Praca to miłość, która przybiera kształt - Khalil Gibran

Dla psychologów... »

Rozstańmy się na chwilę...

Drukuj

 

Tak zwane „urlopy” w związkach mają tyle samo zwolenników, co przeciwników. Jedni twierdzą, że jeśli rozstać się to już na dobre, ale są i tacy, dla których chwilowa rozłąka, to jedyna możliwość uratowania związku. Podejmując taką decyzję nie można zapominać, że każde rozstanie niesie za sobą ogromne ryzyko. Trudno, bowiem przewidzieć w jakim kierunku powędrują uczucia obu stron. Jeżeli decyzja o rozstaniu zostaje podjęta przez obu partnerów, za ich obopólną zgodą, i ma służyć przemyśleniu konkretnych problemów, jest jeszcze zrozumiała. Decydując się jednak na ten drastyczny krok, koniecznie trzeba ustalić jasne zasady. Jak długo ma trwać przerwa, jak w tym czasie mają wyglądać relacje między partnerami i czemu ma służyć chwilowe rozstanie. Takie postawienie sprawy świadczy o dojrzałości emocjonalnej i odpowiedzialności za związek i siebie nawzajem.

Zupełnie inaczej wygląda sprawa, gdy przerwy chce tylko jedna ze stron, zwykle niestety, ta mniej zaangażowana. W tej sytuacji trzeba wziąć pod uwagę ewentualność, że chwilowa rozłąka może oznaczać definitywny koniec związku. Partner darzący do rozłąki jest zwykle bardziej otwarty na nowe znajomości. Często zachłystuje się odzyskaną wolnością, i nie chcą już wracać do dawnych układów. W tym samym czasie druga strona, mocno zaangażowana, przeżywa męki, nie potrafi nawet myśleć o następnym dniu, o swojej pracy, studiach. Jej cała energia zostaje skupiona na oczekiwaniu na telefon, analizowaniu własnych popełnionych lub wyimaginowanych błędów. Obwinianiu się za obecną sytuację. Łatwiej wcale nie jest, gdy partner, który wymusił „przerwę” wraca. Jego chwilowe odejście zniszczyło bowiem zaufania drugiej osoby. – Chociaż Marcin, już rok temu powrócił do mnie po półrocznej przerwie, to ciągle czuję strach, że znów, gdy przyjdą trudne dni, może się to wydarzyć - mówi Magda, dziś narzeczona Marcina. Ten model rozłąki na chwilę zdarza się coraz częściej młodym ludziom, niedojrzałym emocjonalnie, o osobowości narcystycznej i konsumpcyjnie nastawionym do życia. Świadczy on o nie przygotowaniu do dojrzałej relacji z partnerem.

Osobną kwestią jest sprawa separacji między partnerami w układzie, w którym są już dzieci. Trzeba pamiętać, że wahania emocjonalne rodziców nie mogą odbijać się negatywnie na potomstwu. Dzieci widzą i czują więcej niż nam się wydaje. Kiedy partnerzy nie dogadują się, ich maluchy najczęściej odbierają to jako karę, czują się winne za zaistniały stan rzeczy, tracą poczucie bezpieczeństwa. Niejednokrotnie zaczynają chorować, stają się agresywne, źle zachowują się w szkole czy w przedszkolu. Dla nich rozstanie ojca i matki, to zwykle utrata poczucia bezpieczeństwa. Dlatego koniecznie trzeba dzieciom jasno wytłumaczyć, co się dzieje, i zapewnić je, że nie mają z tym nic wspólnego, a uczucia rodziców wobec nich, nie uległy zmianie. W sytuacji, gdy emocje narosły do takich granic, iż partnerzy nie są już w stanie zgodnie funkcjonować na jednej przestrzeni, wówczas tzw. przerwa w związku, może być niezbędna. Partnerzy jednak nie mogą zostawić spraw własnemu biegowi, ale koniecznie muszą poszukać mediatora rodzinnego. Taka postronna osoba spróbuje nazwać emocje każdego z członków sporu i wytłumaczy komu, czego w związku brakowało. Zwykle pojawiające się nieporozumienia wynikają z odmienności płci i różnych oczekiwań wobec siebie. Rozstanie, to zawsze ostateczność, i tylko tak należy je traktować.


Marzena Sygut