Łatwo mówimy o słońcu, które świeci. Bez kłopotu piszemy listy, gdy kapie deszcz. Nie sprawia nam trudności wyliczanie cnót i przywar naszych bliskich. Przy odrobinie wrażliwości płaczemy nad losem cierpiących. Nasza mowa, zachwyt, płacz - tak naprawdę milkną, cichną, gdy w nas samych słońce zachodzi, deszcz nie przestaje padać, a na horyzoncie duszy nie widać nic poza odbiciem naszych słabości…