Adwokat to wynajęte sumienie - Fiodor Dostojewski
Dla elit.. »

W elitarnej dzielnicy...

 

Elita jak to elita. Ludzie zaliczający się do elity, nie zniosą nigdy byle jakiego miejsca zamieszkania. Nie mieszkają oczywiście w blokach, bo to lokale raczej dla pospólstwa.

Wybierają zazwyczaj ciche, podmiejskie osiedla domów jednorodzinnych. Inni z kolei wolą jeszcze bardziej zaciszne siedliska, z dala od ciekawskich sąsiadów. I tak, kiedy przemierzają swoim samochodem drogę z domu do pracy, mijają wielkomiejskie blokowiska i pewnie u niejednego z nich pojawia się myśl: „Jak ludzie mogą tu mieszkać?” Elity miewają czasem amnezję i szybko zapominają, że ich rodzice, albo dziadkowie przeżyli w tych blokach całe życie i że to właśnie tu wychowali swoje dzieci na jak się powszechnie uważa porządnych ludzi.

Elita mieszka również w środku miasta. Nie, nie – nie chodzi o centrum, ale o stare, willowe dzielnice miejskie. Tam nieruchomości są najdroższe i albo ma się dużo pieniędzy, aby kupić coś takiego, albo przedstawiciel elity, który tam mieszka, może poszczycić się taką rodową własnością. Rzeczywiście, mieszkanie w takiej dzielnicy, to prawdziwa przyjemność – cisza, spokój i to do tego w środku miasta. Idealne warunki do bezstresowego życia, dopóki oczywiście ktoś nie wpadnie na pomysł, tak jak w Łodzi, aby postawić w takiej dzielnicy coś tak obrzydliwego, jak hospicjum. Przedstawiciela elit bowiem już sama myśl o tym słowie przyprawia o drgawki. Sama myśl o starości i umieraniu jest nie do zniesienia dla kogoś, kto cieszy się życiem takim, jakie jest. Oczywiście taki wykształciuch nie jest przeciw hospicjum, nie, nie. Może nawet od czasu do czasu sypnie groszem, bo przecież go stać. Ale jednocześnie uważa on, że takie miejsca powinny być zlokalizowane wszędzie, tylko nie w pobliżu jego domu. Drażni go myśl, że jadąc samochodem będzie musiał od czasu do czasu przepuścić trzęsącą się staruszkę. Jeszcze bardziej drażni go widok karawanów pogrzebowych, który siłą rzeczy odwiedza to miejsce częściej. Zmysł ekonomiczny przedstawiciela elity podpowiada mu, że hospicjum należałoby umieścić poza miastem, bo tam jest cisza i spokój potrzebny jego mieszkańcom. Jeszcze taniej byłoby umieścić taki budynek nieopodal cmentarza – rozumie się, że taniej.

I tak sobie żyje mieszkaniec elitarnej dzielnicy. Żyje sobie, dopóki sam nie zostanie klientem znienawidzonego przez całe życie hospicjum. Odda go tam zapewne jego własna rodzina w przekonaniu, że tam będzie miał zapewnioną dobrą opiekę. Poza tym taki „elitariusz” zgromadzi na tyle pokaźny mająteczek, że przetrzymywanie bezproduktywnego dziadka w domu przestanie się opłacać. I tak przedstawiciel elity znajdzie się w jednym domu wraz z innymi przedstawicielami swojej kasty. Wtedy będzie mógł się poczuć jak u siebie. No i nawet po śmierci zaoszczędzi – cmentarz będzie tuż za rogiem. Sam to sobie wywalczył – kiedy jeszcze mógł nieco pokrzyczeć przed kamerą. I jakoś tak dziwnie, że teraz nikt go nie chce słuchać. Kolejna generacja mieszkańców elitarnej dzielnicy nie chce przecież mieć tak uciążliwego sąsiedztwa...

 

Piotr Chudziński