Adwokat to wynajęte sumienie - Fiodor Dostojewski
Dla elit.. »

Nie tylko dla wilków morskich

 

To pierwsza tego typu impreza w Polsce. Szczecin na kilka dni zamienił się w stolicę światowego żeglarstwa za sprawą międzynarodowych regat żaglowych. To robi wrażenie nawet na największych szczurach lądowych.

Świat morza tak naprawdę znany jest głównie tym, którzy mają z morzem żywy kontakt, często już od dziecka. Jednak tak wielu bez względu na rejon zamieszkania chciałoby choć na chwilę posmakować życia „od portu do portu”. Już samo może fascynuje swą potęgą i spokojem zarazem, bezkresem i głębią.

 O żaglowcach mówi się, że to „białe ptaki oceanów”. Nawet jednak białe ptaki, mają czasem swój zmierzch. Kres żaglowcom położyło wynalezienie parowego silnika okrętowego oraz otwarcie w 1969 roku Kanału Sueskiego, co skróciło drogę do Indii. Aby uratować to bezcenne dziedzictwo mórz, w latach 50 tych XX wieku postanowiono po raz pierwszy zorganizować międzynarodowe regaty. Cieszy, że podczas długiej historii ich trwania jest wiele polskich akcentów z których na uwagę zasługuje żaglowiec „Dar Młodzieży”, który nie dość, że wygrał regaty w 1972 roku, to póki co nie zdążył się zestarzeć i dwukrotnie – w 1994 i 2001 został najszybszym żaglowcem rozgrywek. Morze i jego tematyka może być przyczynkiem do refleksji nie tylko dla tych, którzy związali bezpośrednio z nim swoje życie. Szkoła pod żaglami kreuje przecież w młodych bardzo ważne cechy charakteru: wytrwałość, odwagę, hart ducha. Myślę, że to nie przypadek, że wielki ruch społeczny noszący nazwę „Solidarność” zrodził się właśnie wśród ludzi związanych z morzem. Temat żeglowania jest również przyczynkiem rozważań natury filozoficznej. Wiedzieli to również starożytni. Plutarch mawiał, że navigare necesse est – żeglowanie jest koniecznością. Patrzenie na własne życie jak na żeglowanie, wbrew pozorom może rodzić optymizm. Życie jako podróż to nie tylko bycie w biegu, ale również odkrywanie nowych światów i ciekawych doznań. To poszerzanie horyzontów o coraz to nowe przestrzenie. Dobrze, aby każdy miał w sobie coś z marynarza – nieustępliwość, niepoddawanie się w walce z żywiołem, umiejętność współdziałania z żywiołami natury, ten błysk w oku, który każe – zdawać by się mogło mimo braku sił – wypłynąć po raz kolejny na spotkanie ku przygodzie. Jest w reszcie to marzenie, obecne chyba w każdym człowieku, bez względu na poglądy religijne. Polega ono na owym nie do końca wypowiedzianym pragnieniu dopłynięcia wreszcie do ostatniego portu w którym nie będzie trzeba się już o nic martwić.

 

 

Póki co jednak, można zaśpiewać taki, czy inny szant:

„Pożeglować, hen do nikąd, pożeglować.

 Jeszcze dalej, za horyzont – złapać wiatr.

 Pożeglować – byle krypą pożeglować.

 I zostawić za pośladkiem cały świat.

 

 

No i podszlifować swój charakter...

 

 

                                                

 

Piotr Chudziński - Szczecin

05.08.2007.