Jest to złota zasada w życiu: wymagać mało od świata, a wiele od siebie - Chryzyp z Soloj
Dla psychologów... »

Zdrowa prowokacja-IV

Jeśli jednak potrzebujesz wsparcia, to Frank trzyma cię za rękę i mówi: „Nie bój się, sprawdźmy, co tam jest i czy da się z tego wyjść". W tej terapii zachowanie trenera często wywołuje negatywne reakcje. Wydaje się, że jest to robienie z ludzi idiotów, żeby czuli się niewygodnie z problemem, żeby nie mogli z tym wytrzymać. - Prawdę mówiąc, mnie się też tak wydawało - mówi Rożalski. - Kiedy jednak zobaczyłem tę niezwykłą subtelność faceta, który lekko mrużąc oko, daje mi znak: „Słuchaj, gramy teraz w pewną rzecz, możesz bezpiecznie ze mną wyruszyć", zrozumiałem, dlaczego ludzie mówią OK. Natomiast gdyby to był zwykły cham, który beka, wyciera nos i pokazuje, jak to się robi, nie byłoby mowy o jakiejkolwiek terapii - dodaje. Ludzie boją się odchodzić od schematów, ponieważ postępując zgodnie z nimi, czują się bezpiecznie. Ale nie można trwać w miejscu, w strukturach zbudowanych wiele lat temu, bo takiego świata już nie ma. Jeżeli nie będziemy namawiali ludzi do zmiany myślenia o sobie, na świecie będzie coraz więcej nieszczęśliwców, którzy nie potrafią się porozumieć z dzieckiem, nie umieją rozwiązać problemów małżeńskich, którzy biją dzieci, żonę czy męża, ponieważ są bezradni, nie znają żadnego innego sposobu. Na wielu kongresach psycholodzy mówią, że Frank zwraca się do pacjentów w sposób niedopuszczalny i nieprofesjonalny. On zaś odpowiada krytykom: „Czy liczy się profesjonalna nieskuteczność czy nieprofesjonalna skuteczność, czy liczy się pomoc ludziom, czy trwanie w metodach mało skutecznych? Nie mówię ludziom niczego, czego sami wcześniej siebie nie powiedzieli czy poczuli. Przedrzeźniam, wyśmiewam, parodiuję wygląd pacjenta i ruchy, ponieważ jest to odzwierciedleniem tego, jak on sam się czuje. Chcę sprowokować emocje dotyczące jego wyglądu, jeżeli przypuszczam, że na tym polega problem. Co prawda nie można zmienić ciała, ale zawsze można zmienić punkt odniesienia. Na początku nie mówili; komplementów, od razu zaczynam z grubej rury, ale to wzmacnia pozycję terapeuty, szczególnie w wypadku ludzi, którzy manipulują i odgrywają jakieś role. Jeśli w trakcie spotkań wiem, że osoba, której pomagam, potrafi mnie rozszyfrować i dokładnie sobie zdaje sprawę, do czego odnoszę się z humorem i prowokacją, to znak, że leczenie przebiega pomyślnie".

Terapię prowokatywna stosuje się w wielu amerykańskich klinikach, a także w Anglii, Niemczech i w Polsce. Nie dotyczy ona wyłącznie problemów psychiatrycznych. Ten sposób świetnie sprawdza się również w coachingu, zarządzaniu, życiu rodzinnym i nauce. Nie jest to moja bajka, dopiero po wyczerpaniu wszystkich innych sposobów poddałabym się takiemu leczeniu. Ale jeśli to metoda skuteczna - jestem za.

 

Grażyna Dobroń