Jest to złota zasada w życiu: wymagać mało od świata, a wiele od siebie - Chryzyp z Soloj
Dla psychologów... »

Zdrowa prowokacja-III

Przy tym emanuje życzliwością, nawet - nie zawaham się powiedzieć -miłością do drugiej osoby, niezależnie od tego, czy jest psychotyczna, czyjest w depresji, czy została porzucona przez partnera. Ajeśli czuje się z drugiej strony sympatię, chce się gadać. W takiej terapii można pójść bardzo daleko, ale tylko po to, by uzyskać zmianę. - W czasie warsztatów - wspomina Marek Rożalski - Frank posadził mnie pierwszego na gorącym krzesełku i zapytał spokojnie: „What is your problem?", a ja pomyślałem: „Rany boskie, ja nie chcę o tym mówić". Spojrzał na mnie i twardo powiedział: „Jeśli mi nie powiesz, to cię wyrzucę". Pomyślałem, szkoda, przyjechał geniusz, odpowiedziałem: „Frank, jestem za stary". On na to: „Za stary na co?". Zesztywniałem, bo okazało się, że za pytaniem, na co, idą takie myśli, których się wstydziłem. No i zaczęła się jazda. Siedziałem jak na szpilkach, przez głowę i ciało przelatywały różne rzeczy, w pewnej chwili zablokowałem się. Wtedy ten skurczy... spojrzał na mnie i powtórzył: „Mówisz czy cię wywalić? Chcesz zrobić coś więcej, czy skończyliśmy? Chcesz się przepychać teraz ze mną, chcesz mnie sprawdzać?" Wtedy zrozumiałem, że mam naprzeciwko ciepły blok stali i że nie da się udawać, nie da się wycofać. Zawsze pyta krótko: „Jedziesz czy nie jedziesz?" W trakcie warsztatów Frank zmieniał się jak kameleon. Raz mówił gwałtownie, głosem pełnym oburzenia, potem słodziutko, cichusieńko. Podczas jednej sesji tak straszliwie bekał, że myślałem, iż wszyscy wyskoczymy przez okno. Dziewczyna miała problem z jedzeniem. „Gdy się zdenerwuję, muszę iść do lodówki i się najeść, dopiero wtedy się uspokajam" - opowiadała. Pracował z nią 25 minut, namawiając do wyobrażenia sobie reakcji bekania po jedzeniu, wciągał smarki do nosa... Może to amerykańskie, ale kiedy mówił te wszystkie okropieństwa, wszyscy obecni na sali widzieli, że trafił w sedno, że jej myślenie o jedzeniu, o sobie po tym obżarstwie, jest bliskie tych straszliwych odgłosów, które on wydawał, spoglądając od czasu do czasu kątem oka, jak ona na to reaguje. Nam się wydawało, że chce jej obrzydzić jedzenie, a on miał taki przekaz: „Dokładnie cię rozumiem i próbuję cię skontaktować z twoim ciałem, które cierpi, kiedy pochłaniasz to żarcie". On chwyta problem i wzmacnia go do granic absurdu, wtedy dopiero ludzie zaczynają patrzeć na siebie, na życie z innego punktu widzenia. Mówi ich słowami, ich myślami i nagle orientują się, że na to, co ich trapi, mogą spojrzeć spokojnie, z sympatią, bo nareszcie jest ktoś, kto ich rozumie. To jest magia, czar, choć wydaje się, że Frank atakuje, on robi coś zupełnie innego.

 

Grażyna Dobroń