Nie można żyć szczęśliwie, nie żyjąc godnie, moralnie i rozumnie - Epikur Z Samos

Aktualności i nie tylko »

FASZYZM HITLEROWSKI JAKO TORTURA - w 30 rocznicę śmierci Jeana Améry’ego

Drukuj

W dniu 28.08.2018 roku stanąłem przed bramą, na której wisi tabliczka z napisem-ostrzeżeniem: Halt! Wer weiter geht wird erschossen!1 Przejście przez tę bramę oznacza wkroczenie w świat, którego nie można zrozumieć. Dziś nikt tu nie strzela, nikt nie zabija, nikt nie krzyczy, nikt nie popycha… Przechodzę dalej w zupełnym milczeniu. Z każdym kolejnym krokiem pogłębia się uczucie przerażenia, a w głowie rodzą się konkretne pytania, pytania dramatyczne, pytania bez odpowiedzi.

Te same słowa, niewykluczone, że na tej samej tabliczce zawieszonej w tym samym miejscu, siedemdziesiąt pięć lat temu dostrzegł swoim wzrokiem Jean Améry, autor książki Poza winą i karą (Jenseits von Schukd und Sühne. Bewältigungsversuche eines Überwältigten), której pierwsze wydanie ukazało się w 1966 roku. Rozdział drugi tej książki nazwany został jednym konkretnym słowem: Tortury, i zawiera refleksję Autora, w której przywołany został koszmar przeżyć z okresu jego uwięzienia w tymże obozie Breendonk2.

Oprócz Breendonk Jean Améry więziony był także w obozach w Auschwitz, Buchenwaldzie oraz Bergen-Belsen. „Tortury – wyznał Améry – to najstraszniejsze wydarzenie, jakie nosić może w sobie człowiek3. Nie kończą się one ani wraz z ustaniem bólu fizycznego, ani wraz ze zmianą okoliczności, lecz prowadzą do złamania człowieka, powodują rodzaj pęknięcia wewnętrznego, którego nie da się w żaden sposób ani wymazać, ani do końca usunąć. Można ogłosić koniec koszmaru wojny takim lub innym dokumentem, ale zawsze pozostanie pytaniem otwartym to, czy wraz z tym konkretnym, historycznym aktem kapitulacji, naprawdę wszystko pewnego dnia się skończyło? Antoni Kępiński, lekarz-psychiatra niosący pomoc ludziom, którzy przeszli przez koszmar życia obozowego i cierpieli na syndrom-KZ, wskazał w Refleksjach oświęcimskich4 na konsekwencje przekroczenia granic ludzkich przeżyć. Pisał: „Istnieją granice przeżyć ludzkich i bezkarnie nie można ich przekraczać; jeśli się to stanie, gdy wyjdzie się «poza», wówczas już nie ma powrotu do dawnego. Zmienia się coś w zasadniczej strukturze; człowiek już nie jest ten sam, co kiedyś. Tę inność określa się jako «zmianę osobowości», a w wypadku schizofrenii używa się często technicznego i niezbyt dla człowieka stosownego określenia «defekt»5. Od chwili jego wystąpienia człowiek mógł, podobnie jak Améry, podejmować taki lub inny wysiłek w celu jego przezwyciężenia, nigdy jednakże nie wiedząc, czy próba ta będzie udana czy też nie.

Dziś, przy wspomnianej bramie z tabliczką zawierającą ostrzeżenie, nie ma na szczęście nikogo w mundurze, nikt w swoich rękach nie trzyma broni wypełnionej ostrą amunicją, nikt nie tropi kroków innego człowieka. Jest za to fotografia przywołująca czas, gdy władzę w Breendonk sprawowali nazistowscy zbrodniarze.

Zadaję sobie pytanie: kim byli ci konkretni ludzie, których głównym zajęciem było bestialskie zadawanie tortur, niszczące nie tylko ciało, lecz przede wszystkim wnętrze drugiego człowieka, jego psychikę, jego system wartości, jego zaufanie do świata, jego zaufanie do innego, a nawet do Boga.

Jean Améry był absolutnie przekonany o tym, że „tortury stanowiły esencję narodowego socjalizmu; (…) to właśnie w nich III Rzesza urzeczywistniała się w całej złożoności swego istnienia”6. Stwierdzenie to jest niezwykle ważne, wskazuje bowiem, że nie ma się tu do czynienia z «ideą», z takim czy innym eksperymentem myślowym, z mniej lub bardziej udaną propozycją nowej ideologii, jakich w historii było już wiele. Nie jest to tylko jeszcze jedna, jakich wiele, karta w dziejach świata. Améry sprzeciwiał się stanowczo takiej retoryce, stwierdzając jasno i wyraźnie, że faszyzm hitlerowski nie był żadną ideą. Czym zatem był? Był «samym złem»7.

Istotę faszyzmu hitlerowskiego stanowiło bezwzględne zło, które w żaden sposób nie było banalne. Szanując i ceniąc zarówno osobę jak i poglądy słynnej myślicielki Hannah Arendt i ciesząc się faktem, że nie doznała koszmaru, przez jaki przeszli ci, których zakatowano, jak i ci, którzy ocaleli, trudno nie odnieść się krytycznie do jej stwierdzenia o banalności zła, zwłaszcza w tym miejscu, w którym się właśnie jest. „Nie ma czegoś takiego jak «banalność zła», – napisał Améry – a Hannah Arendt, która napisała o tym w swojej książce o Eichmannie, znała tego ludobójcę jedynie ze słyszenia i widziała go tylko przez pancerne szkło klatki8. Spotkanie z oprawcą twarzą w twarz w izbie przesłuchań nie było ani czymś banalnym ani abstrakcyjnym, podobnie jak nie były czymś banalnym zadawane tortury oraz śmierć. 

Niebanalne jest już samo miejsce, w którym stoję w milczeniu. Mam świadomość, że jestem bezpieczny i że nic mi nie grozi, a mimo to, nie mogę znaleźć właściwych słów, by opisać miejsce, w którym się znajduję. Nie wiem, co powiedzieć. Nie wiem, co napisać. Nie wiem nawet, co w tej chwili myśleć.

Patrzę i słyszę w pamięci wyznanie Améry’ego: „W bunkrze zwisał z sufitu łańcuch przechodzący u góry przez bloczek, a u dołu mający mocny, zagięty metalowy hak. Podprowadzono mnie do tego przyrządu. Hak zaczepiono o kajdanki spinające moje ręce za plecami. Następnie podciągnięto mnie w górę na łańcuchu, tak że wisiałem mniej więcej metr nad ziemią. W takim położeniu, czy raczej w takim zawieszeniu za skrępowane za plecami ręce jedynie przez krótką chwilę można utrzymać się siłą mięśni w ukośnej pozycji. W czasie tych niewielu minut, kiedy traci się ostatek sił, kiedy krople potu występują człowiekowi ma czoło i wargi, a oddech staje się świszczący, człowiek nie odpowiada na żadne pytania. Wspólnicy? Adresy? Punkty kontaktowe? Niemal tego się nie słyszy9.

Czy tortury zadawali jedynie sadyści, zwyrodnialcy, ludzie pozbawieni uczuć? Niestety, powyższa odpowiedź rozmija się z faktami. Nazizm wspierany, uwiarygodniany i nobilitowany był przez osoby postrzegane jako co najmniej ponadprzeciętne w świecie nauki, kultury, biznesu. Projekt nowego, wspaniałego świata wdrażany był przy ich zaangażowaniu i aprobacie. „Hitlerowska koncepcja naprawy świata – pisał Kępiński – była wyjątkowo prosta: zniszczyć wszystko to, co zagraża czystości rasy Übermenschów, przede wszystkim zlikwidować Żydów. Po tym akcie zniszczenia miał nastąpić «raj ludzi wspaniałych»”10. Koncepcja była jasna i wyraźna. Wymagała, jak każde zadanie, odpowiedniego przygotowania właściwych ludzi. „Szkolenie hitlerowskich «nadludzi» polegało na tłumieniu u nich ludzkich uczuć, a na rozwijaniu u nich uczuć agresywnych i sadystycznych11. Celem owego szkolenia było uzyskanie zdolności do torturowania i zadawania śmierci, do sadyzmu i pozbawionego wszelkich uczuć unicestwiania, skierowanego wobec każdego, kto stanowił przeszkodę w realizacji nowej wizji świata. Nieważne, czy więźniami były kobiety, starcy, czy dzieci12. Żadnej litości. Żadnych uczuć.

Narzuca się pytanie: Czy ludzie ci nie mieli żadnego sumienia? Oczywiście, że mieli. „Sumieniem człowieka Trzeciej Rzeszy – wyjaśniał Kępiński – był rozkaz wodza. Poczucie winy rodziło się, gdy rozkaz był źle wypełniany”13. Bestialstwo i odczłowieczenie wpisane były w możliwość wykonywania powierzonych zadań. Torturowany człowiek stawał więc wobec kogoś, kto wyrzekłszy się własnego człowieczeństwa zdolny był do skrupulatnego pełnienia roli dręczyciela, kata, mordercy. „W sumie około 3.500 osób, w tym trzydzieści kobiet, doświadczyły „piekła Breendonk”. Połowa z tych osób nie przeżyła14. Przede mną miejsce straceń. Konkretnych ludzi tu rozstrzelano, innych zabito przez powieszenie.

Jean Améry przeżył koszmar Breendonk. Jego istnienie biologiczne zostało ocalone. Znów zaczął należeć do świata żywych ludzi. A jednak, czy było to normalne, spokojne, zwyczajne życie? „Kto doznał tortur, - pisał Améry – nie może się już zadomowić w świecie. Hańba unicestwienia nie da się już wymazać. Zaufania do świata, które wali się w gruzy po części już z chwilą otrzymania pierwszego ciosu, a całkowicie dopiero w trakcie tortur, nie da się już odzyskać. Doświadczenie współbliźniego jako antybliźniego tkwi w torturowanym w formie skumulowanego przerażenia: czegoś takiego nie da się pominąć i wybiec wzrokiem w świat, w którym rządzi zasada nadziei”15. Doświadczenie nie «złej idei», lecz «samego zła» okazało się być zranieniem śmiertelnym. Rana, zadana wewnętrznie, nie zdołała się zagoić. 30 lat temu, 17 października 1978 roku, Jean Améry, mając 66 lat, w 33 lata po zakończeniu drugiej wojny światowej, odebrał sobie życie. Istnienie naznaczone dalszym koszmarem stało się niemożliwe.

Wychodzę z Breendonk najpierw przez most, a następnie przez bramę, którą kilka godzin temu wkroczyłem w świat, którego nie można zrozumieć. Dziś nikt tu nie strzela, nikt nie zabija, nikt nie krzyczy, nikt nie popycha… Wychodzę w milczeniu…


dr Stefan Szary

Więcej na: http://stefan-szary.pl.tl/


1Wszystkie fotografie wykonane przez autora 28 sierpnia 2018 r.


2Fort Breendonk, w latach 1940-1944 był niemieckim obozem koncentracyjnym, w którym uwięziono łącznie około 3500 osób. Połowa z nich nie przeżyła. Dziś Miejsce Pamięci Fort Breendonk, położone między Brukselą a Antwerpią, służące zachowaniu pamięci o cierpieniu, gehennie i śmierci. (Zob. https://liberationroute.pl/ belgium/spots/n/national-memorial-fort-breendonk-spot212)


3J. Améry, Poza winą i karą, tł. R. Turczyn, Kraków 2007, s. 65.


4Książka pod tym tytułem (Refleksje oświęcimskie) ukazała się w roku 2005, a więc 33 lata po śmierci Antoniego Kępińskiego. Wcześniej artykuły te zostały zamieszczone w publikacji pt. Rytm życia.


5A. Kępiński, Refleksje oświęcimskie, Kraków 2005, ss. 114-115.


6J. Améry, Poza winą i karą, dz. cyt., s. 81.


7Por. tamże, s. 83.


8Tamże, s. 72.


9Tamże, ss. 85-86.


10A. Kępiński, Refleksje oświęcimskie, Kraków 2005, ss. 41-42.


11Tamże, s. 46.


12Wstrząsające refleksje z okresu dzieciństwa spędzonego w Auschwitz, zob. O. Dov Kulka, Pejzaże metropolii śmierci. Rozmyślania o pamięci i wyobraźni, tł. M. Szczubiałka, Wołowiec 2014.


13A. Kępiński, Refleksje oświęcimskie, dz. cyt., s. 43.


14Zob. https://photohometheatre.com/archiwum/fort-breendonk-2009/


15J. Améry, Poza winą i karą, dz. cyt., ss. 100-101.