Każdy człowiek na świecie nawet w cierpieniu kocha życie - Parmenides z Elei
Aktualności i nie tylko »

Spacer po bulwarze-Odeski mim

Większości czytelników Odessa kojarzy się ze słynnymi schodami. Przypomnijmy, że na nich nakręcono jedną z najsłynniejszych scen w historii kina. Pojawiła się ona w filmie radzieckim z 1925 roku pod tytułem „Pancernik Patiomkin”. Stąd pochodzi ich dzisiejsza nazwa – Schody Patiomkinowskie. Jednak po zmroku warto wybrać się na spacer po odeskim bulwarze – ulicy Dieribasowskiej. Gdyby podpitego górala spod Nowego targu przenieść na tę ulicę po zmroku, to zapewne zarzekałby się, że ktoś zabrał go na zakopiańskie Krupówki. Dziesiątki neonów, kawiarenek, barów. Na ulicy stragany z pamiątkami i bibelotami. Naszego bohatera spod Nowego Targu wybudzić by mogły stojące co kilka metrów kapele, nie koniecznie góralskie. Różnej maści handlarze zachwalają swój towar. Życie kwitnie tu do późna w nocy, a w weekendy do wczesnych godzin rannych. Sprzyjają temu liczne kluby i dyskoteki, przeznaczone zasadniczo dla turystów, ponieważ przeciętny Ukrainiec, jeśli nie jest u władzy, w mafii, albo w milicji nie może sobie pozwolić na szalone randevous. Na chodniku co kilka metrów stoi również mim. I o owym mimie słów kilka, bo wbrew pozorom jest on bardzo inspirujący.

Gdy ktoś chce być uparcie złośliwy, rzuca swojemu rozmówcy miło z początku brzmiący komplement: „Masz bracie coś z rycerza...”, aby za chwilę dodać... „zakuty łeb”. Nie będę zatem tak brutalny i powiem, że „masz Czytelniku coś z mima”. Ilez to razy łapaliśmy się na tym, że udajemy ludzi, którymi w rzeczywistości nie jesteśmy i w życiu nie chcielibyśmy się stać. Udajemy dyplomatów, choć mamy ochotę wygarnąc oponentowi cała prawdę. Udajemy opanowanych, choć w naszym wnętrzu kipi gniew. Udajemy pobożnych, choć w rzeczywistości uważamy praktyki religijne za godną pożałowania szopkę dla prostaczków lub co najwyżej element folklorystycznej tradycji. Przy okazji tych naszych niemal codziennych operacji na osobowości, jak ten mim z odeskiego bulwaru przybieramy różne miny, aby zachwycić publiczność. Warto zatem popracować nad sobą, aby się przypadkiem nie okazało, że przeżyliśmy kawał życia udając kogoś, kim wcale nie jesteśmy, robiąc przy tym dobrą minę do złej gry. Tylko wtedy jest szansa, że nie spocznie na nas litościwe spojrzenie tych, którzy nie muszą już grać. Oczywiście podarują nam oni kilka chrywien swojego cennego czasu, ale czy dla tych paru groszy warto się tak wysilać?

 

Piotr Chudziński