Jest to złota zasada w życiu: wymagać mało od świata, a wiele od siebie - Chryzyp z Soloj
Dla psychologów... »

Szkoła macoszenia-Zazdrość o dziecko

 

Internetowe forum „Macochy” pokazuje też drugą stronę medalu. Nie zawsze bowiem nowe partnerki są gotowe do poświęcenia i całkowitej akceptacji dziecka swojego mężczyzny.

 Czasem górę biorą takie uczucia jak automatyczna niechęć i zazdrość. Zamiast otwarcie o tym porozmawiać, macocha (zwłaszcza ta weekendowa) zaczyna uprawiać wojnę podjazdową, mającą na celu obrzydzenie byłej żony i odsunięcie dziecka z pozycji lidera. „Gdyby nie kaprysy twojej byłej, już dawno moglibyśmy zmienić mieszkanie na większe” – wzdycha niewinnie neksia i robi smutne oczy. Za „kaprys” uważa np. dofinansowanie wakacji dziecka. Dyskretnie sugeruje też, że potomek z pierwszego związku niekoniecznie musi chodzić na lekcje tenisa czy jazdy konnej, bo w zasadzie to i tak interesuje się tylko piłką nożną. Do ulubionych gierek neksi należy również nieustanna walka o czas spędzany z byłą rodziną i stawianie siebie w roli „tej gorszej”, bo drugiej.

- Mieszkamy daleko od siebie, dlatego nasz syn odwiedza mojego byłego męża dwa razy w roku – trzy tygodnie latem i dwa zimą. Według neksi to stanowczo zbyt często. Ostatnio zadzwoniła do mnie z pretensjami, że celowo zabieram im wspólne chwile wciskając swoje dziecko. Swoje? – zapytałam, przecież to jest również dziecko Piotra (mojego eks). – No to już akurat jest nieszczęśliwy zbieg okoliczności – oznajmiła mi neksia i rzuciła słuchawką – opowiada Monika, 34-letnia pielęgniarka, cztery lata po rozwodzie.

- Decydując się na związek z mężczyzną „po przejściach” trzeba zaakceptować też „spadek”, jaki po nim otrzymujemy w postaci dziecka. Czasem wystarczy odrobina dobrej woli, by wspólnie odnaleźć się w nowej sytuacji. Takie uczucia jak zawiść, egoizm czy zazdrość z pewnością nie pomogą w cementowaniu nowych więzi. O wiele ważniejszy jest kompromis – przekonuje Marek Laube.

 

 

 

Natasza Socha