Adwokat to wynajęte sumienie - Fiodor Dostojewski
Dla elit.. »

Mamy swoje zdanie

"...iż Polacy nie gęsi..."

Już dawno nie zdarzyło się w polskim sejmie, aby niemal wszyscy byli „za”. Już dawno również znielubiony przez niektórych uczniów pierwiastek, nie był aż tak popularny.

Chodzi oczywiście o sposób liczenia głosów w Unii Europejskiej. Dyskusja na ten temat, jest tak na prawdę próba odpowiedzi na pytanie, czy taki kraj jak Polska, może stawiać jakiekolwiek warunki „starej” Europie.

Groźba polskiego weta zachęciła do podróży polityków państw UE. Do naszego kraju przyjechał już świeżo wybrany prezydent Francji i lewicowy premier Hiszpanii. Owe podróże i klimat w jakim rozgrywa się dyskusja o podziale głosów, każe przypuszczać, że czasem warto się „postawić”. Oczywiście chodzi przede wszystkim o możliwie jak najbardziej demokratyczny i sprawiedliwy podział głosów. Jednak jest w tym coś więcej. Okazało się bowiem, że nie musimy być wreszcie ubogimi krewnymi Unii. Zdecydowane stanowisko – najpierw w sprawach natury handlowej (eksport polskiego mięsa do Rosji), a teraz w sprawie politycznej, przynosi pożądany rezultat. Jest to jasny sygnał dla mocarstw europejskich, że Polska ma swoje zdanie i że nie musi ono być zgodne z ogólnie przyjętym sposobem myślenia.

Oczywiście nasze stanowisko nie wyklucza kompromisu. W polityce na dialog zawsze musi być miejsce. Jednak nie zgadzam się z tymi, którzy uważają, że nie ma sensu tak stanowczo prezentować swojego stanowiska. Polscy postkomuniści uparcie przekonywali, że Polska powinna pójść na kompromis i zrezygnować ze swojego twardego stanowiska. Widocznie w słowniku panów spod znaku SLD słowo kompromis, oznacza rezygnację ze swojego stanowiska, na rzecz utrzymania pozycji Niemiec i Francji. Nie można tymczasem nazywać kompromisem czegoś, co nim nie jest. Chyba trochę za szybko społeczność międzynarodowa przyzwyczaiła się do tego, że Polska w imię kompromisu zrezygnuje z własnego stanowiska w takich, czy innych kwestiach. Rezygnacja ta była by zaprzeczeniem zasady partnerstwa i solidarności na których zbudowana jest UE.

Wcale nie jestem pewien, czy polityczne starcie, nazwane już „bitwą o pierwiastek” będzie wygrane. Jedno jednak nie ulega wątpliwości: Polska będzie coraz bardziej postrzegana przez inne kraje, jako wymagający partner z którego zdaniem trzeba się liczyć. Takie postrzeganie Polski jest równie ważne, jak sposób liczenia głosów w coraz bardziej rozlazłym klubie, jakim jest UE. Warto bowiem uświadomić sobie, że pierwiastkowy system liczenia głosów jest dziełem polskich matematyków z Krakowa. Może zatem czas na "kompromis jagielloński"?

 

 

Piotr Chudziński

16.06.2007.