Jest to złota zasada w życiu: wymagać mało od świata, a wiele od siebie - Chryzyp z Soloj
Ludzie »

Z kosmosu...

Drukuj
 


W 1978 Mirosław Hermaszewski (ur. 1941), został wyłoniony w drodze selekcji - co odnotowują wszystkie encyklopedie - z grona kilkuset polskich pilotów, wraz z płk Zenonem Jankowskim (dodam - Poznaniakiem), jako kandydat do lotu kosmicznego w ramach powołanego w ZSRR międzynarodowego programu Interkosmos.

Ostatecznie to tego lotu zakwalifikowany, (Z. Jankowski został jego zmiennikiem), od godziny 17:27 27 czerwca do godziny 16:31 5 lipca 1978 Mirosław Hermaszwski z Piotrem Klimukiem odbył kosmiczną podróż na statku Sojuz 30 i po 2 dniach dołączył do stacji orbitalnej Salut 6.

Po wykonaniu programu badawczego, 5 lipca zdobywcy Kosmosu wylądowali w stepach Kazachstanu. W czasie 8-dniowej misji dokonali 126 okrążeń Ziemi. Tym lotem Mirosław Hermaszewski ustanowił kilka rekordów Polski zatwierdzonych przez FAI (Fédération Aéronautique Internationale, tj. Międzynarodową Federację Lotnictwa).


Jako dojrzały pilot przez wiele lat przemierzałem polskie niebo w kabinie myśliwca, aż pewnego dnia niebo stało się dla mnie Kosmosem. Po raz pierwszy i jedyny w życiu mogłem go „dotknąć”. Jego nieskończoność uświadomiła mi moją kruchość, kruchość człowieka. Doznałem uczucia wielkiej pokory wobec wielkości, doskonałości Kosmosu, jego idealnej harmonii, spokoju i wiecznego trwania. – pisze w osobistej niezmiernie książce generał Mirosław Hermaszewski, książce opracowanej trzydzieści lat po jego życiowym wyczynie.

O czym marzył w dzieciństwie? Oczywiście o lotnictwie. Był zręcznym modelarzem-samoukiem. Wyznaje, że każdą wolną chwilę poświęcał swojej pasji. W 1960 roku zaczął latać na szybowcach. Rok później w Grudziądzu ukończył kurs pilotażu samolotowego oraz rozpoczął naukę w wymarzonej Szkole Orląt w Dęblinie jako kandydat na pilota myśliwskiego. Ukończył ją, jako prymus!, w 1964 roku ze stopniem podporucznika i kwalifikacją pilota samolotów odrzutowych 3 klasy.

O tym wszystkim można przeczytać na stronach „Ciężaru nieważkości”. Także o przygotowaniach do lotu w przestworza Kosmosu. Opowieść niemal science fiction.

Fantastyczna, przejmująca, bo autor – wyważony, opanowany (jak na kosmonautę przystało)

, z równym bardzo, czytelnym pismem (reprodukowane są notatki z wykładów w języku rosyjskim, na które uczęszczał w miasteczku kosmonautów Bajkonur oraz - także po rosyjsku - zapisy z lotu ) i precyzyjnymi wykresami - odsłania się także jako człowiek niezmiernie wrażliwy, uczuciowy. Przejmująco pisze o swoim dzieciństwie na Wołyniu, odsłania relacje rodzinne, koleżeńskie. Bystry obserwator, utalentowany – mamy na stronach książki reprodukcje jego niebanalnych zdjęć z Kosmosu, a także – niespodzianka: rysunków pilota-kosmonauty!.

Trzeba być romantykiem, by oderwać się od ziemi, by twardo – to żądna sprzeczność – wziąć życie w garść, zwłaszcza, gdy już na początku życia było ono traumatyczne, nieludzkie. O czym teraz wspominam? Koniecznie przeczytajcie Państwo „Ciężar nieważkości”. Kto ma dar empatii, kto czyta rozważnie, myśli, odnajdzie we wspomnieniach Mirosława Hermaszewskiego nie tylko kosmiczną przygodę. Trafnie określa ją zdnie Antoine de Saint-Exupéry: Nie ma zwycięstwa, które by trwało.



Grażyna Banaszkiewicz



Mirosław Hermaszewski

Ciężar nieważkości

opowieść pilota-kosmonauty

Wydawnictwo UNIVERSITAS

Kraków 2009