Dla psychologów... »

Kilka słów o kwestii wybaczania...

Drukuj

Dziesięć zdań ujmujących ideę Społecznej Krucjaty Miłości, która w formie listu pasterskiego została ogłoszona przez kardynała Stefana Wyszyńskiego w 1967 r, można ostatnio przeczytać w komunikacji miejskiej w Poznaniu. Piąty punkt SKM brzmi: „Przebaczaj wszystko, wszystkim. Nie chowaj w sercu urazy. Zawsze pierwszy wyciągnij rękę do zgody”. Idea – pozornie piękna. Rzeczywistość - ma wiele odcieni. Zatem, kilka słów w kwestii wybaczania.


Opowieść buddyjska

Mnich trafił do więzienia na 10 lat, a gdy minęły, powrócił do swojego klasztoru. Jakiś czas później do bram tegoż klasztoru zapukał wynędzniały i chory mężczyzna, który poprosił o opiekę. Był nim strażnik z więzienia, w którym mnich spędził 10 lat, wyjątkowo brutalny i okrutny. Mnich zajął się nim, pielęgnował i karmił. W końcu zapytano go, jak mógł wybaczyć strażnikowi, który był sprawcą tak wielu jego cierpień. Mnich odpowiedział: Gdybym nie wybaczył, nadal tkwiłbym w więzieniu.


Od filozofa

W w eseju o wybaczaniu w „Mini wykładach o maxi sprawach” prof. Leszek Kołakowski wyróżnił trzy rodzaje wybaczania: ugruntowane biurokratycznie, psychologicznie i metafizycznie. Drugie z nich związane jest z osobistym postanowieniem. „Mamy, wedle Jezusa, za nieprzyjaciół się modlić, mamy mówić, jak On na krzyżu: <>, i chociaż mało kto może się chełpić, że Chrystusowa gotowość do przebaczenia jest mu dana, to jednak wysiłek przebaczenia jest w naszej mocy i możliwe jest wspieranie tym wysiłkiem rzeczywistej siły wybaczającego sumienia”. Bywa to trudne w małych sprawach, nie mówiąc o większych... W buddyzmie praktykowana jest medytacja wybaczania, która „oczyszcza i otwiera serce, pomagając w praktykowaniu codziennej szczodrości”. Jest ona częścią praktyki miłującej dobroci.

W mini wykładzie o wybaczaniu czytamy jeszcze: „Tylko psychologicznie zakorzenione wybaczenie jest prawdą. Samo oznajmienie <> nie musi być prawdziwe, może być mechanicznym spełnieniem przykazania przez samo zachowanie, bez zaplecza duchowego, a więc bez prawdy” - pisze prof. Kołakowski.


Trwanie przy krzywdzie

Bywa, że ktoś postanowi wybaczyć, by już nie wracać do krzywd, których doznał i zapomnieć o nich. Sam akt woli, mechaniczne oznajmienie „wybaczam”, nie wystarcza. Często oznacza ono wyrzucenie z pamięci trudnego zdarzenia i emocji z nim związanych, co blokuje (utrudnia) zdrowienie. Wybaczanie jest procesem, w który zaangażowana jest sfera emocjonalna, poznawcza i ciało ofiary, a duże znaczenie ma w nim emocjonalna historia relacji ze sprawcą - skomplikowana w sprawach przemocy, także seksualnej w rodzinie, emocjonalnego zaniedbania i porzucenia. Celem wybaczenia jest pojednanie ze sprawcą, jeśli żyje. Idealny model zakłada, że będzie on chciał uznać swoją winę i odpowiedzialność. Nie musi tak być. Efektem wybaczenia jest wewnętrzna wolność ofiary - jeśli proces zostanie domknięty, bez względu na to, jak zachowa się sprawca i czy nadal żyje.

Bywa też, że osoby skrzywdzone uparcie trwają przy swojej krzywdzie. Ogniskują swoje życie wokół poczucia krzywdy, zdrady, odrzucenia i upokorzenia, życiowej niesprawiedliwości, zawiedzionych oczekiwań… wokół wściekłości i chęci zemsty. Epatują otoczenie swoją krzywdą, żądają dla siebie specjalnych praw. Stają się życiowo bierne. Bez fachowej pomocy może być trudno im pójść dalej.


Każdy jest inny

Henryk Elzenberg, polski filozof, mawiał podobno, że za doznaną krzywdę trzeba krzywdziciela naprzód tęgo sprać, a dopiero potem mu przebaczyć (Elzenberg, o którym Herbert pisał w wierszu:

„(…) Krążyli wokół Ciebie sofiści i ci którzy myślą młotem
Dialektyczni szalbierze wyznawcy nicości – patrzyłeś na nich
Przez lekko załzawione okulary
Wzrokiem który wybacza i nie powinien wybaczyć
(...)”.)

Owo „sprać” ma swoją psychologiczną mądrość. Ważnym etapem procesu wybaczania jest zdanie sobie sprawy z wielu uczuć, czasami sprzecznych, czasami początkowo niedostępnych, trudnych, które wiążą się z doznaną krzywdą i sprawcą. Gniew (owo „sprać”) i bezpieczne dla ofiary i otoczenia wyrażenie go, jest częścią tego etapu. Ale mogą się ujawnić też np. poczucie upokorzenia, wstydu, żalu, smutku, samotności, odrzucenia..., przeżywane, co ważne, w przeszłości, gdy doszło do krzywdy. Czasem na tym etapie może też pojawić się np. chęć usprawiedliwienia sprawcy, obwinianie siebie. Przepracowanie emocji i myśli związanych z krzywdą, szczególnie dotkliwą, wymaga pomocy i wsparcia specjalisty, i czasu. Jeśli mówimy o krzywdach doznanych w dzieciństwie, wiąże się ono też z dotarciem przez ofiarę do dziecka, którym była w momencie wyrządzonej jej krzywdy, pocieszeniem go, zapewnieniem mu wsparcia i bezpieczeństwa. To wszystko razem pozwala z czasem uwolnić się od złego doświadczenia i jego niszczącego wpływu. Domknięciem wybaczania staje się skonfrontowanie ze sprawcą – bezpośrednio, listownie, zastępczo na terapii. Bywa, że podjęta zostaje wówczas decyzja o ograniczeniu bądź zerwaniu relacji ze sprawcą, gdy wiąże się ona z dalszym krzywdzeniem czy całkowitym brakiem szacunku dla ofiary. Opis ten jest z konieczności skrótowy i uproszczony, i nie wyczerpuje tematu. Każdy proces wybaczania jest inny i inaczej przebiega, tak jak różne są ofiary.


Festen”

Jednym z filmów, który pokazuje proces domykania wybaczenia przez ofiarę, jest duński obraz „Festen” z 1998 r. w reżyserii Thomasa Vinterberga. Akcja filmu rozgrywa się w pałacu, podczas przyjęcia z okazji 60. urodzin Helge Klingenfeltta, bogatego i szanowanego przedsiębiorcy. Na uroczystość przybyli współpracownicy, znajomi i rodzina Helge. Pojawia się też dawno niewidziany, najstarszy syn Christian, który mieszka w Paryżu. Podczas wznoszenia kolejnych toastów na cześć jubilata, Christaian wstaje i zamiast wygłosić okolicznościową formułkę opowiada o tym, jak wraz z nieżyjącą siostrą-bliźniaczką był przez wiele lat gwałcony przez ojca. Nikt nie reaguje, po chwili dziadek zaczyna opowiadać głupawą anegdotę. Słowom Christiana zaprzecza jego siostra Helene, potem sam Helge. Dzięki Kimowi, kucharzowi, przyjacielowi Christiana i służbie, która stoi po jego stronie, Christian mimo chęci ucieczki, pozostaje na przyjęciu. Wsparcie osób życzliwych jest w takim momencie bezcenne i niezbędne zresztą.

Goście Helge nie potrafią się odnaleźć i próbują bawić w sytuacji, w której bawić się już nie da. Nie chcą się angażować i udają, że nie usłyszeli zarzutów. Więc jedzą i piją, i czekają aż wszystko się skończy, bo jednak jest trochę niekomfortowo. Dzięki temu udawaniu i reakcjom najbliższej rodziny Helge może bezkarnie zaprzeczać.

Przy kolejnym toaście Christian mówi, że jego siostra-bliźniaczka popełniła samobójstwo z powodu molestowania przez ojca. Goście chcą wyjeżdżać, ale służba pochowała kluczyki od samochodów. Głos zabiera matka i zarzuca synowi, że zawsze miał kłopoty z odróżnieniem świata urojonego od rzeczywistego! I każe mu przeprosić ojca. W odpowiedzi Christian ujawnia, że matka wiedziała, bo widziała, jak ojciec gwałci syna i nie zareagowała. Zostaje wyrzucony z pałacu i pobity. A przyjęcie nadal trwa, po drodze mamy wizytę czarnoskórego partnera Helene i rasistowską piosenkę zaintonowaną przez Michaela, jej brata. W kulminacyjnym momencie Helene czyta list pozostawiony przez zmarłą siostrę, w którym pisze ona o napastowaniu przez ojca. Gdy służba odmawia obsługiwania gości, Helge krzyczy i wychodzi z bawialni.

Rankiem następnego dnia przy śniadaniu jubilat uznaje swoją winę. Film kończy się ujęciem, na którym widać twarz Christiana, odprowadzającego wzrokiem ojca wychodzącego z jadalni...

W filmie dzieje się wiele. Reżyser pokazuje złożoność sytuacji Christiana, jego determinację i wysiłek, który musiał podjąć, by kilka razy konfrontować się z ojcem podczas przyjęcia. Pokazuje jak chętnie otoczenie ufa sprawcy, oskarżając ofiarę. Jak rodzina próbuje utrzymać za wszelką cenę status quo. Jak łatwo jest pozostać biernym, dając alibi sprawcy. Pokazuje, dlaczego świadkowie decydują się uwierzyć ofierze lub stanąć po jej stronie.

Przebaczać wszystko i zawsze? Nie wiem...


Zniszczysz mu życie

Bywa, że w momencie publicznego ujawnienia krzywdy otoczenie wywiera presję na ofiary, by wybaczyły sprawcy. Podobną presję można spotkać w konfesjonale („nie będzie rozgrzeszenia, jeśli...”).

Z życia wzięte. Studentka została zgwałcona przez kolegę ze studiów i postanowiła złożyć doniesienie o popełnieniu przestępstwa. Całe jej dotychczasowe życie legło w gruzach. Po pierwszym okresie szoku, kiedy doświadczała poczucia bezradności, winy, strachu przed sprawcą i głębokiego upokorzenia, pojawił się ogromny lęk, narastały u niej stany depresyjne. Zaczęła się izolować, z czasem w ogóle przestała wychodzić z domu, zarzuciła studiowanie i ulubione zajęcia. Po namowach podjęła terapię, podczas której zdecydowała się złożyć zawiadomienie. Otoczenie próbowało ją odwieść od tej decyzji, mówiąc: „odpuść mu, chciał dobrze, zniszczysz mu życie” (sic!). Argumentowano: „to dobry chłopak”, „ma przed sobą świetną przyszłość”, „Jezus nakazał wybaczać”, a także „znam go od dziecka, on tego nie mógł zrobić”. Tym samym otoczenie zaczęło chronić sprawcę, zaprzeczając przeżyciom i uczuciom ofiary i unieważniając je, a także podważając jej prawdomówność. Podobnie bywa przy sprawach dotyczących kazirodztwa, gdy np. rodzina wymusza na ofierze pogodzenie ze sprawcą. Połknij swoją krzywdę albo o niej zapomnij i daj szansę sprawcy. W tle pobrzmiewa „kosztem siebie”: wymuszone wybaczenie („odpuszczenie”) oznacza retraumatyzację ofiary. Blokuje proces jej zdrowienia, odzyskiwania równowagi, poczucia sprawstwa i własnej mocy.


Na zakończenie

Przebaczenie nie wymaga od nas, abyśmy przymknęli na coś oczy, a raczej abyśmy je tak naprawdę otwarli”.


Daina Kolbuszewska


Zdjęcia: Paweł Ł. Nowakowski