Każdy człowiek na świecie nawet w cierpieniu kocha życie - Parmenides z Elei
Ludzie »

Dwa i pół tysiąca istnień

Jej ojciec Stanisław Krzyżanowski był lekarzem. Do jego gabinetu przychodziło wielu Żydów i biedaków. „Pochodzenie, rasa czy religia nie mają znaczenia, a tonącemu trzeba podać rękę” – powtarzał. Zapewne to od niego Irena urodzona w 1910 roku, nauczyła się tych podstawowych humanistycznych wartości, które tak mocno ukształtowały jej życie. W grudniu 1942 roku otrzymała stanowisko kierowniczki sekcji dziecięcej w Radzie Pomocy Żydom „Żegocie”. Pracowała w pomocy społecznej, co dawało jej przepustkę do getta.

Dzieci przerzucane na aryjską stronę odnajdywały schronienie w polskich rodzinach i katolickich klasztorach. Oczywiście za tego typu proceder groziła śmierć zarówno Irenie Sendlerowej, jej współpracownicom, jak i rodzinom ukrywającym żydowskie dzieci. Jednak serce podpowiadało pani Irenie, że nie może być zgody na zło. Dzięki zaangażowaniu wielu osób udało się uratować 2500 dzieci. Było to o 1400 więcej osób niż w przypadku „sprawiedliwego Niemca” - Oscara Schindlera.

W październiku 1943 roku została złapana przez gestapo. Torturowana na Pawiaku, skazana na śmierć. To tam na sienniku znalazła niewielki obrazek „Jezu, ufam Tobie”. Mieszkańcy Warszawy odnaleźli jej nazwisko na liście rozstrzelanych. Jednak Irena Sendlerowa przeżyła, bo „Żegota” niemal w ostatniej chwili przekupiła strażnika. Mimo, że przed wojną działała w PPS, Urząd Bezpieczeństwa szybko sobie o niej przypomniał. Powróciły ciężkie przesłuchania i perspektywa długoletniego więzienia za pomoc AK. Od tego smutnego losu uratowała Irenę żona jednego z SB-ckich funkcjonariuszy, która zawdzięczała jej życie. Przez następne lata życia pracowała w pomocy społecznej, jednak wysłano ją na wcześniejszą emeryturę. Jej dzieciom utrudniano lub uniemożliwiano podjecie studiów. Dalsze lata upłynęły na pracy w bibliotece. Wydawało się, że wszyscy zapomną o Irenie Sendlerowej, gdyby nie nauczyciel amerykańskiego colleg'u w Uniontown - Norman Conrad, który w 1999 roku na zadanie domowe polecił swoim uczniom napisanie scenariusza sztuki teatralnej. Tak powstał „Słoik pełen życia”. Tytuł nawiązuje do pewnego epizodu z życia bohaterki. Sendlerowa wszystkie uratowane przez siebie dzieci „ewidencjonowała” zapisując ich prawdziwe nazwiska i adresy. Jakże wielki był w tym szacunek dla człowieka. Podczas gdy w niemieckich obozach człowiek był tylko numerem, dla niej zawsze miał konkretne nazwisko. Zapisane na kawałkach bibuły „kartoteki”, włożone do słoika zostały zakopane pod gruszą w ogrodzie.

W 1965 roku została uhonorowana przez Yad Vashem medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata”. W 1983 roku zasadziła drzewko w Lesie Sprawiedliwych. Otrzymała mnóstwo państwowych odznaczeń, jej kandydaturę kilkakrotnie zgłaszano do Nagrody Nobla. „Chcemy wyrazić entuzjastyczne poparcie dla kandydatury tej prawdziwej bohaterki. Przeszło 60 lat po Holokauście wiemy, że ta chwila może być ostatnią okazją dla tak wybitnej instytucji jak Komitet Noblowski, by uhonorować osobę żyjącą za czyny, które stanowią wzorzec do naśladowania dla wszystkich, którzy troszczą się o pokojową przyszłość ludzkości” – pisali autorzy ostatniej petycji do Oslo. Nie udało się. Irena Sendlerowa zmarła w wielu 98 lat. Ostatnie lata życia spędziła w domu opieki prowadzonym przez jeden z warszawskich klasztorów.

 

Piotr Chudziński