Jest to złota zasada w życiu: wymagać mało od świata, a wiele od siebie - Chryzyp z Soloj
Dla psychologów... »

Nigdy nie dorastaj - II

Musisz być trendy

...psychiczny nacisk na kobiety, by realizowały własne ambicje zawodowe, sprawiają, że młodzi ludzie zostają niejako zmuszeni do poszukiwania zastępczych sposobów wychowywania. Metody te nastawione są na szybką i powierzchowną realizację potrzeby, gdyż na nic innego nie ma czasu. Nie starcza go na głębokie, powolne budowanie więzi, na spokojne wysłuchanie skarg dziecka, ale jest czas na to, by wejść do hipermarketu i otrzeć łzy malucha nową zabawką. W efekcie niezwykle często zostaje zachwiana hierarchia wartości. Siedmioletnia córka Karoliny, specjalistki od reklamy, na co dzień zachowuje się jak przedszkolak: wymusza na rodzicach, by pomogli jej przy ubieraniu, odmawia jedzenia posiłków (z wyjątkiem zupy ziemniaczanej i słodyczy). Rodzice godzą się z tym stanem rzeczy, twierdząc, iż Alicja zawsze była bardzo wrażliwa i delikatna, dlatego ma prawo tak reagować. Jednocześnie ci sami rodzice, zanim podjęli decyzję, czy mieć drugie dziecko, spytali swoją wówczas sześcioletnią córkę o jej opinię na ten temat. Tłumaczyli, że skoro Alicja sama zdecyduje, czy chce mieć rodzeństwo, łatwiej zrozumie, że z wielu rzeczy będzie musiała zrezygnować. Dziewczynka nie zgodziła się i do tej pory jest jedynaczką.

I to jest druga strona medalu. Nie przyznajemy dziecku prawa do samodzielności, a jednocześnie uważamy, że może on podejmować decyzje nieprzystosowane do jego wieku. I nie chodzi tu tylko o pytanie ucznia zerówki, jaki model rodziny preferuje. Podobnie rzecz się ma ze stawianiem dwu, trzy łątkowi pytania: „Co zjesz?". Tak małe dziecko nie może przecież decydować, co jest dla niego dobre, jeśli chodzi o jedzenie, czas spania czy zabawy. Za te kwestie musi brać na siebie odpowiedzialność dorosły. -Kiedy rodzic pyta malucha, co by zjadł, to jakby powiedział mu: rządź, bierz na siebie pełną odpowiedzialność za siebie. Czy jednak naprawdę wierzymy, że trzylatek podoła temu zadaniu?- pyta Ewa Ławicka.

 

Niewinne ofiary

Wychowane w ten niespójny sposób dzieci najczęściej są egocentryczne, a ich osobowość nie jest w pełni rozwinięta. Nie wykształca się uczuciowość wyższa i postawy prospołeczne. - Dzieci, które dostały wszystko- spełniano ich zachcianki, natomiast nie postępowano wobec nich konsekwentnie, karcąc i czasem mówiąc „nie" właśnie z miłości-zwykle w dorosłym życiu są bardzo samotne - mówi psycholog Ewa Ławicka. - Dopóki w pracy czy w relacji z partnerem wszystko idzie po ich myśli, do póty są zadowolone. Kiedy jednak szef zaczyna taką osobę krytykować, a partner wytyka brak odpowiedzialności i egoizm, winą za swe niepowodzenia obarczają drugą stronę. Najczęściej słyszę wówczas podczas terapii w gabinecie. „Ja jestem w porządku, to on, ona musi się zmienić" - dodaje. -Większość w ten sposób wychowywanych dzieci nie ma też poczucia więzi z rodzicami. Nagle przychodzi moment, że zaczynają negować wszystko, co się wiąże z domem. I to, co jest w nim dobre, i to, co jest złe - tłumaczy Ławicka. Trudno zresztą się im dziwić. Kiedy bowiem robimy piętnastolatkowi kanapki albo odprowadzamy dziesięciolatka do szkoły, oprócz pokazania, jak bardzo go kochamy, dajemy mu wyraźny przekaz, że jest do niczego. - Dziecko słyszy wówczas: „Zobacz, ty nawet nie umiesz zrobić sobie jedzenia, nie umiesz sam pójść do szkoły, jak mam ci dać prawo, byś był samodzielny" -opowiada. Stłumione przez lata pragnienia autonomii i samodzielności zmuszają nastolatka do poszukiwania metod zastępczych, np. nawiązywania kontaktów z nieodpowiedzialnymi grupami młodzieżowymi, uprawiania sportów ekstremalnych. Tylko w ten sposób mogą udowodnić sobie, że są silni, mocni i mogą wszystko. Bunt wynikający z nadopiekuńczości rodziców przejawia się także w agresji wobec matki czy ojca. W ten sposób nastolatek chce wykrzyczeć, że skoro on sam nie jest nic wart, to i rodzic musi być do niczego. - Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest przekonstruowanie osobowości młodego człowieka. Terapia, której musi się poddać, zwykle trwa około roku. Pod warunkiem jednak, że ów człowiek sam tego chce - komentuje Ławicka.

Marzena Sygut