Każdy człowiek na świecie nawet w cierpieniu kocha życie - Parmenides z Elei
Naczelny myśli, że... »

O globalnej obojętności...

Drukuj


Ostatnie dni, szczególnie w kontekście spraw związanych z problemem tzw. trudnej przeszłości Prezydenta Lecha Wałęsy, przynoszą pytania, które stawia sobie wiele osób, a i padają one w codziennych, potocznych rozmowach. To jakby pierwszy plan. Istnieje jednak dalsze i głębsze tło, które w związku z całym tym zamieszaniem i pomieszaniem pojęć, pozwala spojrzeć głębiej, zachowując pewien dystans emocjonalny. W istocie – w tle pojawia się bardziej ogólny problem, wobec którego tak naprawdę żaden człowiek nie może być obojętnym. Chodzi o postawę wobec zła zarówno w wymiarze indywidualnym jak i społecznym. Są to pytania od których uciekamy, a które i tak nas „dopadają”. Szczególnie w takim kontekście społecznym. Problem pytania o naturę zła, o istotę – to cała biblioteka filozoficzno – teologiczna i psychologiczna. Ciągle jednak pytanie otwarte i niestety aktualne.

Odpowiedzi jest wiele, zależnie od perspektywy i tradycji. Pytanie jednak wciąż jest. I niezależnie od miejsca, gdzie przyszło nam żyć, będzie nas trapiło. Jest to jedno z uniwersalnych pytań, które każe nam”zająć stanowisko”. Tu nie ma ucieczki od wolności. A sama nawet ucieczka od odpowiedzi, jest już wyborem...

Rzeczywistość tym bardziej dojmująca, gdy wrażliwość postrzegana jest jako słabość, kultura bycia i słowa - jako relikt czasów minionych. Zalew zmiennych słów i poglądów wydaje się być czymś normalnym, a milczenie i troska o słowa spychane są w cień wyśmianej rzeczywistości.

Jak się odnaleźć w takiej przestrzeni, gdy nawet w rodzinach rodzą się podziały, niesnaski ? Jak zareagować na krzyki, upokorzenia? W jaki sposób „odpowiedzieć” osobie nie rozumiejącej takich słów, jak: wrażliwość, czułość, delikatność, kultura bycia na nieczułość , brak zrozumienia czy po prostu zwyczajne chamstwo..? Jaką „wypracować metodę” prowadzenia - dialogu – z ludźmi, którzy widzą ten świat i innych tylko przez pryzmat rachunku ekonomicznego..?

Co więcej – nie potrafiący oceniać innych, patrząc na okoliczności bycia drugiego człowieka, w całej przestrzeni bycia.. Jak pokazać im ich słabe myślenie, nieotwarte na inne odcienie szarości...? A w jaki sposób wymierający ród humanistów ocalić od nieznaczenia...?


Myślenie, rozumienie jest trudne, ocenianie jest „łatwiejsze”. Łatwiej jest przyjmować rzeczywistość w kategoriach czarno-białych, porządkując i ustawiając świat i innych według naszych kategorii. O wiele trudniej, próbować go przemyśleć i zrozumieć, w różnych odcieniach szarości.

W takim myśleniu nie zero-jedynkowym, nie bazującym na zasadzie akcji – reakcji, bądź „oko za oko, ząb za ząb”, trzeba dużej dojrzałości. Szczególnie tej emocjonalnej, bo to głównie na emocjach „grają” wyznawcy tych gwałtownie wyrażanych opinii i sądów.

Odpowiedź na te trudne pytania przychodzi ze świata... religii. Wydaje się, że można ją potraktować w kategoriach uniwersalnych. Chodzi o miłosierdzie. Nie przypadkiem – jak się wydaje – Papież Franciszek, ogłosił Rok Miłosierdzia. Franciszek, jako człowiek, który doświadczył i poznał brutalne spotkanie z dyktaturą wojskową w Argentynie, ale i z pewną dyktaturą myślenia w Kościele, wskazuje na wartość Miłosierdzia w świecie. I nie po to bynajmniej, by tanio i łatwo rozwiązać wiele skomplikowanych problemów. Wskazuje na pewien sposób bycia w powiązaniu z Miłosierdziem, który nie upraszcza życia, ale pozwala przejść przez nie z pewną klasą...

Papież Franciszek bullę* na Rok Miłosierdzia „Misericordiae Vultus” rozpoczyna słowami:

„FRANCISZEK BISKUP  RZYMU SŁUGA  SŁUG  BOŻYCH DO  WSZYSTKICH,  KTÓRZY BĘDĄ CZYTAĆ TEN LIST :ŁASKA, MIŁOSIERDZIE I POKÓJ”. Zwraca się do każdego czytelnika, nie zamykając przestrzeni Kościoła dla nikogo. Dokument Papieża niesłychanie odważny i – chciałoby się powiedzieć...pełen Miłosierdzia. Warto, by stał się lekturą dla wielu.

Kiedy pytamy o bycie w świecie, gdzie obecne jest zło i niedoskonałość, trzeba jednak zauważyć spostrzeżenia Papieża w rozmowie z Andreą Torniellim, pod sugestywnym tytułem: „Miłosierdzie to imię Boga”**.


Świat – według Franciszka – jest dziś mocno „znieczulony” , niezaangażowany w problemy ludzi naprawdę potrzebujących. Mówi wręcz o „globalizacji obojętności”, która zagościła także w Kościele. W kondycję ludzką wpisane jest błądzenie i – w kategoriach religijnych – grzech. Wielkość człowieka, to nie bycie nadczłowiekiem, perfekcjonistą aż do bólu, ale to czynienie dobra, wrażliwość na innych, niezależnie kim są i skąd przychodzą i ...świadomość własnej niedoskonałości. Franciszek powie o takich super doskonałych ludziach, że żyją w stanie „niemoralności”:

Niemoralność nie jest czynem, ale stanem osobowym i społecznym, w którym ktoś przyzwyczaja się żyć. Niemoralny jest tak zamknięty i spełniony w satysfakcji ze swojej samowystarczalności, że nie pozwala niczemu i nikomu podawać tego w wątpliwość. Zbudował dobre zdanie o sobie, opinię, która opiera się na zachowaniach podstępnych, oszukańczych: przeżywa życie pośród ścieżek oportunizmu, za cenę godności swej własnej i innych.

I dodaje:

 

Niektórym bardzo surowym osobom dobrze zrobiłoby poślizgnięcie, ponieważ w ten sposób, uznawszy siebie za grzeszników, spotkałyby Jezusa.

Bardzo realistyczny obraz człowieka i świata, w myśl pewnego powiedzenia, że prawdziwy człowiek, (święty...?) to ten, który 'grzechem się nie gorszy, cnocie się nie dziwi”.

W tradycji chrześcijańskiej – pewnym „lekarstwem” na globalizację obojętności – są tzw. uczynki miłosierne względem duszy i ciała. Bardzo konkretne. Franciszek bardzo mocno akcentuje znaczenie czynów, które nie tylko dotyczą ludzkiego ciała. Są i czyny dla ludzkiego ducha, czy też inaczej ujmując – dla ludzkiej psychiki. I to wydaje się, że bardzo jest istotne, bo człowiek jest zraniony nie tylko cieleśnie, ale i duchowo, psychicznie, mentalnie. I potrzebuje przede wszystkim wysłuchania.

 

Franciszek mówi:

 

Po uczynkach miłosierdzia względem ciała następują uczynki miłosierdzia co do ducha: wątpiącym dobrze radzić; nieumiejętnych pouczać; grzesznych upominać; strapionych pocieszać; urazy darować; krzywdy cierpliwie znosić; modlić się do Boga za żywych i umarłych. Pomyślmy o pierwszych czterech uczynkach miłosierdzia względem duszy: czy nie mają czegoś wspólnego, tak naprawdę, z „apostolstwem ucha”? Przybliżać, potrafić wysłuchać, doradzać, nauczać przede wszystkim własnym świadectwem. W przyjmowaniu żyjącego na marginesie, który ma rany cielesne, w przyjmowaniu grzesznika, który ma rany duchowe, toczy się gra o naszą wiarygodność jako chrześcijan. Pamiętajmy zawsze o słowach świętego Jana od Krzyża: „Pod wieczór życia będziemy sądzeni z miłości”.

W obliczu codziennych pytań o zło i szukania odpowiedzi, w ten czas, gdy obojętność i złe słowa mogą zabić, może warto pomyśleć w kategoriach miłosierdzia, nie ferując pochopnych wyroków i ocen, ale próbując uruchomić w sobie wyobraźnię, która próbuje wczuć się w świat Drugiego. Dla jednych zwie się to empatią, dla innych miłosierdziem... Ważne, by wybudzić się ze stanu znieczulenia, a obojętność globalna ma szansę stawać się globalną wrażliwością...


 

Paweł Łukasz Nowakowski

 

marzec 2016.

 

Zdjęcia: Joanna M. Nowakowska

 


 

* Bulla – list lub dokument papieski.

Od XV wieku mianem tym określano ważniejsze dokumenty papieskie, a więc np. decyzje kanonizacyjne i dyspensy. Decyzje o mniejszej wadze zamieszczano w tak zwanym papieskim brewe.



 

** Franciszek. Miłosierdzie to imię Boga, Rozmowa z Andreą Torniellim, przekład Joanna Ganobis, Wydawnictwo ZNAK 2016.