Milczenie w odpowiednim momencie jest ważniejsze i lepsze od wielkich słów - Plutarch
Dla filozofów... »

Miłosna historia Abelarda i Heloizy (I)

Drukuj
 

ON: Pierre Abelard, francuski filozof i teolog, prekursor racjonalizmu we wczesnej scholastyce, postulował oddanie pod osąd rozumu wszystkich tez religijnych. Mnich. ONA: Heloiza, młodziutka i wykształcona dziewczyna, uczennica Abelarda. Jego żona. Mniszka.

Czas i miejsce wydarzeń: początek XII w., Francja.

Heloiza się uczy

Katalog powinności kobiety, żyjącej w wiekach średnich, był precyzyjny i jednoznaczny. Wśród niewieścich cnót był m.in.... analfabetyzm, aby nie mogła nawiązać pisemnych kontaktów z jakimś ,,galantem”. Zaleceń i przestróg nie lekceważono, ale w wielu postępowych (i bogatych) domach dziewczęta miały swoich prywatnych nauczycieli. Inna rzecz, że oświecone białogłowy nie manifestowały swojego wykształcenia.

Heloiza (nazwisko bliżej nieznane;) zapewne doskonale wiedziała jakie wymagania stawiano wówczas młodej kobiecie. Była jednak niezwykle inteligentna i chciała się uczyć, a nawet studiować jak mężczyzna, choć wiedziała, że niewieście to nie przystoi!

Jakieś rodzinne powikłania spowodowały, że jej opiekunem był wuj (a może kuzyn?), kanonik Fulbert, człowiek, wydawałoby się, mądry i oświecony, skoro zgodził się na fanaberie podopiecznej. Wiedział, że Heloiza nie marzy o życiu klasztornym, zabrał więc dziewczę ze szkoły przyklasztornej w Argenteuil do Paryża, a konkretnie do tzw. księżnego miasta (Notre-Dame), składającego się głównie z domów dla kanoników, kościoła Notre-Dame (znaną nam katedrę zaczęto budować w drugiej połowie XII wieku), szkoły itd. Heloiza stała się w tym środowisku wkrótce powszechnie znaną, wzbudzającą sensację kobietą.

Znany był także Pierre Abelard (1079 – 1142). Wówczas mężczyzna po trzydziestce, syn szlachcica z Bretanii, profesor, prekursor odmiennego od średniowiecznego sposobu myślenia i postępowej, opozycyjnej scholastyki (odwoływała się ona do uznanych autorytetów jako ostatecznych kryteriów prawdy). Krótko mówiąc Abelard kazał myśleć samodzielnie, dociekać prawdy, odrzucając wiarę w autorytety. Jego wykłady cieszyły się entuzjastycznym powodzeniem, choć teorie profesora potępiała hierarchia kościelna.

Heloiza chciała się uczyć, a Abelard oddał się tylko i wyłącznie nauce... Do czasu!

Mistrz i uczennica

W jakimś momencie ktoś zwrócił mu uwagę na 17-letnią Heloizę. W swojej autobiografii Abelard zanotował, że „przez bogactwo swej wiedzy nie miała sobie równej”. Z czasem szacowny pan profesor dokonał niezwykłego, osobistego odkrycia, że: oprócz rozumu ma też... zmysły. A te pchnęły go w kierunku nadobnej i mądrej Heloizy. I odtąd Abelard zaczął dążyć wszelkimi sposobami, aby zbliżyć się do niej. Były więc rozmowy, prawdopodobnie zawierające coraz więcej „pierwiastków” miłosnych.

Wreszcie namówił kanonika Fulberta, „mając poparcie niektórych jego przyjaciół”, że zamieszka w jego domu. W zamian za pokój Abelard zaczął udzielać lekcji Heloizie. Lekcji, jak się wkrótce okazało, różnej natury: „i coraz częściej me ręce sięgały do jej piersi, niż dotykały kart książek”, zwierzał się pan profesor w swoich zapiskach.

Oboje jednak nie mieli doświadczenia w ars amandi. Ona – bo młoda, on – bo pochłonięty przede wszystkim nauką. Choć, kto wie, może korzystał jednak z usług kobiet sprzedajnych, mimo że pisał o swoim wstręcie do nierządnic.

Jakkolwiek było, nieumiejętności początkujących kochanków pokonali wzajemnym zauroczeniem. Abelard z cynicznego uwodziciela stał się kochającym kochankiem, podziwiającym otwartość umysłu dziewczyny, Heloizę zafascynował jako teolog-myśliciel (zwany Platonem chrześcijaństwa, Arystotelesem Paryża) i jako jej pierwszy mężczyzna. Można więc mieć pewność, że urodziwi kochankowie dogadzali sobie i ciałem, i duchem. „Przeszliśmy wszystkie stopnie kochania, spełniając każde szaleństwo rozigranej fantazji” - pisze Abelard.


Ewa Kłodzińska