Adwokat to wynajęte sumienie - Fiodor Dostojewski
Małe Ojczyzny »

Zapachy wspomnień

Drukuj
 


Te piękne, mądre słowa: motto, dedykacja wpisane przez Katarzynę Enerlich na pierwszej stronie jej „PROWINCJI pełnej marzeń”, są w proponowanej Państwu książce, niczym serdecznie otwierane drzwi, drzwi do wspomnień, do świata, który był, który przeobraził się, i owszem, ale jednocześnie gdzieś w jakichś detalach, aurze, duchu tych , czy innych przestrzeni dyskretnie trwa.., drzwi do Sensburga ...


Zaczyna się od zmian w redakcji lokalnego tygodnika, bowiem bohaterka powieści jest dziennikarką, zmagającą się z pomysłami dość wrednego szefa. Jednocześnie los na jej drodze stawia Niemca poszukującego rodzinnych korzeni. Przedwojenna historia (prawdziwa historia) uruchamia lawinę wydarzeń współczesnych. Wśród urokliwych krajobrazów mazurskich (w książce znajdujemy nostalgiczne zdjęcia-pocztówki i ryciny z byłych Prus Wschodnich: Mazury miejscami nadal nie tknięte nawałnicą cywilizacji i Sensburg, czyli Mrągowo, ze źródełkiem miłości, rejwachem na ulicy Królewskiej, Jeziorkiem Magistrackim oraz innymi obiektami), rozgrywają się wielkie i małe historie...

 

Zapach maciejki, którą obsadzona była ogrodowa altana. Zapach świeżo upieczonego wiejskiego chleba, i maku nań sypanego. Zapach rosołu w niedzielny obiad... itd., itd. Ileż takich „własnych” zapachów zakodowanych w nas w dzieciństwie niesiemy przez życie ? A potem nasze dzieci... Tessa Caponi-Borawska napisała, że w jej rodzinnym miasteczku w Toskanii, w księgarni miejskiej wyodrębniony został specjalny regał na „toscaniana”, książki napisane przez tych, którzy są zakochani w miejscowych tradycjach, potrawach, nastroju, naturze, ludziach.

Sądzę – to już wypowiedź Małgorzaty Kalicińskiej, której fragment jest ozdobą okładki „PROWINCJI...”, że w Mrągowie musi też taki regał stanąć w księgarni miejscowej! Autorka – Mazurzanka (Mazurka?) snuje opowieść o Mrągowie, o Mazurach, w której czuje się miłość do ziemi ojczystej, do kawałka Polski, w którym się wychowała, do ludzi – byłych i obecnych mieszkańców.

Pachnie ta opowieść ziołami, łąkami, potrawami. Jest trochę historii Mazur podanej jakby od niechcenia, jest wartka akcja i... miłość jest – czyli to, czego powieść potrzebuje. Proszę o taki osobny regał, z którego będziemy sobie razem, wraz z innymi piewcami urody ziem mazurskich, wabiły czytelnika serdecznością i ciepłem”.


Można by się rozmarzyć szerzej – proszę o takie regały w ogóle, by te czy inne obszary otulały wspomnieniami i jej mieszkańców, i rozkochiwały w sobie przybyszów. To prośba o pisanie z sercem, nie rozliczenia, napaści, egocentryczne peany, ale o otwarcie oczu, otwarcie siebie na swoje otoczenie, na grę ze swoją wyobraźnią. Bo świat jest naprawdę piękny, mimo że zdarzeniami różnymi targany. A ludzie nie są ani tylko źli, ani tylko dobrzy, ich ocena jest w nas – czyli, to nasz rys charakteru odciska się na notach tego, co za nami, przy nas i działa nieco profetycznie, prowokuje taką lub inną przyszłość.


Pod dedykacją cytowaną we wstępie niniejszego omówienia „PROWINCJI...”, jej autorka wpisała również słowa zastrzeżenia:

„Powieść jest artystyczną kreacją, a nie odzwierciedleniem rzeczywistości. Przedwojenna historia z Prus Wschodnich jest prawdziwa, jednak na potrzeby książki nieco zmieniona. Wszelkie podobieństwo do konkretnych osób jest przypadkowe. Życie bywa inspirujące, choć, choć czasem trudno uniknąć życiowych powtórek”.

– Chyba niepotrzebnie, nie wiedzieć czemu (o tym wie ona sam tylko!) tak się postanowiła asekurować. W każdej powieści, nawet tej zupełnie wymyślonej, odbijają się czyjeś losy, czytelnicy - bywa - utożsamiają się i z fikcją.

Na pewno wie, dlaczego to zrobiła, lecz dla mnie, to niepotrzebny zgrzyt, asekuracja ukierunkowująca na sensację, a to naprawdę dobra książka, ujmująca powieść.


Grażyna Banaszkiewicz



Katarzyna Enerlich

PROWINCJA pełna marzeń

Wydawnictwo MG

Warszawa 2009