
Któregoś dnia w jakimś radiowym reportażu usłyszałam zdanie, które mnie nie opuszcza, cały czas zastanawia, skłania do pokoleniowych rozmyślań, mianowicie – zdanie w którym padła teza, że z oczu każdego z nas spoglądają też oczy wielu pokoleń, oczy naszych antenatów...
Kiedy w ręce wpadł mi tomik Elżbiety Kozłowskiej –Świątkowskiej „Do tego domu przychodzę tylko we śnie ...” owo zdanie znalazło poetycko- edytorskie potwierdzenie. Bo to, jak napisał we wstępie żyjący jeszcze wtedy poeta ks. Jan Twardowski: wiersze proste, autentyczne, prawdziwe, bardzo aktualne dzisiaj, kiedy pojawia się tęsknota, czyli - smutek z powodu oddalenia, za ciepłem i sercem, i pięknem ... (W- wa 29.10.99), co jest wprost odwołaniem, do słów Jana Jakuba Rousseau: - Każdy z nas w głębi serca marzy o azylu , poszukuje zacisznego schronienia, oazy spokoju, domu o zielonych okiennicach... Ponad stuletni dom, kryty ochrową dachówką , z białym gankiem i oszkloną w czworobok werandą od ogrodu posiada znacznie głębszy ludzki sens niż inne misterne bądź monumentalne budowle.
Dom Elżbiety Kozłowskiej- Świątkowskiej – jak odbiera go recenzentka Teresa Zaniewska , pisząc o utraconych zapachach – tworzy magiczną przestrzeń wraz z otoczeniem, ogrodem i sadem, a samotność bohaterki pozwala pełniej i prawdziwiej dostrzegać realność tego, co minione, możliwość tego, co jeszcze może się zdarzyć.
Dom w jej świecie poetyckim, usytuowany jest w magicznej przestrzeni pogranicza. Nie tylko osobliwie istnieje, ale również osobliwie znaczy. To dom wielopokoleniowy , w którym żyje historia i pamięć Rzeczpospolitej Wielu Narodów:
„Rachela i Abram -
poznaliśmy się w szkole przed wojną
zginęli 16 sierpnia 1943 roku
w getcie przy Jurowieckiej
wciąż o nich pamiętam”
zanotowała moja Mama
Z takich okruchów pamięci zamkniętych w formę wiersza, z cieni ptaków, roślin, (delikatne, przejmujące zdjęcia na stronicach z wdrukowanymi wierszami), z wpisanych pomiędzy to
wszystko ocalałe dawne rysunki, fotografie w prościutkich ramkach, pożółkłe dokumenty, przytoczone, niczym relikwie różne drobne (po pradziadkach, po dziatkach, po rodzicach: krzyżyk, orzełek, zegar) przedmioty ... składa się ten tomik przejmujących – powtarzam -
wspomnień i mocnej refleksji doraźnej:
dwudziesty pierwszy wiek
wszystko będzie
jak dawniej
może trochę mniej
przyjaciół
zdrowia
i ptaków
Bo nasz wiek, po czasie wygnań i bezdomności, stał się czasem pędu za , no właśnie – za czym ?, za wszystkim, co przeczy budowaniu więzi, tworzeniu wokół przestrzeni „obrastających” nami. Nie ma wielopokoleniowych domów, nie ma sentymentalnych mocy (stary fotel wyrzucić, konieczna eurokuchnia, na ścianach ikeowskie postery...), nie ma często stałego miejsca, gdy ... świat stoi otworem. A tu nagle tomik z dedykacją:
Pamięci moich Dziadków
Zofii i Konstantego Kozłowskich
którzy wnieśli w moje życie światło
W naszych oczach niesiemy, gdy jest nam one dane, takie właśnie pokoleniowe ważne ogromnie w życiu światło, albo...
Grażyna Banaszkiewicz
Elżbieta Kożłowska-Świątkowska
„Do tego domu przychodzę tylko we śnie ...”
Wydawnictwo orthdruk 2002