Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko - Albert Einstein
Aktualności i nie tylko »

Koło dalej się kręci...

Drukuj

Bohaterowie „Faworyty” Giorgosa Lanthimosa, dramatu rozgrywającego się w cieniu królowej i niekiedy niebezpiecznie ocierającego się o okrutną farsę, są uwięzieni - w groteskowych strojach, fryzurach i makijażach, w śmiesznych rytuałach, w pałacowej przestrzeni, a przede wszystkim w niemożności rezygnacji z walki o władzę.


„Faworyta” to osadzony w historycznych realiach Anglii XVIII w. film o władzy. O pożądaniu władzy, walce o nią i cenie, jaką się za nią płaci. O kontroli, jaką daje manipulowanie potrzebą bliskości i o przemocy. I jednocześnie opowieść o przejmującej samotności i bezradności.


Osią filmu jest rozgrywka młodej, ambitnej Abigail (Emma Stone), która właśnie pojawia się na dworze, z długoletnią faworytą królowej Anny – Sarah, księżną Marlborough (Rachel Weisz).

Królowa Anna nie budzi sympatii – podstarzała, ociężała psychicznie, odczuwająca niemal ciągły ból z powodu podagry, niepewna. Okrutną stratę 17 dzieci (część poroniła, żadne nie dożyło dorosłości) próbuje sobie wynagrodzić hodując 17 królików, „maleństwa”, które mają jej zastąpić to, co utracone. Cierpi i jest przejmująco samotna, a żeby sobie ulżyć - kapryśna i okrutna w swojej władzy. W jednym jednak władzy nie ma. Sarah, manipulując jej potrzebą bliskości i miłości, przyciągając i odpychając, dając i zabierając to, co królowej najbardziej potrzebne, obnaża jej bezbronność. Królowa może ją jedynie odepchnąć od siebie. Ale wtedy traci to, co na swój sposób kocha, a czego na pewno pragnie. Olivia Colman, która zagrała w filmie królową, niezwykle odważnie i z dużym psychologicznym wyczuciem, nagrodzona została Oscarem.


Pałac jest areną walki nie tylko Abigail i Sarah. Widzimy rozliczne gry toczące się na dworze: polityczne i osobiste, zręcznie zresztą wykorzystywane przez bohaterki. W tych rozgrywkach o władzę świat zewnętrzny mało się liczy, miga nam przez chwilę, kiedy na dwór przyjeżdża Abigail. Wszystko, co najważniejsze dzieje się we wnętrzu, w wymyślnym, bogatym otoczeniu, pełnym dekoracyjnych drobiazgów, gobelinów, obrazów i rzeźb. Tam toczą się spory, zakulisowe machinacje i odbywają (poniżające) zabawy. Groteskowość i brutalność pałacowego życia podkreślona zostaje przez nagłe zbliżenia kamery na twarze uczestników zdarzeń, na przesadzony makijaż, przekrzywione, olbrzymie peruki, wykrzywione usta… Jest w tych migawkach coś przerażającego (nagle realnego!), co uświadamia, że tym pozornie wykwitnym estetycznie świecie, jedynym, który zdaje się istnieć, rządzą okrutne reguły. Całkowicie akceptowane przez uczestników.


Sposób filmowania pałacowej przestrzeni (rybie oko) wzmaga poczucie zagubienia i odrealnienia, ale też niemożności wyjścia, ucieczki. Bohaterowie dramatu, rozgrywającego się w cieniu królowej i niekiedy niebezpiecznie ocierającego się o okrutną farsę, są uwięzieni – w groteskowych strojach, fryzurach i makijażach, w śmiesznych rytuałach, na dworze, a przede wszystkim w niemożności rezygnacji z walki o władzę, o pozycję na dworze. Ale uwięziona jest także królowa, posiadająca to, o co wszyscy walczą i pozbawiona tego, na czym jej naprawdę zależy. Jej smutek, rozpacz, samotność wydłużają w nieskończoność i tak długie korytarze, zniekształcają kąty, zbliżają do siebie ściany. Zdarza jej zagubić się (siebie) w pałacowej przestrzeni. Za pytaniem „gdzie jestem?”, oddającym na innym planie wewnętrzne zagubienie królowej, skrywa się głębszy problem: „kim jestem?”, skoro zgubiłam/em siebie.

W tym zagubieniu się jest też coś symbolicznego - w pałacowych rozgrywkach wszyscy gubią współczucie, współodczuwanie, nie mówiąc o dobroci.


Centrum pałacowej przestrzeni jest sypialnia królowej. Kto tam ma dostęp, ma też władzę – nad królową, zatem realną władzę rządzenia. Za bycie królewską faworytą, zdobycie władzy, płaci się sexem. Tę cenę Abigail płaci bez wahania, choć w ostatniej scenie widzimy, że nie bez wewnętrznych kosztów.

„Faworyta” to studium przemocy – fizycznej (bicie), seksualnej (każda kobieta na dworze jest „do wzięcia”), słownej (w ciętych, lekkich dialogach bohaterowie chętnie korzystają z zawstydzania, poniżania, upokarzania), emocjonalnej (manipulowanie potrzebą bliskości, szantaż emocjonalny). Wszystko, co dzieje się na dworze, przesycone jest przemocą, brutalne i okrutne. Na naszych oczach koło przemocy się domyka, ofiary stają się katami. Abigail, sprzedana jako 15-latka przez ojca za długi, wykorzystywana, poniewierana i gwałcona, odnosi triumf. Poczucie bezsilności zamienia, pozostawiając za sobą kilka „trupów”, na władzę nad królową. W ostatniej scenie butem przydusza do ziemi jednego z jej królików, niemal go zabijając. Jest górą. Ale to też ma swoją cenę. Do królowej dotkliwie dociera w tejże scenie, że straciła osobę, którą na swój sposób kochała – Sarah. Gniew, który czuje z powodu straty, domaga się odpłaty, zgodnie z pełnym iluzji przeświadczeniem, bardzo ludzkim, że jeśli sprawca (a upatruje go, czy słusznie, w Abigail) będzie cierpiał, ofiara odzyska to, co straciła. Królowa mści się w dotkliwy sposób, gwałci Abigail. Znakomicie mając w pamięci to, co ona sama zdradziła niegdyś królowej: „najgorsze były gwałty, bezradność”. Koło się dalej kręci...


„Faworyta” to film, w którym przedziwnie wysmakowany obraz, mieszanka dawnej muzyki i współczesnych dźwięków oraz kreacje aktorskie i emocje tworzą znakomitą całość, pełną znaczeń i skłaniającą do myślenia. Może w Święta Wielkanocne, z ich wielkim i pięknym przesłaniem, jest czas na to, by zapytać po co nam władza na co dzień, po co kontrola, a także przemoc, nawet ta najmniejsza…

 


Daina Kolbuszewska