Jest to złota zasada w życiu: wymagać mało od świata, a wiele od siebie - Chryzyp z Soloj
Dla psychologów... »

Nigdy nie dorastaj

 Potem biegnie do pracy i już około południa dzwoni do zaprzyjaźnionej studentki, by jej przypomnieć, że za godzinę ma odebrać Maćka ze szkoły, pomóc przy odrabianiu lekcji i przygotować mu posiłek. Nie jest wyjątkiem, lecz symbolem naszych czasów. Jedną z wielu matek, które zajęte własną karierą zawodową, starają się nadmierną opieką i troską zrekompensować swym pociechom brak czasu. Próbują w ten sposób jak najdłużej zachować łączność z dzieckiem, zapominając przy tym, że ich jedynak dawno dorósł do samodzielności.

 

Gdy intuicja zawodzi

Kiedyś uważano, siedmiolatki są już na tyle samodzielne i rozsądne, że można, a nawet trzeba, powierzać im pewne zadania, by nauczyły się odpowiedzialności, a w konsekwencji tego, jak radzić sobie w dorosłym życiu. Dzieci wychowywały się w wielopokoleniowej rodzinie postępującej według ustalonych reguł, gdzie każdy miał jasno określone zadania. Jeśli pojawiały się problemy wychowawcze, rodzice mogli liczyć na pomoc najbliższych w ich rozwiązaniu. - W czasach, w których przyszło nam żyć, ten porządek świata uległ zmianie. Pozbawieni wsparcia młodzi rodzice w trudnych momentach postępują intuicyjnie lub szukają pomocy w poradnikach czy kolorowych magazynach, gdzie znajdują tysiące rad, co jest dobre, a co nie. A lansowane metody zmieniaj ą się j ak w kalej doskopie - tłumaczy Ewa Ławicka, psycholog kliniczny z Warszawskiego Centrum Psychoterapii. -W takiej sytuacji trudno się dziwić, że przestajemy czuć się pewnie w roli rodziców i w rezultacie eksperymentujemy - dodaje.

Wtradycyjnym systemie wychowania zostaje zachowana równowaga między dominacją i podporządkowaniem, czyli dwiema skrajnościami w relacjach rodzic-dziecko. W opiece nad niemowlęciem przyjmujemy postawę dominującą, ponieważ musimy zaspokajać wszystkie potrzeby potomka -karmić go, poić, dbać o zachowanie czystości i nosić na rękach. Z czasem jednak dziecko uczy się, jak samodzielnie zaspokajać własne potrzeby.

Rodzice jednak nie pokonują tak łatwo jak dziecko naturalnych etapów zyskiwania coraz to większej niezależności. Listę najczęściej popełnianych błędów można ciągnąć w nieskończoność. - Trudno obwiniać rodzica za to, że w istocie krzywdzi własnego potomka, ponieważ za bardzo go kocha. U podłoża tej miłości często jednak leży egoizm rodzica. Z jednej strony, zajęty pracą i własną karierą, sam czuje niedosyt kontaktów z dzieckiem. Z drugiej, pragnie za wszelką cenę wychować go jak najlepiej. W efekcie jednak działa na szkodę potomka - tłumaczy Ewa Ławicka. - Niedawno trafiłam w portalu internetowym na rozmowę młodych mam, które licytowały się swymi macierzyńskimi sukcesami. Z przerażeniem czytałam, jaką dumą napawa je fakt, iż karmią piersią swe kilkuletnie pociechy. Zapytałam wówczas, co takie długie karmienie - ich zdaniem-daje dziecku. Padły racjonalne z ich punktu widzenia odpowiedzi, że dzięki temu jest zdrowe, że otrzymuje mnóstwo ciepła i miłości. Prawda jednak jest zupełnie inna. Optymalny czas karmienia piersią jest ściśle określony i wynika, po pierwsze, z braku odporności niemowlęcia, po drugie, z całkowitej jego zależności od nas - mówi Ewa Ławicka. Jeśli go wydłużamy, zaczynamy działać przeciwko dziecku, uniemożliwiając mu uzyskanie samodzielności.

Przytłaczanie dziecka nadopiekuńczością implikuje wiele innych kłopotów. Monika, dziennikarka, jeszcze do niedawna na życzenie 12-letniego syna spała z nim wjednym łóżku. Tłumaczyła to sytuacją życiową, w której się znalazła. Pracowała z dala od domu, dzieckiem zajmowali się dziadkowie. Kiedy przyjeżdżała na weekend do domu, syn był tak spragniony jej obecności, że nie dostępował jej na krok, nawet w nocy. Jest przekonana, że nie wyrządziła chłopcu krzywdy. Psycholog jednak sądzi inaczej. - Na każdym etapie rozwoju dziecko potrzebuje innego rodzaju więzi emocjonalnej. Kiedy sypiamy z 10- czy 12-latkiem, tak naprawdę za cenę chwilowej bliskości fizycznej hamujemy jego prawidłowy rozwój emocjonalny. Bo dziesięciolatek powinien inaczej doświadczać naszej miłości, np. wspólnie z nami przygotować posiłek, sprzątnąć mieszkanie czy pojechać na wycieczkę rowerową. Gdy mama dorastającego chłopca chce mu powiedzieć: kocham cię, wystarczy, że potarmosi go po włosach. Chłopak już wie, że jest dla niej ważny-komentuje Ewa Ławicka.

 

Marzena Sygut