Przyznaję - rzadko czytam powieści. Bo trochę już pożyłam na tym „najlepszym ze światów”, i tak z autopsji, jak i z przekazów osób, które uznały, że warto coś mi powierzyć, znam ileś życiowych historii (często wręcz proszących się dokumentalnego, czy fabularyzowanego zapisu). Unikam więc zbeletryzowanego o życiu opowiadania. Szkoda mi czasu na owe powieściowe narracje. Wolę książkę dokument (dzienniki, listy) i książkę, która jeszcze czegoś mnie uczy, objaśnia świat.