Jest to złota zasada w życiu: wymagać mało od świata, a wiele od siebie - Chryzyp z Soloj
Ludzie »

Faraon polskiego kina

Odszedł nestor polskich reżyserów – Jerzy Kawalerowicz.

Pisząc artykuły wspomnieniowe trudno nie otrzeć się o patos czy banał. Jednak czasem nie sposób o ciekawych ludziach pisać zwyczajnie. Do takich na pewno należał zmarły 27 grudnia 2007 roku Jerzy Kawalerowicz.

Polak z domieszką ormiańskiej krwi. Urodzony 19 stycznia 1922 roku w Gwoźdźcu na Kresach Rzeczpospolitej. Krótko po wojnie studiował na Krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Był współzałożycielem i pierwszym prezesem Stowarzyszenia Filmowców Polskich (1966 rok). Jest również twórcą polskiej szkoły filmowej. Warto zwrócić uwagę, że nazwa tego kierunku polskiej sztuki filmowej została nadana przez francuskich krytyków kina. Rozwinął się on w latach 1955- 1966, był inspirowany włoskim neorealizmem. Jednym z głównych tematów tego nurtu była analiza skutków drugiej wojny światowej oraz charakterystyka polskich mitów narodowych i postaw indywidualnych.

Widzowie znają Jerzego Kawalerowicza jako scenarzystę i reżysera. W Tej ostatniej roli zadebiutował w 1951 roku filmem „Gromada”. Jako jeden z pierwszych reżyserów po wojnie podjął tematykę opętania w „Matce Joannie od Aniołów”, adoptując na ekran powieść Iwaszkiewicza. (1960 rok). Kawalerowicz lubił filmy historyczne, czego przykładem może być „Śmierć prezydenta”, ekranizujący zamach na Gabriela Narutowicza. Na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku w 1977 roku reżyser zdobył nagrodę jury., a rok później w Berlinie – srebrnego niedźwiedzia. Prawdziwą sławę przyniósł mu jednak „Faraon” z 1966 roku z niezapomnianym Jerzym Zelnikiem w roli głównej. Film ten został zrealizowany – jak na ówczesne realia – z wielkim rozmachem. Sceny pustynne kręcono w nie tylko na Pustyni Błędowskiej czy Uzbegistanie, ale również w autentycznych egipskich sceneriach. To właśnie „Faraona” nominowano do oskara w kategorii filmu nieanglojęzycznego. Wątek historii starożytnej powróci w ostatnim filmie Kawalerowicza z 2001 roku – „Quo vadis”. Rozmach nie opuścił reżysera nawet wtedy, co sprawiło, że film ten stał się najdroższą superprodukcją w historii polskiego kina.

Od 1954 roku należał do PZPR. Był w niej do samego końca. Jednak nie jest to fakt godny potępienia – nie w tym przypadku. Życiorys Kawalerowicza pokazuje przecież, że nie można patrzeć na człowieka jedynie przez pryzmat jego prywatnych losów. Jedno jest pewne: polskie kino nie będzie już takie samo bez Jerzego Kawalerowicza.

 

Piotr Chudziński

28.12.2007.