Aktualności i nie tylko »

Filozofia życia i Szekspir...

Drukuj

Domyślam się, że zestawienie patosu i chodzenia w skarpetkach wydawać się może pozbawione sensu, a jednak uprę się przy nim. Bez dystansu do siebie (patos) stajemy się skłonni do oceniania, autorytatywni, patrzący „z wysoka”, co w samych skarpetkach jest dosyć trudne… Po spektaklu „Szekspir Forever!” - w formie listu do Andrzeja Seweryna


Szanowny Panie!

Słyszał Pan wiele wyrazów uznania dla swojej sztuki aktorskiej i niewiele mam jako laik do dodania. A jednak trudno mi się powstrzymać przed napisaniem tych kilku słów podziwu. Miałam wrażenie słuchając Pańskiego Szekspira, że finezyjnie i powściągliwie rzeźbione przez Pana słowa zawisają w powietrzu, jak coś namacalnego, nie dają się zbyć i pominąć, zmuszając widzów do uznania ich znaczenia i poruszając wyobraźnię. Słowami maluje Pan przekonująco ścierające się armie i dumę władców, postać Julii, opowiadającej o miłości i (jednak...) lęku, które rozsiadły się w jej sercu, gęstą i mroczną aurę chorobliwej ambicji Lady Mackbet i jej niemożność zniesienia ciszy czy chybotliwe rozterki pijaka. Wciąga Pan widzów, a przynajmniej ja dałam się wciągnąć, w szekspirowski świat, mądry i odarty ze złudzeń, dowcipny, ironiczny ...i pozostawiający na koniec nadzieję. A przecież w gruncie rzeczy uległam magii teatru.


Pański spektakl „Szekspir Forever!” od początku jest zaproszeniem do myślenia i dialogu. Zaczepia Pan widownię, momentami skonfundowaną, czasami odważną, zadając trudne pytania i stawiając na jej obeznanie z dziełami Szekspira, kpiąc i żartując. Co zmienia teatralne przedstawienie w żywy, zmienny i stający się „tu i teraz” kontakt z widzami, czasem bezpośredni, a czasem pośredni, poprzez słowa Szekspira. Mniej lub bardziej bezpośredni... - pozwolę sobie na to powątpiewanie, spontaniczność widowni miała swoje granice.

W trakcie spektaklu na chwilę zamknęłam oczy, wyłączyłam rozumienie i poddałam się jedynie falom emocji. Byłam zauroczona siłą Pańskiej interpretacji, jej wyrazistością, autentycznością. Radością, zazdrością, oburzeniem, przejęciem, dumą..., które wywoływała. Jest Pan wspaniałym aktorem, o czym Pan wie i bawi się tym, kokietując widownię i trzymając ją na dystans – taki, jakiego Pan chce w danym momencie. Bo jednak to Pan stoi na scenie, a my jesteśmy widzami!


Immanentną częścią spektaklu są Pańskie uwagi na temat sztuki aktorskiej, wygłaszane w formie wprowadzenia przed kolejnymi monologami. Jako nauczyciel musi być Pan bardzo inspirujący! Spośród wielu utkwił mi w pamięci pomysł, by balkonową mowę Julii wygłaszać z pozycji starej kobiety, która wspomina dawną miłość, dzięki tym wspomnieniom znów staje się na chwilę młoda, by na końcu zdać sobie sprawę z tego, że mówi o czasie minionym i zanurzyć się z powrotem w starości. Jakież to ludzkie i piękne! I jak pięknie pokazane.

Kiedy przychodzi kolej na znany monolog dla aktora i psa, zadaje Pan odkrywcze pytanie – kim jestem? Psem, aktorem grającym psa, czy może to tekst Szekspira czyni mnie psem, może czyni mnie Szekspirem... Kim jesteśmy? Co czyni nas tym, kim jesteśmy? Dziękuję i za to pytanie, postawione w jakże innym od znanego mi i zabawnym kontekście.

Mówił Pan o odgrywaniu śmierci na scenie: „umierałem już wiele razy, kto wie, co dalej...”. Co odbieram, ważąc Pański wiek, jako ubraną w melancholijną i nieco przewrotną szatę próbę nadania znaczenia nieuchronności. Odpowiedź na pytanie „kim jestem”.


Tytułowe „forever” wybrzmiewa w Pańskim spektaklu mocno. I dotyczy ono nie tylko diagnozy Szekspira na temat kondycji ludzkiej. Fragment śpiewany głosem Toma Waitsa, znakomicie, jest tego najlepszym dowodem. Mówimy o miłości i zdradzie szekspirowskim językiem, choć czasem nawet o tym nie wiemy, a może on mówił naszym…

Nie mogło zabraknąć, wszak spektakl złożony jest z tekstów Szekspira, odniesienia do polityki. Padły słowa gorzkie, choć oszczędne, ważniejszy był autor. Z monologu Tymona Ateńczyka wydobył Pan wulkaniczną, choć pełną zimnej pasji nienawiść, jej mroczną głębię, w której kotłują się nienasycone uczucia. Nienawiść zrodzoną z miłości i jej niszczącą siłę. Kiedy wspomniał Pan o podziałach w polskim społeczeństwie, pomyślałam, że więcej w nich nienawiści zrodzonej z pychy. Choć to nic nie zmienia.

Co ciekawe, zamknął Pan spektakl tym właśnie monologiem. Ku przestrodze?


Przedstawienie odbywało się w Poznaniu na dziedzińcu byłego kolegium jezuickiego i to miejsce nadawało mu dodatkowego znaczenia. Bo ambicje, świetność i upadek zakonu, rozkradanie jego mienia po kasacie, przejęcie budynków przez władze, wielkie i małostkowe miejskie spory, które się w nim teraz toczą, stanowiły znakomitą oprawę dla Szekspira. Dla Pańskiej opowieści o człowieku wraz z jego zwątpieniami, triumfami, klęskami, miłosnymi uniesieniami, radościami i śmiesznością, nadzieją i pychą, honorem i jego brakiem… Kiedy darowuje Pan widzom szekpirowską odpowiedź na pytanie „kim jesteśmy?” - raz patetycznie, a raz wędrując w samych skarpetkach między rzędami widowni - jest w niej symbolicznie zawarta całość ludzkiego życia. Domyślam się, że zestawienie patosu i chodzenia w skarpetkach wydawać się może pozbawione sensu, a jednak uprę się przy nim. Bez dystansu do siebie (patos) stajemy się skłonni do oceniania, autorytatywni, patrzący „z wysoka”, co w samych skarpetkach jest dosyć trudne...


Jedna z kwestii „rzucona” przez Pana nie daje mi do dziś spokoju. Chodzi o zdanie ze słynnego monologu Hamleta „Byś czy nie być...”, które, jak Pan przyznał, sprawia mu trudność. Wybrzmiała ona zresztą w Pańskiej interpretacji i chodzę z nią od tego czasu. Hamlet mówi: „Tak to świadomość czyni nas tchórzami”. W pierwszym odruchu mam ochotę zaprotestować, po chwili myślę - „a jeśli tak jest?”, przeglądam swoje doświadczenia, odczucia, zmagam się z tym. Ot, siła Szekspira. Pańskiego Szekspira.


Życząc wielu dalszych twórczych lat na scenie pozostaję z szacunkiem

Daina Kolbuszewska


„Szekspir Forever!” (spektakl złożony z monologów z dzieł Szekspira): koncepcja artystyczna i wykonanie Andrzej Seweryn, reżyseria A. Seweryn, scenariusz A. Seweryn, Piotr Kamiński, Jerzy Klesyk, tłumaczenie P. Kamiński,

Spektakl można zobaczyć w Teatrze Polskim w Warszawie. W Poznaniu został wystawiony w ramach cyklu „#Na wolnym”.