Jest to złota zasada w życiu: wymagać mało od świata, a wiele od siebie - Chryzyp z Soloj
Dla psychologów... »

Życie od nowa-II

ŚWIT

 

 Chociaż każda tragedia strąca człowieka w otchłań samotności, to światełkiem na końcu tunelu okazuje się najczęściej drugi człowiek.

Wprawdzie nikt nie przeżyje za nas złych chwil , nikt nie przejmie naszego bólu, ale odkrycie, że podobne cierpienie i strach dotyczą wielu innych ludzi, jest przełomem.

„Człowiek cierpiący ma często przekonanie, że przydarzyło mu się coś zupełnie wyjątkowego.-mówi doktor Włodzimierz Szyszkowski z warszawskiego Instytutu Psychiatrii i Neurologii.- ‘Na pewno nie miał Pan jeszcze takiego ciężkiego przypadku jak mój’, to częste słowa nowych pacjentów z depresją. Dręczy ich przekonanie, że stan w jaki popadli jest nieodwracalny, a lekarze nie będą wiedzieli jak im pomóc. To osamotnienie sprawia, że człowiek czuje się dosłownie przytłoczony ciężarem bez granic. Siadam wtedy na łóżku i tłumaczę, że ludzi z podobnym problemem jest wielu.”

Kiedy do pacjenta dociera fakt pewnej wspólnoty przeżyć, pojawia się nadzieja. Skoro inni przez to przeszli i udało się im wyzdrowieć, to jest to konkretna perspektywa. Przygniatający ciężar jakby rozkłada się na wiele ludzkich ramion, a na horyzoncie zaczyna majaczyć kres udręki.

Wsparcie niesie już sama obecność drugiego człowieka. Rady typu „weź się w garść”, nie przynoszą ulgi, a wręcz przeciwnie, potęgują zagubienie. Ważne jest poczucie, że ktoś chce nas wysłuchać i zrozumieć.

Eleni: „Z wielką tragedią człowiek zostaje sam. Sam musi się z nią uporać i pogodzić. Ale byłoby mi dużo trudniej, gdyby nie ogromne wsparcie rodziny i przyjaciół, a szczególnie wielogodzinne rozmowy z księdzem Arkadiuszem Nowakiem. Po prostu był. Mogłam opowiedzieć o swoich uczuciach”.

Udział piosenkarki w organizowanych przez księdza Nowaka koncertach na rzecz chorych na AIDS, stał się początkiem wielkiej przyjaźni.

Paweł po kolejnej próbie samobójstwa wylądował w Instytucie Neurologii i Psychiatrii. To tam podpowiedziano mu kontakt z osobami dotkniętymi podobną tragedią.

W przypadku osób z HIV i AIDS na przygnębiający fakt choroby nakłada się wyraźna niechęć społeczna. Przez ponad dwadzieścia lat od pojawienia się epidemii, medycyna jasno określiła warunki w jakich dochodzi do zakażenia, tj. przez krew i drogą płciową Mimo rozpoznania granic niebezpieczeństwa , słowo AIDS straszyło i nadal straszy.

Paweł: „ Odnalazłem się wśród osób z podobnymi problemami do moich. Pierwszy dom dla ludzi z HIVem i chorych na AIDS wynalazł dla nas Marek Kotański . Była to ruina w Kawęczynie. Po zaadoptowaniu mieszkało nas tam piętnaście osób. Aż do nagonki miejscowych, którzy nie życzyli sobie takich jak my w zasięgu wzroku. W świetle telewizyjnych jupiterów autokar wywiózł nas stamtąd do Ministerstwa Zdrowia, gdzie przez dwa tygodnie koczowaliśmy na podłodze w sali kinowej. Potem umieszczono nas w Konstancinie. Dom był ogrodzony i nie był to jedynie zwyczajny płot. To była granica dwóch światów. Bałem się za nią wychodzić, a nawet do niej zbliżać, bo miałem wrażenie ,że każdy na ulicy wie o mojej chorobie i ma mi ją za złe. Podobnie w autobusie, przelotne spojrzenie odbierałem za naganę i wrogość. Na naszym domu w Konstancinie wisiała czerwona tabliczka, że to własność ministerstwa. Dawało to duże poczucie bezpieczeństwa. Raz wprawdzie poleciał w naszym kierunku koktail Mołotowa , ale poza tym nie zdarzyło się nic złego. Opiekowali się nami wspaniali ludzie. I nie byłem sam. Byłem wśród swoich.”

Poczucie wspólnoty jest też jednym z fundamentów ruchu AA, czyli organizacji zrzeszającej mężczyzn i kobiet walczących o utrzymanie trzeźwości.

Dr Szyszkowski: „ Człowiek pozostawiony sam na sam z alkoholem skazany jest na porażkę. To nie jest pokusa z którą można flirtować i sprawdzać własną wytrzymałość. Od niej trzeba uciekać i to jedyna szansa.”

Profesor W.Osiatyński, który publicznie przyznał się do nałogu, zrozumiał któregoś dnia, że ma cztery wyjścia: więzienie(bo np. kogoś po pijanemu przejedzie), śmierć(bo wykończy swój organizm), szpital psychiatryczny, lub trzeźwość.

Wspólnota AA dysponuje doświadczeniem w ujarzmianiu alkoholowego potwora, można do niej przystąpić na całym świecie. Pierwszym i najważniejszym krokiem w kierunku trzeźwości jest uznanie, że w obliczu pokusy człowiek jest bezbronny i przestaje kierować własnym życiem.

Joanna: „ Po deklaracji uzyskuje się prawo uczestniczenia we wszystkich spotkaniach. Porządek tych spotkań jest zawsze taki sam. Przywitanie, zapalanie świec, czytanie wybranego fragmentu. To ogólnoświatowy rytuał. Pewnego dnia pomyślałam ,że nigdy nie poznam wszystkich tych ludzi, którzy o tej samej godzinie, na każdym kontynencie robią to samo. Ale oni są. Poczułam potężną moc. I własną siłę. I wiem, że też mam szansę. Nie jestem sama.”

Helena latami nie mogła pogodzić się z faktem, że jej życie nagle się zepsuło, że jej coś nie wyszło. Czuła żal do świata, Pana Boga, ludzi i lekarzy. Radość i spontaniczny śmiech powróciły do jej życia dopiero gdy zastała członkiem wspólnoty „Wiara i Światło”, grupujących ludzi niepełnosprawnych umysłowo, ich rodziców i przyjaciół. „ Czuję się tam jak w rodzinie. Nie wstydzę się swojego problemu, bo każdy ma podobne doświadczenia. Rozumiemy się. Jestem otoczona wspaniałymi młodymi ludźmi, na których można polegać. Wiem, że jeśli zajdzie taka potrzeba, to oni nad swoje przyjemności i wolny czas przedłożą dobro mojego dziecka i moje. Prócz spotkań wspólnoty, imienin ,czy urodzin, wpadają w tygodniu na herbatkę i gadamy o wszystkim. Nigdy wcześniej nie podejrzewałam, że można nawiązać z drugim człowiekiem taki prawdziwy, głęboki kontakt.”

Irena: „Nasze podopieczne najczęściej wychowały się bez wsparcia wśród bliskich. My to nadrabiamy. Nasza praca w La Stradzie, to prócz doraźnej pomocy prawnej i praktycznych zabiegach, polega na pomocy w odbudowaniu poczucia własnej wartości poszkodowanej. Tłumaczymy, że sam fakt przeżycia i chęć podniesienia się z tego stanu, to już wielki osobisty sukces dziewczyny. Pomagamy odnaleźć w sobie mocne punkty, dobre chwile, zainteresowania, zbudować wewnętrzną siłę. Nie bez znaczenia jest, jeśli dziewczyna zdecyduje się zeznawać i zapada sprawiedliwy wyrok. Przestępca siedzi, a ona wie, że w majestacie prawa uznano jej krzywdę. ”

Od wewnętrznej siły zależy również jak radzimy sobie w obliczu ciężkiej choroby. Medycyna robi swoje, ale od nas samych zależy drugie tyle, a może nawet i jeszcze więcej.

Teresa dostała chemię, a wieczorami przed zaśnięciem leżała i widziała siebie jak zdrowieje, jak chodzi ulicami całkowicie wyleczona.

„Wyobraziłam sobie mojego guza jako czarną, brzydką kropkę. Co dzień kropka była mniejsza, a pewnego dnia zmieniła kolor na szary. Potem stawała się coraz jaśniejsza i porowata jak pumeks. Któregoś dnia dmuchnęłam na nią i rozsypała się w proch.” Trzy biopsje, tomografia komputerowa i niezależne badania histopatologiczne potwierdziły zanik komórek rakowych. Jednak chemia dokonywała spustoszenia i wyniki krwi leciały na łeb, na szyję w dół.

Teresa: „ Przez wpółprzymknięte oczy widziałam zastrzyki, kroplówkę i śmigające wokół mnie pielęgniarki . Pomyślałam, że robią wszystko , co mogą, żeby mnie uratować, a reszta już w rękach Boga. I nagle ,coś w mojej głowie krzyknęło : I W MOICH! Skoro to MOJE ciało i MÓJ organizm, to JA tu też mam coś do powiedzenia. Zaczęłam sobie wyobrażać swój układ krwionośny. Taki jak na mapkach w encyklopedii. Sieć czerwonych dróg i ścieżek. Czerwone krwinki latały po nich w szybkim tempie jak samochodziki. A białe krwinki widziałam jako małe kulki, które zaczęły mnożyć się jak królice.”

Wieczorem Teresa wstała ,doszła do aparatu, zadzwoniła do męża i powiedziała: „Ja już zdrowieję, od tej pory wszystko będzie dobrze.”

B. Ravensdale

 

FUNDACJA LA STRADA:

numer z zagranicy – 00-48-22-628 99 99

numer w Polsce –kier.22 /628 99 99