Adwokat to wynajęte sumienie - Fiodor Dostojewski
Dla elit.. »

Przed obliczem bogini..

 

 

 

Działo się to w Atenach – ojczyźnie demokracji. Rządy objął demokratycznie wybrany Kacius.Jednak szybko miało okazać się, że obywatelom tego najwolniejszego z wolnych miast nie będzie łatwo.

Jedną z pierwszych decyzji Kaciusa było postawienie wielkiej narodowej świątyni. Miała ona być poświęcona bogini Lustracji. Wnętrze było raczej liche, a w centrum świątyni stało olbrzymie lustro. Miało one jednak tę właściwość, że każdy, kto przed nim stanął widział siebie w całej prawdzie. Bogini Lustracja szczególnie uczulona była na przeszłość stających przed jej ołtarzem obywateli. Nic więc dziwnego, że mieszkańcy Aten niechętnie zaglądali do nowej świątyni.

Nie mogło to się spodobać Kaciusowi, który poświęcił na budowę nowego miejsca kultu wiele sił i środków, nie tylko materialnych. Prędko zatem pojawił się na ateńskiej agorze, aby wspólnie ze Zgromadzeniem Ludowym przegłosować ustawę w myśl której wszyscy obywatele zobowiązani być mieli, raz na cztery lata pojawić się przed obliczem bogini Lustracji, aby ta wydała swój niczym niepodważalny wyrok. A że atmosfera w mieście sprzyjała oczyszczeniu go z tych osób, który notorycznie, przez poprzednie 15 lat, doprowadzili miasto do ruiny, sprzedając narodowy majątek różnej maści obcym przybyszom, to przegłosowanie takiej ustawy stało się tylko formalnością. Na nic zdały się protesty tych, którzy odważyli zwać się humanistami. Twierdzili oni, że nie można tak niszczyć człowieka, osądzając jego osobę tylko na podstawie wyroku jednej tylko bogini. Atmosfera zemsty na wszystkich tych, którzy doprowadzili Ateny do takiego stanu była tak silna, że głosy te przyćmione zostały przez populistycznych obywateli: wywodzącego się z chłopstwa Andreasa Lepperiosa i przedstawiciela arystokracji Romaniusa Giertichusa. Ich chęć oczyszczenia Aten ze wszystkich, którzy nie odpowiadali ich wizji rzeczywistości nabrała realnego kształtu w postaci ustawy. Niepochlebnie wypowiedzieli się o niej sędziowie Najwyższej Rady, którzy zwrócili uwagę, że krzywdzi ona zasłużonych dla Aten obywateli. Jednak również na to znalazł się sposób. Jeden ze współpracowników Kaciusa, niejaki Lucius Dornius, postanowił, że również sędziowie, mimo, że byli najznaczniejszymi obywatelami Aten, musieli stawić się przed obliczem bogini Lustracji. Gdyby ta dostrzegła choć najmniejszą skazę na ich życiorysie, mieli oni bezzwłocznie być odsunięci w polityczny niebyt.

Tak więc każdy, kto chciał w Atenach pełnić jakieś publiczne funkcje, musiał z mocy prawa pojawić się przed obliczem bogini Lustracji. I mali i wielcy, znani i mniej znani, mądrzy i nieco mniej wykształceni każdego dnia ustawiali się w kolejce, aby pokłonić się bogini, której wcale kłaniać się nie chcieli. W całej świątyni unosił się zapach pożółkłych, zakurzonych papierzysk i teczek, za pomocą których bogini Lustracja wydawała swoje bezdyskusyjne wyroki. Każdemu z wychodzących, kapłani wystawiali stosowne zaświadczenie, które otwierało lub zamykało możliwość publicznej służby, a niektórych skazywało na wygnanie z Aten, gdzieś na dalekie Bałkany.

Przed obliczem lustracji pojawił się zatem Sokrates. Wiedział, że nic nie wie, ale ta nie wiedza o sobie samym stała się dla niego przyczyną wygnania. Jego postulaty dialogu i rozmowy, a także chęć zbijania fałszywych idei, racjonalnymi argumentami były zbyt niebezpieczne. Ponadto bogini Lustracja znalazła w swoich archiwach notatkę o tym, że Sokrates prowadził dialogi ze wszystkimi, którzy chcieli z nim rozmawiać. Jaką więc pewność mógł mieć rządzący Kacius, że nie rozmawiał również z wrogami Aten, choćby z atrakcyjnymi mieszkankami wyspy Lesbos? Stąd w 399 roku ogłoszono Sokratesa wrogiem demokracji ateńskiej, a Romanius Giertichus oskarżył go nawet o psucie młodzieży przez wpajanie jej szkodliwych poglądów. Został skazany na śmierć przez otrucie cykutą, którą zresztą sam zażył.

Sokrates miał jednak wiernego ucznia – Platona. I on również stawił się przed obliczem Lustracji. Od razu podejrzane wydały się jej dialogi Platona, zwłaszcza ten o państwie i drugi: o prawie. Bogini wiedziała doskonale, że los jej świątyni zależał od ówczesnych prawodawców Aten i że jedyną słuszną teorię państwa, prawa i sprawiedliwości ma Kacius. Logika nakazywała zatem skazać Platona na wygnanie. Ani Kacius, ani odpowiedzialny za ład i prawny porządek Zbicius Ziobrus, nie słyszeli nigdy o tajemniczym świecie idei, o jakim wspominał Platon. Obawiali się zatem, że świat idei istnieje naprawdę, a zbyt wielkie jego wpływy skażą Ateny i ich władzę na banicję.

Wreszcie przed oblicze Lustracji stawił się najniebezpieczniejszy z myślicieli - Arystoteles. Półki w archiwum Lustracji aż uginały się od obciążających materiałów. Bogini nie mogła zgodzić się z tym, że prawda jest rzeczywiście zgodnością tego co człowiek myśli, mówi i robi z rzeczywistością. Przecież jest tylko jedna prawda, a ów myśliciel, spacerując ze swymi uczniami brzegiem rzeki, odważył się głosić wielość nieznanego Kaciusowi i jego współpracownikom, logicznego myślenia. Jednak nie to było najbardziej niebezpieczne. Bogini Lustracja odkryła bowiem w swych teczkach, że Arystoteles był nauczycielem największego wroga Aten – Aleksandra Wielkiego. Tego było już za wiele. Zapadł wyrok – Arystoteles był agentem Macedonii.

Minęły lata. O Kaciusie, Lepperiosie, Ziobrusie i Giertychusie w historii nie pozostał ślad, no może poza tą historią. Tymczasem sława Sokratesa, Platona i Sofoklesa trwa. Po świątyni bogini Lustracji pozostały jedynie ruiny, odkurzane z fascynacją przez archeologów. Tylko po ulicach miast walają się w bezładzie pożółkłe papierzyska z otwartego na oścież archiwum bogini Lustracji. Można mieć nadzieję, że przyjdzie czas, gdy nikt już nie będzie chciał nimi straszyć tych, którzy dziś budują potęgę Aten. Nie może przecież jedna bogini decydować o losie szlachetnych i przestępców. Jest przecież sąd...

 

 

Piotr Chudziński

24.05.2007.