Jest to złota zasada w życiu: wymagać mało od świata, a wiele od siebie - Chryzyp z Soloj
Ludzie »

Byli kimś

 

Oprócz różnego rodzaju skandali o których rozmawia się “po kielichu” na imieninach, z Kościoła wyczytać można wielkie życiorysy. Losy ludzi wielkich zawsze wzruszają, bez względu na instytucję, jaką reprezentują.

Piszę o tym dlatego, ponieważ w ostatnich dniach Kościół w Polsce stracił dwóch wybitnych kapłanów. Urodzony w 1918 roku w Sanoku ks. Zdzisław Peszkowski stał się dla wielu Polaków autorytetem. Nikt nie potrafił opowiadać o Katyniu tak jak on. Jeździł po świecie z kopią obrazu Matki Bożej Kozielskiej, namalowanym przez zesłańców na desce od beczki w której kiszono ogórki. Między innymi to właśnie dzięki niemu świat nie zapomniał o zbrodni katyńskiej nawet wtedy, kiedy w połowie Europy był tematem zakazanym, a w drugiej połowie wielu wolało milczeć z powodów pogorszenia stosunków na linii Wschód-Zachód. Nie bacząc na koniunkturę polityczną, ks. Peszkowski ratował pamięć, ucząc jednocześnie swoim życiem, że przebaczenie jest silniejsze niż nienawiść do oprawców. Do dziś w oczach Rodzin Katyńskich, których był kapelanem, pozostał kapłan, który podczas ekshumacji zwłok w Charkowie, pochylał się nad czaszkami rozstrzelanych oficerów, aby uczynić nad nimi znak krzyża. Pokornie, bez rozgłosu i medialnego szumu. Dla wielu młodych stał się ikoną niezłomnego patrioty – takiego jakich dziś mało. W styczniu 2006 Sejm RP przez aklamację poparł jego kandydaturę do pokojowej Nagrody Nobla. “Ksiądz Prałat Peszkowski przez lata prowadził w Polsce i na forum międzynarodowym niezwykle owocną akcję na rzecz zachowania pamięci i uświadomienia opinii międzynarodowej faktu zbrodni katyńskiej, jako bezprecedensowego mordu popełnionego przez Związek Sowiecki na internowanych polskich oficerach” - głosi uchwała Sejmu.

16 października zmarł biskup Ignacy Jeż. Wydawałoby się, że biskup jakich wielu. A jednak... Już w Dachau zgłosił się na ochotnika do pracy przy chorych na tyfus. W mniemaniu polskich kapłanów obóz został wyzwolony dzięki wstawiennictwu św. Józefa. Więźniowie obiecali, że jeśli dożyją wyzwolenia, co roku będą pielgrzymować do Kalisza, gdzie znajduje się sanktuarium opiekuna św. Rodziny. I tak przez lata więźniowie pojawiali się w kaliskiej katedrze, aby dziękować za dar wolności i wspominać tych, którzy nie dotrwali. Znamienne, że biskup Jeż został odznaczony przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego, Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski, za wybitne zasługi na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za zaangażowanie w niesieniu pomocy ludziom potrzebującym, za działalność na rzecz współpracy polsko-niemieckiej. Rzeczywiście przez lata swoim życiem pokazywał, że można budować mosty ponad historycznymi podziałami. Był przy tym radosny, pogodny i pełen energii i humoru. W swoim ostatnim wywiadzie dla Przewodnika Katolickiego pełen dystansu do własnej osoby, twierdził, że żaden ujadający pies nie pokona jeża, czyniąc aluzję do swego nazwiska. Złośliwi mawiali, że wierni z którymi się spotykał, śpiewali “Cóż ci jeżu damy...?”Jego biskupie zawołanie: “Przyszedłem ogień rzucić na ziemię”, zostało zrealizowane w życiu tego biskupa perfekcyjnie. Zawsze był to ogień, który ogrzewał, a nie niszczył. Docenili to nawet najmłodsi, przyznając biskupowi Ignacemu wielce honorowe odznaczenie - Order Uśmiechu.

 

 

 

Artur Artmann

19.10.2007.