Milczenie w odpowiednim momencie jest ważniejsze i lepsze od wielkich słów - Plutarch
Dla filozofów... »

Jesienno-medialne zamyślenia...

Drukuj

 

Jeden z myślicieli zwykł powtarzać sam do siebie: "Co będzie jak to się wszystko skończy...? Będziemy czytać stare gazety...".

Takie stwierdzenie może brzmieć trochę szokująco, ale tak naprawdę to coś w tym jest. W potoku słów, które docierają każdego dnia poprzez różne media można się zagubić, a po głębszej refleksji dojść do przeświadczenia, że czytając "stare gazety" wcale nie jesteśmy tak oddaleni od rzeczywistości...

Ktoś z moich znajomych nie wyrzuca 'starych gazet' i po pewnym czasie znów je bierze do ręki i dostrzega, że tak naprawdę tzw. gorące newsy i prognozy z wielu wywiadów nie tylko straciły swą aktualność (co jest z jednej strony naturalne), ale i po pewnym czasie wracają - niczym cykliczne pojmowanie czasu i rzeczywistości.

W tym miejscu pojawić się musi pytanie o znaczeniu... 'słowa' w naszej rzeczywistości. Rzecz wydaje się może banalnie oczywista, ale o rzeczach oczywistych trzeba przypominać i słów na nowo odnajdywać sens.

Bardzo ciekawe spostrzeżenia i analogie na interesujący nas temat można znaleźć w książce Anny Świderkówny "Rozmów o Biblii - ciąg dalszy". Autorka - wybitny znawca kultury biblijnej tak pisze o roli i pojmowaniu słowa w kulturze judaizmu: "I tak oto powstał nie znany dotychczas starożytnym kult bez ofiar, oparty jedynie na słowie. /.../ Jeżeli jednak słowo stawało się tak ważne, to należało je bardzo dobrze rozumieć..." (tamże, s. 96.).

Diagnoza obecnej sytuacji 'słowa' na pierwszy rzut oka wydaje się być niezbyt optymistyczna. W potoku słów gubi się gdzieś prawda o całej rzeczywistości, o tym, że w świecie obecne jest nie tylko krzykliwe zło ale i mnóstwo dobra. Wielu współczesnych 'mistrzów podejrzeń' rzuca słowa na wiatr, raniąc wielu ludzi, nie mając potem odwagi by przyznać się do tragicznych w skutkach nieraz pomyłek. Dlatego można zaryzykować odwrotność stwiedzenia Anny Świderkówny w oparciu o współczesność: "I tak oto powstał nieznany dotąd współczesnym kult ofiar, oparty jedynie na słowie...!" Słowo to przecież może być narzędzie zabijania (nie tylko w przenośnym znaczeniu). Można łatwo zabić w kimś zdrowe myślenie, zniweczyć nadzieję, skazać na tzw.śmierć cywilną (szkoda, że nie ma danych na temat skutków - nie tylko moralnych- ale także w postaci utraty zdrowia a nawet życia - nieodpowiedzialnego nad-używania słowa przez mass-media). Tutaj nie tak łatwo o reanimację człowieka, który został unicestwiony przez słowa ludzkie....

Jest jeszcze druga strona medalu. Słowo może ożywiać (ciekawe stwiedzenie można znaleźć na kartach Biblii: "Słowo zabija i słowo ożywia") w człowieku nadzieję, dać realną siłę do poszukiwania dobra. To 'ożywianie' jest jednak zadaniem dla ambitnych, dla tych, którzy nie boją się wysiłku i braku popularności w masowych mediach. "Naturalnie" chciałoby - w myśl swego przewodniego adagium - "Chcemy by to co dobre, stało się modne" - budować rzeczywistość opartą na twórczej mocy słowa i wrócić do swoistego "kultu bez ofiar opartego na słowie". Życzę Szanownym Czytelnikom by w jesienne wieczory odnaleźli dobry sens słów, obrazów, dźwięków..

 

Paweł Nowakowski

listopad 2009