Źródła rozkoszy szukaj nie w obcym kraju, ale najbliżej - we własnej duszy - Epikur z Samos

Dla elit.. »

Poezja nasza niepowszednia …

Drukuj

W ostatnim czasie, imieninowo oraz świątecznie, podarowałam kilku zaprzyjaźnionym osobom tomiki poezji. Zaskoczenie, a nawet zdziwienie było duże.

Jedna z obdarowanych osób zadzwoniła po kilku dniach z podziękowaniem, że przywróciłam jej coś, o czym już … zapomniała. Stwierdziła – pani Grażyno, sam się teraz zastanawiam, czy ktoś jeszcze czyta wiersze ? Nasze życie stało się przecież bardzo prozaiczne, słowa zubożały, a nawet zwulgaryzowały się. Czytamy na ogół tylko nagłówki prasowe, ewentualnie pierwszy akapit tych wszystkich przytłaczających nas wieści, a pani zaproponowała mi wieczór pod lampą z gęstym „prawdziwym” słowem, z pewną filozofią, obrazowaniem, metaforą, z czasem na refleksję, którego już sobie praktycznie nie sprawiamy. Ciągle nas dokądś pędzi. A tu nagle czytam: Raz na liściu porzeczki usiadła biedronka. Ale już za późno, żeby cokolwiek ratować.

Pani Grażyno, ratujmy poezję!


No i poczułam się przywołana do tego, by znowu coś o kilku tomikach piętrzących się na moim nocnym stoliku napisać.

Wers zacytowany przez mojego znajomego pochodzi z tomu Jana Kaspera „Wyznania dozorcy mrówek”.

O każdym poecie można powiedzieć, że jest „osobliwy”. Przy czym każdy na swój sposób. JAN KASPER ma w sobie coś z poety „od biedronki”, czyli ks. Jana Twardowskiego, bo tak jak i on świetnie się czuje w gąszczu przyrody nazywanej po imieniu (bo powszechnie mówimy po prostu „drzewo”, nie buk, topola osika itp., mówimy „ptaki”, nie jaskółki, gile, sroki itd.), rozumie, że jesteśmy integralną częścią tego świata roślinno-zwierzęcego, niestety karczowanego boleśnie przez osobników nie czułych nie tylko na poezję.

Charakterystyczne dla tej twórczości jest przedstawianie skomplikowanych problemów

w sposób prosty, dostępny i dla mniej wyrobionych czytelników, acz nie pozbawiony nuty filozofii. Chociażby, gdy wpada w zastanawianie się nad sobą: Wychodzę, wracam/ Upewniam się, że zostawiłem drzwi zamknięte.// A jednak wolę/ nie wiem – od wiem. – Czytam w jego wierszu „Sześćdziesiątka”.

Jan Kasper urodził się w 1952 roku w Bielejewie w województwie wielkopolskim.

Jest absolwentem filologii polskiej Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu.

Przez wiele lat współpracował z poznańskim „Czasem Kultury” a w „Obserwatorze” publikował zbiory poezji.

Obecnie mieszka i pracuje (do 2011 roku pracował tam w I Liceum Ogólnokształcącym)

w Wągrowcu. Od 1981 roku prowadzi jedną z ważniejszych dla nurtu alternatywnego scenicznych form „Teatr Prób”, którego najgłośniejszym osiągnięciem pozostaje multimedialny spektakl „Okna”, prezentowany m.in. podczas IV Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Malta '94 w Poznaniu. Jest Jan Kasper autorem tomów wierszy: „Noc przed ocaleniem” (1985), „Przejście graniczne” (1985), „Zwierzęta doświadczalne” (1990), „Śmierć wizjonerów” (1993), „Miasto nad wodą” (1999), „Chleb z wiśniowym dżemem” (2000), zbioru wierszy „Ziemia dla skowronków” (2005), dalej tomików: „Wiry, strzępy, psie prognozy”, „Zbieracze jabłek” (2011) oraz omawianego tu tomiku „Wyznania dozorcy mrówek” (2015). Tomików tak oto postrzeganych przez krytyków literackich:

–W wierszach Kaspra mądra jest cisza, wewnętrzny spokój, dojrzałość. To jeszcze jeden przykład poezji miejsca, która w latach 90. XX wieku zdobyła sobie uprzywilejowaną pozycję w literaturze". (Julian Kornhauser - „Tygodnik Powszechny”).
– Jest u Kaspra zarówno wiara, jak i gorzka konstatacja o naszej indywidualnej (nie tylko twórczej) samotności, o pojedynczości każdego przeżycia, nieprzekładalności uczuć i wrażeń. Może zatem poezja jest ową sztuką przekładu „niewyrażalnego” na ciągle niedoskonałe „wyrażalne”". (Krzysztof Lisowski - „Nowe Książki”).

Moje więc odniesienie do poezji Jana Kacpra, jako tej duchowo pokrewnej księdzu Twardowskiemu nie jest bezzasadne. Obaj są osadzeni w definiowaniu duchowego wymiaru naszej rzeczywistości.

-

Przytaczam tu obszernie tzw. noty o autorze, jako że ważne niepomiernie często

w kontekście danej twórczości są zarówno korzenie autora, jak i to, w czym się realizuje, czego doświadcza. Nie ma przecież w intymnym akcie jakim jest poezja wyabstrahowania z tego kim się w istocie jest. Poezja to zwykle nie tyle alter ego, nie kostium literacki, co ego każdego z autorów. Rzadko bywa owym kamuflującym kostiumem, czy przybraną maską. Na ogół jednak bywa formą poza prozatorskiego dziennika, opisu, zwierzenia, definiowania.

-


Wiersze MARIUSZA GRZEBALSKIEGO potwierdzają jego bystrość obserwacji, analizę wydawać by się mogło publicystyczną otaczającej go rzeczywistości. Tak dzieje się

w wierszach dających obraz tego co tu i teraz – z mocnymi nieraz wersami, jak na przykład w tym zapisie, w wierszu „W starym języku”: Wciąż nierozwiązany pozostaje problem śmieci,/ których ilość niepokojąco wzrasta.// Na szczeblu lokalnym robi się wiele,/ żeby zmienić zaistniałą sytuację.// Buldożery już wyrównały grunt pod osiedle baraków/ dla rodzin nie płacących czynszu.// Tymczasowo eksmitujemy je do kontenerów za miastem./ Tylko jedną kobietę poddano hospitalizacji.// Nie wiemy jak długo potrwa jej agonia. / Tak, rozumiemy, że to tylko półśrodki.

Albo w tym:

„Przegląd prasy”: Słyszę o poetach z mojego rocznika, którzy "płoną"./ W każdym razie tak się o nich pisze.// Ale kiedy czytam ich przegadane wiersze,/ nie widzę płomieni,/ tylko przeglądające się w sobie,/ nic nieznaczące słowa.// Jest kilka minut po szóstej, przymrozek./ Czyszczę z lodu szyby samochodu.// Wiersz wyobrażam sobie jak kiedyś,/ jako coś użytecznego i prostego zarazem.// Jest jak bluza z kapturem, /którą założyłem przed wyjściem z domu./ Chroni od zimna, ale nie ma w niej kieszeni,/ które mógłbym wypchać byle czym./ Byle co zawsze jest pod ręką.

Urodzony w 1969 r. w Łodzi, poeta i prozaik, studiował filozofię i polonistykę na UAM

w Poznaniu, w którym zamieszkał. Jest autorem ośmiu zbiorów wierszy, laureatem m.in. nagrody literackiej im. Kazimiery Iłłakowiczówny (za zbiór wierszy „Negatyw”, 1994), nagrody Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek (za zbiór „Ulica Gnostycka”, 1997), nagrody Ericha Burdy (2001), Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej "Silesius" za najlepszą książkę poetycką roku 2013 zbiór wierszy „W innych okolicznościach”, za który był również nominowany do Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej 2014. Nagradzany przez Poznański Przegląd Nowości Wydawniczych (2001, 2012). Były redaktor naczelny Ogólnopolskiego Dwutygodnika Literackiego „Nowy Nurt” oraz redaktor artzina "Już Jest Jutro". W 2001 roku ukazał się wybór jego wierszy w przekładzie na język niemiecki – "Graffiti" (tłum. Doreen Daume, posłowie Alfreda Kolleritscha). Wydany w 2006 roku "Człowiek, który biegnie przez las” był jego debiutem prozatorskim. Obecnie pracuje jako redaktor w Wydawnictwie WBPiCAK, gdzie prowadzi promującą młodych, często dopiero debiutujących poetów Wielkopolską Bibliotekę Poezji ponieważ: …pośród naszych pozornie nudnych i przewidywalnych dekoracji rodzą się znakomici poeci, twórcy oryginalni, posługujący się własnym językiem, na swój sposób opisujący otaczający ich świat – orzeka.

Prowadzi też Bibliotekę Poezji Współczesnej, oraz jako redaktor "Dodatku LITERAckiego" Nagrody Literackiej Gdynia.)


– Kiedy pytałam Mariusza Grzebalskiego o istotę jego poezji (w rozmowie dla Kwartalnika Literackiego „WYSPA”), odpowiada dość zaskakująco:

Wiersz to od jakiegoś czasu rzadki gość w moim domu. Być może za długo i za często

w ostatnich latach zajmowałem się wierszami innych… Jednak, kiedy coś w moim pisaniu zaczyna się dziać, to na różne sposoby. Czasem piszę od ręki gotowy tekst, czasem męczę się nad pojedynczą frazą. Zazwyczaj długo poprawiam pierwotną wersję. W tym sensie można powiedzieć, że ukierunkowuję swoje wiersze. U mnie praca nad tekstem polega na dobieraniu się do pestki. Interesuje mnie to, co zostaje na końcu – nieusuwalne sedno. Dlatego piszę więcej niż ostatecznie zostawiam i zwykle długo wykreślam. Trwa to do momentu, kiedy intuicyjnie rozpoznaję, że nic więcej nie da się zrobić.

Wiersz to rodzaj rozmowy. Kiedy czytam poetów nadających na tych samych falach co ja,

to czuję się tak, jakbym rozmawiał z kumplami. Podoba mi się też metafora Krystyny Miłobędzkiej, która powiedziała, że wiersz jest jak podanie ręki.

Ripostuję: – Do tego „podania ręki” w jakimś stopniu nawiązuje Rilke pisząc: „Jest między nami/ nieopisana dyskrecja”, także Celan słowami: „uścisk dłoni i wiersz/ to to samo pomiędzy…”

Mariusz Grzebalski przytakuje: – Dokładnie tak, on wydobywa nas z alienacji, powoduje,

że przez chwilę nie jesteśmy sami – pomaga nam oswoić lęki.

Ba, gdy czytam ten wiersz, nie mam wątpliwości:

„Dom” // Zamurowano drzwi,/ drzazgi lecą/ przez rozbite okna,/ w pokojach wiatr/ wbija język pod farbę.// Coraz mniej nas,/ mniej miejsc,/ gdzie można się znaleźć,/ Co rok gorzej.//

Wystarcza moment,/ chwila nieuwagi./ Dosięga nas,/ na co nie mamy/ wpływu.

-

Na jednym ze spotkań autorskich przedstawiono MACIEJA KRZYŻANA (a o jego wierszach z tomu „Teraz wracam do swoich” na www.naturalnie,com.pl już jakiś czas temu pisałam, jeszcze zanim biografia poety stała się tak znacząca !, powiedziałabym, wyczerpująco: Autor urodził się w Namysłowie, z którego wyjechał wraz z rodziną

do Kłecka, gdzie spędził dzieciństwo. Od 1978 roku mieszka w Gnieźnie.

Jest absolwentem filologii polskiej UAM. Wiersze drukował m.in.: w „ Czasie Kultury”, „Toposie”, „Odrze” i Zeszytach Poetyckich”.

Zadebiutował na IV Piastowskim Lecie Poezji (17 i 18 września 1982) wygrywając Turniej Jednego Wiersza. W jury zasiadali wtedy, m.in. Krzysztof Kuczkowski i Piotr Kuncewicz..

Był współzałożycielem (1981 rok) i członkiem Poetyckiej Grupy Efektystów, działającej

do 1986 roku.

Autor pięciu tomików wierszy: „Okruchy” (2008), „Tymczasem wracam do swoich” (2011), „In tempus praesens” (2013), „Rekolekcje, czyli zapiski z trzeciego piętra” (2013) oraz „Poezja (nie)hermetyczna i podobne rytmy, czyli idąc dalej” (2015).

Jest redaktorem „Zeszytów Poetyckich”, zajmuje się również krytycznym odczytywaniem współczesnej poezji. Omawiał m.in. twórczość Krzysztofa Szymoniaka (odczyt publiczny

w Pracowni-Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego w Poznaniu). Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

W swojej twórczości Maciej Krzyżan pozostaje neoklasycystą, nawiązuje do Cypriana Kamila Norwida, Czesława Miłosza oraz Zbigniewa Herberta, z którym polemizuje stworzonym przez siebie „Panem Memento” (odpowiednik herbertowskiego Pana Cogito).

Analizując wspomniany już tu tom Macieja Krzyżana „Tymczasem wracam do swoich”

z 2011 roku, Piotr Szewc porównał twórczość poety do malarskich dzieł mistrzów miniatur, natomiast Krzysztof Lisowski odniósł się do konotacji z Czesławem Miłoszem.

Maciej Krzyżan jest oszczędny w słowach, zarówno występując publicznie, jak i w poezji.

W jego wierszach nie ma słów zbytecznych. Poetyckie credo uczynił z komunikatywności. Jego oryginalność polega na byciu sobą i pisaniu o własnych przeżyciach w sposób czyniący z nich doświadczenie wspólnotowe. Studiując filologię polską, poznał całą paletę środków poetyckiego wyrazu, ale wybrał własną drogę. Nie wstydzi się mistrzów, czasami do nich nawet ostentacyjnie nawiązuje. Tak się dzieje w cyklu wierszy, których bohaterem jest właśnie Pan Memento …

– Trudno i niezręcznie komentować wypowiedzi na temat własnej twórczości – wzbraniał się Maciej Krzyżan w mojej z nim rozmowie na łamach też już tutaj przywołanego Kwartalnika Literackiego „WYSPA” –. Jeśli jednak jest tak, jak w przywołanym przez Panią cytacie,

jeśli czytelnik odbiera mój głos jako komunikatywny, rzekłbym „anty-metaforyczny”,

a równocześnie w tym o czym i jak mówię odnajduje swoje rozterki, wewnętrzne zmagania, poprzez to poczucie wspólnoty z piszącym, to oznacza mniej więcej tyle, iż udaje mi się wypowiadać coś, co być może okazuje się uniwersalne. Nie oznacza to jednak, że ta próżna pewność towarzyszy mi cały czas, wręcz odwrotnie – targany jestem ciągłymi wątpliwościami, czemu zresztą dałem wyraz w jednym z wcześniejszych wierszy pisząc:

nie wiem czy moje słowa są dla nich/ wystarczająco proste ale czy z drugiej strony/ nie są zanadto dosłowne by powiedzieć/ choć odrobinę prawdy o mej dobrej woli.


To co mnie uwodzi w wierszach Macieja Krzyżana, to właśnie oszczędność narracji, zasłuchanie, zapatrzenie, wczytanie, uważna polemika (– Glosa do Czesława Miłosza „Piosenki o końcu świata” : To staje się już – /Codziennie ma swój koniec /Widzialnego świata// Sumienie tymczasem / Ciągle mnie niepokoi. – z tomu „Tymczasem wracam

do swoich”).

– Proszę zwrócić uwagę, iż w tym tekście Miłoszowego starożytnego daimoniona – mówił Maciej Krzyżan w rozmowie ze mną – zastępuję chrześcijańskim sumieniem, sumieniem, które gdy niepokoi, gdy coś mi wyrzuca – ale też pozwala odróżniać dobro od zła – jest właśnie tym kierowanym do mnie osobiście głosem Boga. I tego się trzymam wędrując ścieżkami codzienności…

Teraz otrzymujemy jego wybór wierszy zamknięty w tomie „Tęsknota”.

Krytyka określa go jako „ … poetę powinności, który nie ucieka od moralizatorstwa.

Jego poezja, zawsze pamięta o wspólnocie, o kontekście zbiorowości, w której powstaje i,

w której poeta żyje. Poeta ma świadomość wyobcowania, odrębności, ale nie jest to wyobcowanie człowieka, który się buntuje przeciwko tej wspólnocie, ale wyobcowanie człowieka, który bardzo głęboko przeżywa rozpad więzi wspólnotowych, przeżywa ekspansję popkultury – pisał po ukazaniu się „Rekolekcji …” zauważa w posłowie do „Tęsknoty” Jarosław Jakubowski.

Ale podkreślić również należy, że w wierszach Macieja Krzyżana ujmuje jego jednocześnie naturalność, nie wymuszoność,. Postrzega, czuje, myśli wyraża – zapisem sprawnym, celnym. Jak tu w wierszu aforystycznym, traktowanym jak notatka: „z notatek (6)” – próbuję powiedzieć/ tylko tyle/ iż znacznie trudniej/ żyć w prawdzie/ niż o niej/ pisać


Wrażliwy na obraz, tom „Tęsknota” dopełnia surowymi, jednoczenie gorącymi emocjonalnie obrazami zaprzyjaźnionego malarza Jana Kaji.

-


Zadymiona pieczęć wyłoniła się zza wydm i kurtyn. Żyliśmy skromnie,

nie licząc aparatu fotograficznego „Łomo” i szklanych warcabów. Po

kilku godzinach odnaleźliśmy w lesie gliniasty drut, poza zasięgiem

drogowskazów. Willa stała na polanie. Pani sołtys dała nam korkociąg

i klucze, w środku ktoś włączył światło. „To nic. Tam się pisze powieści”

- rzuciła mimochodem. Żaden klucz nie pasował do zamka, rowery już

wcześniej zakopały się w piasku.

– To poetycka opowieść, poetycki zapis pt. „Villa R. (Klee)” z nader osobliwego (jeżeli już wcześniej zauważałam, iż każdy z poetów jest twórcą osobliwym) tomiku „Drożdżownia” JAKUBA KORNHAUSERA – (ur. w 1984 r.) – literaturoznawcy, tłumacza, poety. Pracownika naukowego Uniwersytetu Jagiellońskiego, wykładowcy na Wydziale Romanistyki tego Uniwersytetu. Badacza awangardy i dwudziestowiecznego surrealizmu. Członka redakcji „Literatury na Świecie”. Autora książek „Całkowita rewolucja. Status przedmiotów w poezji europejskiego surrealizmu” (2015) oraz „Głuchy brudnopis. Antologia manifestów awangard Europy Środkowej” (2014). Autora również dwóch tomów poezji: „Niebezpieczny paragraf” (2007) oraz „ Niejasne istnienia” (2009).

Ponadto jeszcze taternika i rowerzysty.

Jakub Kornhauser przyznaje, że najciekawsze dla niego jest pogranicze, takie na przykład jak peryferyjna krakowska dzielnica Bieżanów, także sfera pogranicza między wyobrażeniami

a wspomnieniami, pomiędzy prawdą a konfabulacją, pomiędzy codziennością, a fantazją.

Z tych fascynacji, tych zainteresowań, spostrzeżeń i przemyśleń – a jest, trzeba podkreślić – podobnie jak ojciec Julinan Kornhauser – bacznych obserwacji rzeczywistości, wyłaniają się jego tajemnicze, na poły surrealistyczne, znaczone malarstwem takich twórców jak Paul Klee, Egon Schiele, Kazimierz Malewicz, Chaim Soutine, czy James Sidney Ensor –

poetyckie obrazy.

Kiedy odbierał dwa lata temu właśnie za tom „Drożdżowania” Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej, w opracowaniach, notach o jego twórczości oczywiście porównywano

go ( jak to się zwykło mówić „ z automatu”) z ojcem – twórcą z poetyckiej formacji z lat 70. minionego wieku NOWEJ FALI.


Justyna Sobolewska pisała wówczas, w że swoim surrealizmie syn spotyka się też z wczesną poezją ojca – z czasów jego debiutanckiego tomu „Nastanie święto i dla leniuchów”, że łączy ich uwaga nakierowana na przedmioty. – U Jakuba – cytuję – jak w surrealizmie, przedmioty ożywają: „Pochód przedmiotów: żelazka, kieliszki, buty”. Pojawia się żydowska przeszłość, jakieś miasteczko gdzieś z początku wieku? Ale zamiast nostalgicznej narracji o utraconej przeszłości mamy obrazy jak ze snu, słowa, o które się potykamy (np. parawiroza), niepasujące, współczesne.

„Dla mnie jest to opowieść o niemożliwości dotarcia do pamięci zbiorowej. (…) Jedno zdanie mówi o tym, co zdarzyło się mnie, moim bliskim, kolejne o tym, co się przyśniło, kolejne ożywia fotografię” – powróciła w swoim eseju do wypowiedź poety-syna.

Bardzo ciekawa – komentowała – i poetycko odświeżająca jest ta perspektywa wyobrażonej przeszłości, na którą składają się sztuka, fotografie, opowieści, sny i wspomnienia.

Kornhauser potrafi budować też sugestywne obrazy: „Ostatnie domy czołgały się do wyjścia” – świetne, prawda? – Nie bez racji zachwycała się tym co ją , mnie i innych zwolenników poezji Jakuba Kornhausera olśniewa – ruchoma (tak to nazywam), wielopłaszczyznowa wyobraźnia, wprowadzająca nas, czytelników jego opowiadań w głąb jak ze snu przywoływanych obrazów, niejednokrotnie odwołujących się do kultury żydowskiej.

Ten tomik nie to, że nie „regularnych” wierszy, lecz rzadkiej już dzisiaj spotykanej poetyckiej prozy, mam wśród kilku najbliżej cały czas wyłożonych książek.

Otwieram go od czasu do czasu i oddalam się z wrzawy i prymitywności, wulgarności blokowiska, czytam:

Drożdżownia
W starym budynku, gnieżdżącym się pod kominami, mieszkał zielony
dzięcioł, głuchy jak pień. Przez rozbite okna wrzucaliśmy mu chleb
i mrówki. Wszędzie walało się drewno, a tynk na ścianach przypominał
zwoje Tory. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że w ruinach nad rzeką ukrywa się
mała bóżnica. Butwiejące liście pachniały drożdżami. Obserwowaliśmy,
jak naszym trzewikom namakają nosy. Ojciec nigdy nie chciał uwierzyć,
że dzięcioł śmieje się jak człowiek. Zresztą mieszkały tam też inne ptaki,
nie większe od kciuka. Była jesień, a śnieg spadł dopiero w marcu.


No i zastanawiam sie, czy ja rzeczywiście od tego mojego tu i teraz otoczenia się oddalam.

Jest bowiem w tym tomiku Jakuba Kornhausera podobny co tu i teraz stan napięcia. Otoczenie historycznie, cywilizacyjnie sytuuje się inaczej, jednak coś, co w powietrzu wisi, gęstnieje, ma stan bardzo podobnego, podskórnego, niepomiernego napięcia jak

w „Drożdżowni” – do tego jest już styczeń, a śniegu ciągle nie ma …

Grażyna Banaszkiewicz


-

Jan Kasper

Wyznania dozorcy mrówek

Edytor: Fundacja Pogranicze

i Ośrodek „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów”

Sejny 2015


Mariusz Grzebalski

Dziennik pokładowy

Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej

i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu

Poznań 2016


Maciej Krzyżan

Tęsknota – wybór wierszy

Wydawca: Galeria Autorska 2017

Bydgoszcz 2017


Jakub Kornhauser

Drożdżownia

Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej

i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu

Poznań 2015