci Profesora Knuta Ahnlunda, który zawiesił swoje uczestnictwo w obradach Akademii Szwedzkiej, aby zaprotestować przeciwko niefortunnym decyzjom, przyznającym literacką Nagrodę Nobla twórcom, którzy na to nie zasługują. Jak ostatecznie oceniłam Jelinek? Mam nadzieję, że książkę wydam, a wtedy przeczytasz.

Długo w naszej literaturze (takie mam odczucia) wobec kobiet piszących wiersze stosowano (oględnie mówiąc) inną miarę, zwłaszcza psychiczną, niż wobec panów-poetów.

– Nie wiem, czy poetki są gorzej traktowane; myślę, że jest po prostu w Polsce „Mafia” wydawnicza i krytyczno-literacka (tak to określił mój amerykański przyjaciel), która nie dopuszcza nie zaprzyjaźnionych.

Czy Twoje wiersze można nazwać bolesnymi? - Dla mnie są one boleśnie mocne. Choć pewnie powinnam to sformułowanie rozwinąć.

– Tak, moje wiersze są bolesne, ponure, ale nie można ich nazwać pesymistycznymi. W końcu Pacynek się w końcu wyzwala. Bolesność nie wynika zawsze z moich doświadczeń, choć niektóre (nieliczne) wiersze wyrastają z doświadczeń własnych (Ubieranie, Niebiesko). Reszta wyrasta z obserwacji, szczególnie osób poszkodowanych i cierpiących.

A nuta kpiny ? - Też ją odnajduję.

– Oczywiście, że kpina jest w wierszach.. Śmieję się m. in. z Pana Cogito, ale życzliwie, dowartościowując Pana Pacynka.

=

 

Jest w jej wierszach doczesność, przeszłość, metafizyka i realizm zwyczajnie, jak już podkreślałam) bolesny. Jest ona, jak – Hamlet – obecny w nas wszystkich. Tupie „pod brudnym sufitem” brudnego świata. Grzebie w literaturze, wydobywa ważnych poetów. Czuje, myśli i nie chce milczeć.

LIST DO ELFRIEDE JELINEK

Elfriedo od beczki prochu i tureckich chusteczek!

 

Ty gryź, ja – popłaczę;

Ty pluj – ja patronów przywołam

 

Ty drap – ja szkaplerze wygładzę

 

Ty szarp – ja szarpie wypiorę

 

I utkam wstążki na nowo, więc kop:

 

niech się święci tryskająca woda

 

twój kamerton

 

moja batuta

 

hymn Oriany

 

akordy Valerii:

 

Potrzebny jest most

 

przerzucany przez mrok.

 

=

 

Poezja niekiedy przeprowadza przez mrok. Ale nie bez intelektualnego wysiłku. „PACYNKI I ZIOŁA” to tomik, jak już nadmieniałam, gorzki i bolesny, nie dla oczekujących wierszy „prostych jak podanie ręki”, ale obnażania rzeczywistości, bo – przywołam słowa wspominanego tu już Stanisława Barańczaka: „ … powinna być nieufnością. Krytycyzmem. Demaskatorstwem. Powinna być tym wszystkim aż do chwili, gdy z tej Ziemi zniknie ostatnie kłamstwo, ostatnia demagogia i ostatni akt przemocy”.

Powie ktoś: Idealizm. Syzyfowa praca.

Zatem, jeszcze jeden wiersz Wandy Michalak z tego tomiku, po którym jest się ematycznie

obolałym.

Ale i wzmocnionym. Kpina, bywa pancerzem.


TOTUS TUUS


Cały Twój

zbyt grzeczny żeby sądzić

zbyt ciężki żeby chodzić po falach…

Wojciech Worcel, Totus Tuus


Kpi z grawitacji chodzenie po wodzie

która oślepia idących po linie, lecz nie lękaj się:

przez zamknięte powieki usłyszysz twarz,

zobaczysz słowo

o dźwięku chleba i woni oliwy,

które jego dotykiem

budzi nowy zmysł.



Grażyna Banaszkiewicz

(reżyser, dziennikarz, poetka)

Wanda Michalak

 

PACYNKI I ZIOŁA

WYDAWNICTWO TEST

 

Lublin 2019