Jeżeli już nie może być gorzej, ciesz się, ponieważ niebawem musi być lepiej - Św. Augustyn
Aktualności i nie tylko »

Wielkanoc - nie wyłączaj mi tego...!

Drukuj

Naturalnie, że czas zwany Wielką Nocą można pojmować w wielu aspektach i kontekstach. Z różnymi punktami odniesienia. Przeżywając te dni tu i teraz, w 2019 roku, patrząc na to, co dzieje się wokół nas w tzw. wielkim świecie, raczej więcej jest tragedii, katastrof, przemocy i zła, niż tego, co może przynieść nam radość. Ocieramy się o śmierć i odejścia, ale żyjemy. Dotyka nas cierpienie innych, ale póki co – jeszcze możemy je czuć i co więcej – próbować na swój sposób pomóc i zrozumieć....



Te paradoksy życia i śmierci, dobra i zła, miłości i nienawiści kumulują się w nas, którzy chcemy myśleć w te dni. Niezależnie od wyznawanej religii, wartości, przekonań, możemy w czas Wielkanocny przemyśleć nasze życie. Jakiekolwiek ono jest i gdziekolwiek ono się wydarza. Ważne jest, by nie wpaść w czczą gadaninę, o której pisał włoski myśliciel Sergio Quinzo:

„Popadnięcie języka w paplaninę nieuchronnie pociągnęło za sobą popadnięcie rzeczy w szaleństwo”. Tak, można oszaleć od bełkotu i bezmyślnej mowy, od gotowych na wszystko recept w potoku słów... A w ten czas do nas dociera tylko i aż jeden istotny przekaz: jesteśmy rozpięci w czasie pomiędzy życiem i śmiercią. Teoretycznie wydaje się to nam bardzo oczywiste, ale w życiowej krzątaninie nie zatrzymujemy się nad tym, by tylko z tą myślą pobyć. By ją oswoić. Dla osób z kręgu kultury chrześcijańskiej – życie i śmierć – spotykają się w osobie Jezusa z Nazaretu. Dla ludzi patrzących z innej perspektywy – pewne fenomeny budzącej się do życia przyrody i w oddali horyzontu jej obumierania – mogą dawać sporo do myślenia.


By dojrzale żyć – trzeba po prostu nauczyć się śmierci. Nauczyć, a nie przyzwyczaić. Antoine de Saint Exupery miał powiedzieć, że „kto wrażliwy jest na śmierć, wrażliwy jest i na życie”. Śmierć jest gdzieś w nas. Nasze komórki obumierają, chwile bezpowrotnie mijają. Filozofia dopowie nam, że „człowiek jest bytowaniem w stronę śmierci”. Pamięć o śmierci i przemijaniu nie jest po to by nas 'zdołować', wpędzić w przygnębienie i bezczynność, albo chorobliwy nad-aktywizm. Ona jest po to, by znaleźć w życiu proporcje.

Przemysław Chodoń – polski religioznawca zauważył:

Współczesna kultura jest kulturą lęku o doczesność. Jest wynikiem utopijności przebranej w racjonalność. Wyparcie świadomości śmierci i rozpadu jest przecież irracjonalne. Karmi się emocjami, pragnieniem wiecznej młodości, urody i zdrowia. Zapominając o umieraniu, po prostu żyjemy, przestajemy pytać o znaczenie i wartość życia. Tracimy możliwość prawdziwie uważnego życia. Znaczenie i sens życia przydarza nam się lub nie przydarza. Możemy je wypracować i w jednej sekundzie stracić, np. w konfrontacji z odejściem bliskich. Im bardziej wypieramy rozpad i nietrwałość, tym większe są lęk i cierpienie wynikające z konfrontacji z czasem, utrata bliskich oraz każdym innym rodzajem straty. Współczesna kultura niepamięci o umieraniu jest najprawdopodobniej najbardziej depresjogenną w historii”.


 

To prawda. Wypieranie umierania i śmierci bywa przyczyną wielu depresji i stanów, które nie pozwalają...w pełni żyć. A żyć w pełni – może oznaczać przede wszystkim – żyć świadomie, uważnie. Tu i teraz. Być obecnym. Wydaje się oczywiste, a jednak stan naszej psychiki i ciała - patrząc integralnie – kondycja całego człowieka XXI wieku nie należy do najlepszych... Pomimo tak wielkich osiągnięć medycyny, techniki...i nie wiadomo czego jeszcze... Świadomość końca, który kiedyś nadejdzie, może otworzyć na świadomość nas samych w świecie, który niesie nie tylko zło i przemoc, katastrofy i wypadki, ale i dobro i szczęście. Na to, że każdy z nas ma w sobie pewne zasoby, talenty, które rozjaśniają wewnętrzny świat i mogą innym pokazać wartość ich życia. Co więcej, można zrozumieć, że w każdym miejscu i czasie naszego istnienia jest przestrzeń na rozwój. Na bycie sobą, co jest rzeczą trudną, ale zarazem najpiękniejszą, a co – rzecz ciekawa – znalazło wyraz w opowieściach z kręgów religii, a także i filozofii... Nie będą nas pytać „po tamtej stronie” jaki zawód wykonywałeś, czego dokonałeś..ale czy byłeś TYM , KIM JESTEŚ.

 


 

Bycie sobą – nie oznacza jakiegoś (a próbuje się niekiedy to człowiekowi wmawiać – szczególnie w opresyjnych „wydaniach” interpretatorów z kręgów świata religii) niezdrowego egoizmu. Ono oznacza pewną ciągłość osoby w obliczu życia i śmierci. Świadomość tych dwóch biegunów istnienia, które mogą twórczo prowokować do zmagania się z przeciwnościami losu, do pomocy innym, wreszcie – do odwagi uważnego życia, w którym jest dynamizm, ale nie ma pośpiechu, w którym jest troska, ale nie ma paniki, w którym jest mowa, a nie paplanina, wreszcie – w którym jest współczucie pełne czynu i obecności a nie biadolenie i narzekanie...

 

 

Uważne bycie – znaczy życie w pełni jest blisko tego, co przynosi nam Wielkanocny czas, którego świadomość może przynieść zaskakujące doświadczenia nawet w trudnych sytuacjach życia. Ciekawie wspomina o takim doznaniu polski kompozytor i wokalista, Łukasz Rostkowski:

 

Jest taka piosenka, którą zwyczajowo od sześciu lat kończę koncert. Chcę nafaszerować ludzi pozytywną energią i ukojeniem. Rymując zwrotkę, czułem, że nie wierzę już w swoje słowa, w ideały, którymi dzielę się z ludźmi od tylu lat. To było straszne… Refrenu zaś nie byłem już w stanie nawet zaśpiewać, brzmi bowiem: „pozytywnie nie wyłączaj mi tego. W tym, że jest dobrze, chyba nie ma nic złego...”. Jak można takie coś śpiewać, kiedy cierpisz i zawalił Ci się Twój świat. To był dla mnie czas żałoby... Powiedziałem to publiczności. A wtedy oni sami z wielkim przejęciem zaśpiewali mi ten refren, dodając mi wiary, że jeszcze będzie pozytywnie ,że są ze mną. To była energia – po tylu latach jej oddawania , wróciła. Popłakałem się.” (Łukasz Rostkowski – kompozytor, wokalista, raper, mgr prawa, reżyser – w rozmowie z Błażejem Strzelczykiem, Tygodnik Powszechny, 29.03.2015).


 

Czy można coś więcej dopowiedzieć...? Może tylko powtórzyć dziś, jutro, pojutrze i w najbliższe świąteczne dni:

 

pozytywnie nie wyłączaj mi tego. W tym, że jest dobrze, chyba nie ma nic złego...”.

 


 

Może przecież dobrze jeszcze być...i w życiu i w śmierci.

 


 


 

  Paweł Łukasz Nowakowski

  Redaktor Naczelny

 Wielkanoc 2019.

 

 Zdjęcia: Joanna M. Nowakowska