Trzeba śmiać się nie czekając na szczęście, bo gotowiśmy umrzeć nie uśmiechnąwszy się ani razu - Jean de La Bruyere
Dla elit.. »

… tam gdzie mowa staje się zasiewem rzeczywistości (nowy tomik Kazimierza Brakonieckiego)

Drukuj

XXIV


Jestem tym wszystkim

co umarli pozostawili we mnie po omacku

abym im współczuł pomścił pokochał

pomógł w dalszej miłości do niepojętego

co wcale nie jest bogiem ani objawioną prawdą

lecz mieści się w oczach w mózgu dłoni

którą wyciągają przeze mnie piszącego

bo nie zaznali ani miłości ani szacunku

i teraz tą ich ręką analfabetów piszę

pazurem czarnym od błyskawic i roboty

po zmarnowanym ciele żywota i zgonów

tak aby ich śmierć w miłość przenieść

tam gdzie mowa staje się zasiewem rzeczywistości


=


Sięgam po XXIV zapis z tomiku „Erodotyki” Kazimierza Brakonieckiego, bo on wydaje mi się nie to że najszczerszym, nie – ten tomik cały jest cały szczery, jak zwykło się określać –

do bólu. Mówi o poecie i jego czterdziestoletnim małżeństwie, ale właściwie traktuje o każdym z nas, o tym, że tak realnie – nikt nas nie uczy miłości.

Kiedy jesteśmy młodzi i świat stoi przed nami otworem, chcemy wziąć z niego, co tylko można, z tzw. saldem dodatnim po naszej stronie. Dopiero spojrzenie za siebie z perspektywy

dziesiątek lat, gdy z bliską osobą stapiamy się niemal w jedno, gdy spoglądamy w ten tunel za nami, widzimy siebie (a trzeba na to spojrzenie mieć odwagę), ze wszystkimi swoimi egoizmami, z tym wsłuchiwaniem się głównie (co częste zwłaszcza u ludzi sztuki) w swoje emocje, swoje potrzeby, swoje projekcje. Z wiekiem nasza siła walki słabnie, coraz bardziej potrzebujemy wsparcia, zrozumienia, wysłuchania przez drugą osobę, pójścia przez łąkę za rękę. Patrzymy ma to nasze życie i nie my wątpliwości, że te przeszłe lata to nie JA, ale MY.


Oczywiście Kazimierz Brakoniecki nie jest pierwszym poetą, który składa poetycki hołd swojej żonie. Wielu dedykowało im swoje wiersze, czy tomiki (mam na przykład w pamięci debiutancki tomik Stanisława Barańczaka „Korekta twarzy" – dedykowany żonie Ani,

albo – w obszar prozy też wchodząc – najnowszą powieść Stefana Chwina "Żona prezydenta"

z dedykacją dla żony pisarza, ect, ect.)

Odruchowo niemal z przestrzeni poetyckich intymności wyłania mi się w pamięci Konstanty Ildefons Gałczyński …

Ale Kazimierz Brakoniecki nie jest ckliwy.

Jarosław Iwaszkiewicz tu mi się nasuwa z pięknym, mądrym, rozliczeniowym poematem „Stary poeta”.*

I nie chodzi tu o żadne porównanie wprost. Nie. Iwaszkiewicz i Brakoniecki to bardzo różne literackie epoki, inne doświadczenia, osobowości, że nie powiem – różne skłonności czego biografowie już dzisiaj nie skrywają, ale ja nie chcę się odnosić tu do skłonności, lecz do istoty małżeńskiego związku po latach, kiedy wypalają się emocje jako takie, a zostaje coś, co ma wartość nie do przecenienia: przyjaźń, zaufanie, poczucie wzajemnego oparcia.

To jest tu dla mnie oś obu zapisów odnoszących się do przebycia wspólnej życiowej drogi. Dlatego innym jeszcze wiersz Iwaszkiewicz, adresowany wprost, przytaczam:


Do Żony**


Strudzony pięknem, którem co dzień łowił

W rozwarte chciwie uszy i źrenice,

Gdy umrę, nie płacz. Usnę syty życia,

Które jest wielkie, trudne i burzliwe.

Bóstwo, co ogniem przez me członki biegło,

Odleci wyżej albo się rozwieje;

Serce bijące tak żywo — zastygnie,

A głos umarłą stanie się literą.

Wtedy pomyślisz sobie, że zbyt drobne

Zostają po mnie ułomki wyrazów.

Lecz wiedz, że nieraz godziny zachwytu

Słowo dławiły mi w piersi za ciasnej.

Świat był zbyt piękny, abym tylko tobie

Oddał me wiersze. O najukochańsza,

W nieogarnione patrzałem przestrzenie,

Nieogarnione brały mnie uczucia.

Lecz gdy tu ludzie, tam gwiazdy na niebie

Serce me wiecznym pruły kołowrotem —

Ty trwałaś wierna jak woda, niezmienna,

Jedyna w świecie, która mnie kochałaś.


O ! Jerzy Harasymowicz mi się tu też nasuwa i jego wiersz: Żony poetów”***:

Żony poetów to te co mają
Jakby jeszcze jednego świętego na głowie
Który jednak nic gratis z nieba nie dostaje
A na widok szynki robi oczy krowie

Żony poetów wyganiają spod łóżka kurzu myszkę
W balii Pegaza myją ryżową szczotką
Księgę poety jak ministrant za nim noszą
Resztką ze stołu poety dzielą się z kotką

Żony poetów to są amazonki spod Pegaza znaku
Co walczą dla poety o atrament i cukier i papier
Żony poetów są między obłokiem a podłóg myciem
Ich rajski chleb jest piołunu obsypany makiem

One mają w sobie coś z ptaka i leśnej wróżki
Ich świata melon zielony daleko rośnie od ludzkich dróg
Od ludzi mają widły plotek które dziobią ich nóżki
Od poetów serca czerwony głóg

– Ale to dla mnie nieco cynizmem podszyte spojrzenie, spojrzenie z boku.

U Kazimierza Brakonieckiego jest życiowa i literacka pokora, dojrzałość człowieka, który

już wie, że w związku dwojga wiążących się ludzi budulcem, spoiwem jest wzajemność,

że … trawestując słowa przebojowej niegdyś piosenki: Jaka róża, taki cierń…****

-

To nie jest łatwy tomik.

Żaden z tomików poezji Kazimierza Brakonieckiego takim nie jest. Poeta wymaga od czytelnika nie tyle podążania za jego słowem, rozkodowywania obrazów, emocji, co bycia już osadzonym w obszarze literatury i sztuki, wymaga także zdolności do wizualizowania konkretnych miejsc, odczytywania konkretnych zdarzeń.

Każda poezja pozostaje niezmiernie osobista. O ile jednak większość poetyckich zapisów otwiera w nas przestrzenie już przyswojone, o tyle jego gęstość słowa, w tym przypadku niezmiernie intymnych zwierzeń prowadzi nas dalej. Jednocześnie chwilami zaskakującą zbitką sylab rozczula (od tytułu tomu poczynając: „Erodotyki”), czy wręcz stawia nas w pewnej bliskości siebie: Ko-Hana (wyjawię – imię żony poety: Hanna), Ciałość …itp.

Nie ma w tym tomiku tabu:


XXXVIII


Gdybyś umarła przede mną

ziemię czarną bym rozkroił nożem

Gdybyś zmartwychwstała beze mnie

Boga bym rozkroił słowem

Gdybym umarł przed tobą

ciało moje rozkroisz ogniem

Nie wierzę w ciał wskrzeszenie

wierzę w miłość trudną i dobrą

do unicestwienia

-

Ale jest w tym tomiku pewien klucz, pewna paralela – klucz pozwalający zrozumieć w pełni przesłanie tego zbioru wierszy Kazimierza Brakonieckiego.

Mam na myśli zawarte w tomiku motto:

Qui a le cuer si ait le cor Chrétien de Troyes


Chrétien de Troyes, albo Krystian z Troyes (ok. 1135-1185) – średniowieczny poeta francuski, autor romansów rycerskich, opartych na legendach arturiańskich.

Jego „Percewal z Walii”, „Lancelot” i „Iwajna” należą do klasycznych ujęć tej tematyki w literaturze.

Był jednym – podkreślają badacze opracowań epistolografii rycerskiej – z pierwszych pisarzy opisujących historię Graala. Poświęcił tej tematyce romans „Percewal”. Opracowując wszystkie trzy wielkie gałęzie tematyki bretońskiej, na blisko trzy wieki narzucił ją nie tylko literaturze francuskiej, ale i europejskiej, a pośrednio wpłynął też na twórczość późniejszych wieków.

Głównym przedmiotem zainteresowania poety (podkreślenie GB) w środkowym okresie jego twórczości pozostaje miłość małżeńska, miejsce kobiety, stosunek miłości

i obowiązku.

Poświęca tej tematyce utwory: „Ereka”, „Cligèsa” i „Iwajna”. W swej refleksji czerpie po części z Owidiusza, uznając znaczenie miłości cielesnej, choć odrzuca jego kult płochych miłostek i koncepcję miłości jako niszczycielskiej, kosmicznej siły.

Prawdziwa miłość jest dla Chrétiena możliwa tylko w wiernym i nierozerwalnym małżeństwie […]

Odrodzenie romansu rycerskiego na przełomie XVIII i XIX wieku rozpoczynają twórcy języka niemieckiego. W 1753 roku szwajcarski filolog Johann Jakob Bodmer opracowuje „Der Parzival”, a w 1755 „Ganuret”. Tematykę tą podejmują romantycy: Friedrich

de la Motte Fougé, Ludwig Uhland oraz Karl Immermann – autor dramatu „Merlin” (1832)

i poematu „Tristan i Izolda” (1841).

Na światowe sceny tematykę bretońską wprowadzają dramaty muzyczne Wagnera: „Lohengrin” (1847), „Tristan i Izolda” (1859), „Parsifal” (1877). W 1914 roku dramat oparty na tej tematyce pisze Gerhart Hauptmann.

-

Tyle tytułem zakorzenienia literackiego Kazimierza Brakonieckiego, swobodnie poruszającego się i – jak widać – nie bez fascynacji w o kręgu języka francuskiego oraz francuskiej, bretońskiej kultury.


Owo: Qui a le cuer si ait le cor, tłumaczy się ze starofrancuskiego jako powiedzenie, maksymę średniowiecznego barda: Kto ma serce ma i ciało.


I


Nie wiedziałem dlaczego

ale zdarzyło mi się wołać

w głąb ziemi lub drzewa

o pomoc do dawnych bogów


Urodzić się na nowo

to umierać podwójnie

Kropla krwi opadła z języka

na alfabet twojego ciała

w którym stałem się człowiekiem

-

Czytając w jednej ze podróży  te wiersze ponowienie ,wysłałam do żony Kazimiera Brakonieckiego sms (cytuję go za zgodą zainteresowanej) z pytaniem – co czuje żona, co czuje kobieta, gdy w krągłą rocznicę bycia razem ze swoim życiowym partnerem dostaje taki prezent, taki tomik, takie wiersze, takie wyznanie ?!


Odpowiedziała:

Teraz czuję się szczęśliwa jak nigdy.

Bezpieczna, swobodna, radosna.

Nasze małżeństwo nie było rajem. Było pełne miłości, ale też rozpaczy i cierpienia.

Teraz jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi dla siebie.

Czy czuję się uwznioślona ? Jasne !

=

Cóż więc powiedzieć ? – Nie da się wydumać życia. Poezja Kazimierza Brakonieckiego to potwierdza. Jest „po rycersku” z ciała i z serca, jest głęboko refleksyjna. Nie ślizga się po efektownych słowach, wersach, wymyśleniach, cytatach. Jest z tego, co realnie przeżył, co przeżyli razem – on i jego żona, a co dzięki ich wewnętrznej dojrzałości i odpowiedzialności za siebie wzajemnie wydało ten piękny, mocno przejmujący literacki owoc, bo …


XVI


Miłość jest siatką na motyle

które siadają na kwiatach umysłu

ale jak nazwać to złudzenie

co z siatką biega zygzakami po łące pełnej śmierci ?


Grażyna Banaszkiewicz

* - z tomu „ MAPA POGODY” – CZYTELNIK , WARSZAWA

1977

** - z tomu „Razem słuchajmy życia …” (wybór i posłowie Ireny Maciejewskie, grafiki Tadeusza Kulisiewicza), Nasza Księgarnia, Warszawa 1986

*** - z tomu „Ma się pod jesień” (1962)

**** - Słowa Jacek Cygan, muzyka Włodzimierz Korcz, wykonanie – Edyta Geppert



Kazimierz Brakoniecki

Erodotyki

CONVIVO Anna Matysiak

Warszawa 2018

Dedykacja: Żonie na nasze czterdziestolecie