Zawsze przebaczaj swoim wrogom. Nic ich bardziej nie potrafi rozłościć - Oscar Wilde
Ludzie »

Twarz

Drukuj

Pisanie o Karolu Wojtyle nie jest łatwe z kilku powodów. Można popaść w banał, można po raz kolejny opisywać znane wszystkim fakty. Można również skupić się na kolejnych epizodach z życia papieża, które dopiero teraz “wyszły na jaw”, tworząc atmosferę niezdrowej sensacji. Można również – w polskich realiach z pewną trudnością – próbować jak Tadeusz Bartoś – krytycznie spojrzeć na pontyfikat, który jak każda ludzka działalność może przecież – mimo najszczerszych intencji - być naznaczona znamieniem błędu. Można także spekulować o terminie beatyfikacji. Bardziej ambitni mogą analizować papieskie nauczanie i doszukiwać się ukrytych między wierszami sensów. Można wreszcie na Papieżu – Wojtyle zbić mały kapitalik, wydając kolejną płytę z cyklu “Ulubione pieśni Karola Wojtyły”. Czujemy jednak, że to zarówno za dużo jak i zbyt mało, aby ogarnąć nasze myśli, krążące w naszej głowie 2 kwietnia około 21.37.Napisać coś jednak trzeba, aby rocznica ta nie przeszła bez echa. Przecież nie jest tak, że nic nas to nie obchodzi. Wręcz przeciwnie, wydaje się, że Polacy nadal lubią tą rocznicę celebrować na różne formy i sposoby.

Warto, aby wśród różnych aspektów życia Jana Pawła II skupić się na chwilę na twarzy Karola. Jest to nieco zbieżne ze spojrzeniem lubianych przez papieża XX-wiecznych filozofów – Emmanuela Levinasa i Józefa Tischnera. Swoją ideę twarzy zawarł Tischner w “Filozofii dramatu”, w której wskazywał, że ludzie w odróżnieniu od rzeczy, posiadają twarz. Rzeczy posiadają jedynie wygląd, a spotkanie z twarzą człowieka jest zawsze ubogacające, wiele mówiące o nim samym.

Dzięki środkom masowej komunikacji mieliśmy okazję patrzeć na papieską twarz w różnorakich sytuacjach. Zawsze była to twarz “mówiąca”. Oglądaliśmy ją chyba we wszystkich możliwych odcieniach. Roześmiana sytuacyjnym humorem, zamyślona, rozmodlona, wyglądająca jakby z innego świata podczas sprawowania liturgii, rozgniewana, stanowcza, nie stroniąca od okazywania uczuć. Wreszcie – im bliżej kresu życia – przeorana cierpieniem, wykrzywiona Parkinsonem. Ukryta za fotelem - podczas ostatniej krzyżowej drogi – przytulona do krzyża. Wreszcie pozostała tylko sama twarz – milcząca, a mówiąca tak wiele podczas ostatniego “Urbi et orbi”. I zawsze wiele mówiące oczy – mimo upływu lat widać w nich było życie, jakby rzeczywiście były zwierciadłem pełnego planów, niestrudzonego, wiecznie młodego papieskiego serca.

Warto przywołać tutaj słowa wypowiadane podczas jednego z najbardziej tajemniczych zwyczajów związanych z pochówkiem papieży: zakrywania twarzy w trumnie. Nie wiemy skąd on dokładnie pochodzi, ale słowa przy tej okazji wypowiadane są znamienne: “Jego oblicze, w którym zabrakło światła tego świata, niech będzie opromienione zawsze prawdziwym światłem, które w Tobie ma niewyczerpane źródło. Jego oblicze, które poznawało Twoje drogi, by ukazywać je Kościołowi, niech zobaczy teraz Twoją Ojcowską Twarz. Jego Oblicze, które zostaje ukryte przed naszym wzrokiem, niech kontempluje Twoje Piękno i poleca całą Owczarnię Tobie, Wieczny Pasterzu...”

“Wiele mówiąca” twarz Papieża stała się bez wątpienia darem dla świata, bez względu na wyznanie ludzi na nim żyjących. Twarz człowieka zawsze przecież ubogaca, bo dzieli się tym, co wewnątrz.

 

 

Piotr Chudziński

02.04.2008.