


Mała wieś w Borach Tucholskich. Uroczy dzień. Letni jeszcze muskający wiatr. Wieś, a raczej kilkanaście rozproszonych domostw wśród lasów, suchych łąk i pól... Wydaje się, że powiewy lata dają poczucie spokoju, przedłużają wakacyjny nastrój... Nagle na horyzoncie pojawia się dym, znaczący znak, że gdzieś w pobliżu pożar. I tu dopiero zaczyna się historia 'bycia człowiekiem'. A zarazem 'nie-bycia'. Jedni sąsiedzi biegną co tchu by gasić, ratować. Drudzy jednak...siedzą spokojnie w oddali, na ławeczce i...patrzą. Nie stać ich nawet na zawiadomienie Straży Pożarnej (a to zdaje się już jest na granicy przekroczenia prawa ). Patrzą i ...podziwiają. Na pytanie zadane przez przechodnia mówią: 'No, gdzieś tam się pali...” Ot, taka solidarność na odległość w patrzeniu. Dziwnym trafem okazuje się, że prawdopodobnie to z terenów owych „solidarnych Końskich" przez ich zaniedbanie ogień sunie dalej w stronę innych domostw! Ktoś z ekipy strażaków zauważa, że za 15-20 minut ogień dosięgnął by i „Końskich”... Ale ich to nie przeraża.... Żadna rozmowa, perswazja nic nie daje. Tylko słodkie uśmiechy i żałoba na kilkoma ściętymi drzewami... I kilka godzin później nagła 'akcja' zwózki' ściętych przez odpowiednie Służby drzew...na swe podwórko!
Nic więcej... I gdzie tu wierzyć w ludzkie serce, sumienie... Tu chyba żaden pożar nie rozpali serca, by było nieco wrażliwe... Takie lokalne 'homo sovieticus', choć jego bardziej stać byłoby na pomoc i reakcję... To raczej już 'homo-bez serca i duszy', a chciałoby się wierzyć, że natura, jej borowiackie piękno i duszę ludzką mogą uwrażliwić... Jak widać było 1 września Anno Domini 2009 niedaleko Tucholi – nie każdy mieszkaniec ma w sercu tego piękna choćby odrobiny ślad...
Historia 1 września w borowiackiej wsi skończyła się szczęśliwie. I to dzięki kilku dobrym ludziom ze wsi Legbąd i Końskich Błot (nie wspominam bezczynnych, żądnych sensacji gapiów) i jak zawsze dzielnym polskim strażakom. A „Końskim”-obserwatorom, warto życzyć, by nie doznali nigdy ognia, a jeszcze bardziej zwykłej ludzkiej obojętności.. Ktoś mądry powiedział dawno temu...”respice ad finem”. Tłumaczenie tych słów pozostawiam jednak tym, co mają ogień ..ale Miłości w sercu... A „Końscy” niech zatem piastują swą ławeczkę....


Szczególne podziękowania nie tylko dla Straży Pożarnej, ale i dla Rodziny Państwa Meyerów z Końskich Błot i Rodzinie Państwa Krystiana i Anny Lepaków z Legbąda.
Paweł Nowakowski
Redaktor Naczelny
08.09.2009.
Zdjęcia autora - 01-02.09.2009. Końskie Błota