Wielkość człowieka mierzy się  jego wielkością wolności - Parmenides z Elei 
Dla elit.. »

Między wykształciuchami, łżeelitami a moherami...

Język politycznej nowomowy nie jest już prawie nikogo w stanie zaskoczyć. Niby przez przypadek, politycy dzielą ludzi, ze względu na ich światopogląd i sposób myślenia.

Z jednej strony mamy więc wykształciuchów. Wykształciuch, to człowiek udający kogoś wybitnie uczonego. W rzeczywistości obraca on znanymi frazesami i manipuluje poglądami, tak aby osiągnąć własny, medialno-polityczny sukces. Wykształciuch prawdopodobnie mieszka w pięknym domu i jeździ dość przyzwoitym samochodem. Dorobił się tego wszystkiego, przez publikacje naukowych, a częściej pseudonaukowych badań na taki czy inny temat. Specjalizuje się w badaniu opinii społecznej na taki, czy inny temat i jej soczystym komentowaniu. Zazwyczaj stoi obok wielkiej polityki i ogranicza się do posiadania autorytetu moralnego, co daje mu prawo do wypowiadania się we wszystkich sprawach tego świata. Przynajmniej tak mu się wydaje. Wykształciuch nie byłby sobą, gdyby nie zabrał głosu w palących problemach społecznych, które wymagają właśnie jego niepowtarzalnego komentarza. Do wykształciucha dziennikarze różnej maści idą po ocenę jak do wyroczni, bo wykształciuch sprawa wrażenie, że zna się na wszystkim: teczkach SB, aborcji i eutanazji, Kościele, wolnym rynku, polityce zagranicznej, kwotach mlecznych i dopłatach bezpośrednich oraz na nie wiadomo jeszcze czym. Jedno jest pewne: cokolwiek w kraju czy na świecie by się nie wydarzyło, to właśnie on będzie w sposób jedyny i autyorytatywny komentować to zgodnie z prawdą.

Gorszą odmianą wykształciucha jest przedstawiciel łżeelity. Najprościej rzecz ujmując to wykształciuch, który dzięki znajomościom i układom dostał się do władzy. To szczególnie niebezpieczny gatunek, który zagraża młodej IV Rzeczpospolitej. Jak sama nazwa wskazuje należy do elity, ale jednocześnie łże jak pies. Wniosek: aby należeć do elity trzeba troszkę nakłamać. Przedstawiciel łżeelity dorobił się dużo większego domu, może nawet niejednego i porusza się nie jakimś tam zwykłym luksusowym samochodem, ale limuzyną z ochroną. Człowiek taki nie tylko zna się na wszystkim, ale potrafi ową wiedzę przerobić na gorsze lub lepsze prawo. To dzięki łżeelitom doczekaliśmy się wielu aktów prawnych, które staną się wybawieniem dla wszystkich przeciętnych Kowalskich. Kluczem jest ustawa lustracyjna, która wreszcie oczyści Polskę z agentów, prawdziwych czy domniemanych. A że naród oświatą stoi, to od nowego roku do szkoły powrócą upragnione przez większość kuratorów (rzecz jasna nie wywodzących się ze łżeelity, ale z prawych obywateli) mundurki. Jakby co, to zawsze będziemy mogli postawić kogoś przed szybkim 24 godzinnym sądem, który w mig orzeknie, czy ktoś jest winny, czy nie. Możnaby rzec, że wszystko idzie ku dobremu, a jednak wielu z nas czuje, że owo dobre jest jeszcze daleko przed nami.

Po drugiej stronie barykady są wreszcie znienawidzone przez wykształciuchów i łżeelity mohery. To tacy ludzie, którzy w mniemaniu tych pierwszych i tych drugich stanowią tę ciemną masę społeczeństwa, która kompletnie nic nie rozumie. Nie rozumie zatem dziejących się rewolucyjnych przemian, które z katolickiego ciemnogrodu mają przemienić nasz kraj w „drugą Japonię”. Co gorsza są tak uparcie naiwni, że wierzą we wszystko Ojcu Dyrektorowi, choćby ten na antenie swojego radia stwierdził, że białe jest czarne. Co gorsza, wierni słuchacze przeznaczają swoje pieniądze na owo dzieło, zamiast przeznaczyć je na jakąś światłą fundację, która wreszcie przyczyni się do oświecenia naszego społeczeństwa i wyjścia na dobre z naszego polskiego „katolandu”. Krytycy jakby zapomnieli, że wolny człowiek ma prawo przeznaczyć swoje pieniądze na co tam mu się żywnie podoba i nawet ktoś o moralnym autorytecie wykształciucha nie ma prawa mu tego zabronić.

Wydaje się zatem, że społeczeństwo zostało już podzielone, a podział na wykształciuchów, łżeelity i mohery jest niezaprzeczalny. Tymczasem okazuje się, że nie. Ten podział ukrywa nasze narodowe słabości, wady i przywary. Będziemy się im bacznie przyglądać w nowym cyklu, który rozpoczynamy w „Naturalnie”. Chcemy patrzeć na ludzi, nie dzieląc ich ze względu na poglądy. Dużo ciekawiej można na nich spojrzeć, dzieląc ich na zawodowe grupy. Jak zobaczymy, każdą z nich dotykają wady, które po części dotyczą nas wszystkich.

 

Piotr Chudziński