Nie można żyć szczęśliwie, nie żyjąc godnie, moralnie i rozumnie - Epikur Z Samos

Na zdrowie... »

Smalec przez...internet

Drukuj

 

Bez wątpienia sklepy internetowe ze zdrową żywnością przezywają istny boom. W ogóle zdrowe żywienie ma dziś coraz więcej zwolenników. Za murami klasztoru benedyktynów w Tyńcu działa również taki sklep. Ci, którzy w danej chwili nie mają ochoty zakupić żadnego z produktów, mogą zamówić go, nie wychodząc z domu. Czyżby więc benedyktyni stali się modni? Może chca być po prostu trendy...?

O. Zygmunt przyznaje, że na zdrową żywność zaczyna panować moda. Jednak benedyktyni od VI wieku żyją blisko natury. Zakonnik przyznaje, że „produkty zasadniczo nie są wytwarzane na miejscu, ale dostarczane przez małe rodzinne firmy. To nie jest jakaś masowa produkcja. Chcemy w ten sposób nie tylko zarobić na kosztowne utrzymanie klasztoru, ale również pozwolić na rozwój małych firm. Taka postawa również zawarta jest w benedyktyńskiej tradycji, który promieniuje na okolice.” W przypadku benedyktynów tynieckich ta „okolica” rozciąga się dość daleko. Oprócz soków tłoczonych według staropolskich zasad w okolicy Poznania, można nabyć również konfitury, miody, suszone grzyby, wędliny, ciastka czy herbaty. „Rynek zaskakuje – mówi ojciec Zygmunt. Przed Bożym Narodzeniem niewiedzieć czemu, najlepiej sprzedawały się suszone jabłka z cynamonem.”

Ktoś może być szczerze zaskoczony, że produkty o tak „pobożnych” nazwach jak podgrzybki w zalewie nowicjackiej czy konfitura brewiarzowa są dostarczane do klasztoru z zewnątrz. Benedyktyni przyznają, że chcą firmować swoim zastrzeżonym znakiem jakości produkty na prawdę naturalne. Zanim się na to zdecydują, dokładnie sprawdzają jaką technologią wykonuje się dany produkt.

Amatorzy naturalnych produktów mogą już zacierać ręce. Zakonnicy planują bowiem rozbudowę sieci dystrybucji swoich produktów. Obok już istniejących, w 2007 roku powstaną następne, tak aby objąć swoim zasięgiem wszystkie większe miasta w Polsce. Stoiska pojawią się m.in. w sieci niskopowierzchniowych marketów, które specjalizują się w sprzedaży produktów markowych. Organizatorzy tej kampanii są przekonani, że ludzie wybiorą naturalną żywność, ponieważ wciąż szukają alternatywy dla tanich podróbek. Nikogo nie dziwi fakt, że produkty takie są nieco droższe od ich komercyjnych odpowiedników. Oczywiste jest, że nie można za tę samą cenę wyprodukować soku wyciskanego w ręcznej tłoczni, bez dodatku konserwantów. Każdy, kto choć raz próbował konfiturę swojej babci jest przekonany, że smakuje ona inaczej niż ta z półki w markecie, ale jej przygotowanie wymaga więcej czasu i energii.

Oczywiście nabywanie tzw. produktów naturalnych wymaga od kupującego więcej samozaparcia. Nie wystarczy przecież wejść do sklepu i sięgać bezwiednie z półki, biorąc jako kryterium oceny jakości jedynie niską cenę. Trzeba nie tylko odnaleźć właściwy sklep, ale również zdobyć do niego zaufanie. Czasem regularne nabywanie takich produktów wymaga więcej zachodu i zmiany przyzwyczajeń. Wreszcie trzeba niejednokrotnie zmienić spojrzenie na siebie i swój styl życia, a także znieść spojrzenie politowania, którym obdarzają nie tylko znajomi, ale czasem własną rodzina. Myślę jednak, że warto spróbować. Rychło może się okazać, że nie tylko „wiesz że jesz”, ale przede wszystkim „wiesz, co jesz”. A rodzina...? No cóż... gdy poczuje różnice w smaku schabowego, warzyw czy soku, wtedy na ich twarzach zamiast uśmieszku niedowierzania, będzie można zobaczyć uśmiech zadowolenia. Ot, taki zdrowy i nietypowy sposób na poprawianie wzajemnych relacji...

Piotr Chudziński