Adwokat to wynajęte sumienie - Fiodor Dostojewski
Dla elit.. »

Cud zapomniany

 

 

15 sierpnia 1920 roku dokonało się coś wielkiego. Szkoda, że Polakom ta data kojarzy się jedynie ze święceniem ziół i kwiatów oraz dożynkami. Ciągle jeszcze tak mało naszych rodaków, a jeszcze mniej obywateli Europy kojarzy tę datę z wielką ofiarą polskiego żołnierza i kunsztem marszałka Józefa Piłsudskiego.

Lord Edgar Vincenty D’Abernon dodał tę bitwę do katalogu największych bitew w historii. Niestety na tym uznanie Europy dla wyczynu polskiej armii się kończy. Europa zapomniała, że gdyby nie Polacy, to stary kontynent wyglądałby zupełnie inaczej. Bez wątpienia, gdybyśmy wtedy nie powstrzymali sowietów pod dowództwem Sergieja Kamieniewa, idea komunistycznego raju na ziemi zalałaby całą Europę: skłócone po abdykacji Wilhelma II Niemcy, młode państwa powstałe w wyniku traktatu wersalskiego, takie jak Czechosłowacja czy kraje bałkańskie. Tego dnia – 15 sierpnia 2007 roku możemy być dumni, że 87 lat temu uratowaliśmy Europę przed chaosem i kolejną wojną.

Warto byłoby zrobić z tej bitwy coś w rodzaju “towaru eksportowego”, tak jak uczyniono to z Powstaniem Warszawskim. Trzeba zrobić wszystko, żeby popularyzować ten moment chwały polskiego żołnierza, aby Europejczycy zrozumieli, jak wiele zawdzięczają narodowi z nad Wisły. Fakt, że historia bitwy warszawskiej jest w krajach Zachodu praktycznie nieznana i przemilczana, to efekt kilkudziesięciu lat zaniedbań, które trzeba sprawnie nadrobić. Tymczasem nawet w Polsce, dużo silniej eksponuje się przypadające w ten dzień - zacne co prawda - święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Dobrze byłoby, aby nam – Europejczykom – ten dzień kojarzył się nie tylko religijnie.

Nie tylko z kościelnych ambon, usłyszeć można w ten dzień pełne zachwytu słowa o tzw. cudzie nad Wisłą, który miał wtedy miejsce. Nie należy oczywiście pomijać religijnej i moralnej siły Polaków wypływających z wiary. Ikoną siły płynącej z wiary stał się ks. Ignacy Skorupka, ze słowami modlitwy na ustach, prowadzący w pierwszym szeregu żołnierzy do walki. Takie obrazy na pewno wpływały na poprawę morali żołnierzy. Jednak samo określenie “cud nad Wisłą” jest świadectwem polskiej małości i kłótliwości. Ukute zostało przez politycznych przeciwników dwóch wielkich architektów tego zwycięstwa: Józefa Piłsudskiego i szefa sztabu – gen. Tadeusza Rozwadowskiego. To oni zaplanowali i przeprowadzili decydujące uderzenie z nad rzeki Wieprz. Wielki ukłon należy się również polskim kryptologom, którzy sprawnie rozszyfrowali rosyjski szyfr, co dawało polskiemu dowództwu kluczowe informacje o położeniu wrogich wojsk i panującym w Armii Czerwonej niskim morale, chorobach oraz dezorganizacji.

Rozstrzygnięcie, czy cud był, czy go nie było jest drugorzędne. Ważne są fakty, a te przemawiają raczej za geniuszem taktycznym dowódców wojskowych. Idzie z nimi w parze wielka mobilizacja Polaków: żołnierzy i cywilów. Pamiętajmy, że Polska wtedy całkiem niedawno odzyskała niepodległość. Jej młoda państwowość i obywatele na pewno nie byli przygotowani do kolejnej wielkiej wojny. Jednak jakby na przekór wszystkiemu potrafili jeszcze raz – często na ochotnika – stanąć do walki, oddać biżuterię, przekazać swoje wątłe oszczędności i pracować w fabrykach po 12 godzin, aby ocalić swój kraj i Europę. Wtedy nas było na to stać...

 

Krystyna Preiss

14.08.2007.