Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak - od innych - Parmenides z Elei
Aktualności i nie tylko »

Dwa miesiące po...

Drukuj

Ksiądz jest jak Jezus” - przekonuje jeden z bohaterów filmu dokumentalnego braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, który dotyczy pedofilii w Kościele. „Ofiarom należy się opieka. Koniec z tym bieganiem na kolanach wokół księży i biskupów! Koniec z tym bałwochwalstwem!” - mówił o. Jacek Prusak podczas kazania wygłoszonego tuż po zamieszczeniu przez Sekielskich dokumentu w internecie.


Dokument braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, jestem zdania, że wspólnie z „Klerem” Smarzowskiego, rozsadził mury tabu, którym otaczana była kwestia pedofilii w polskim Kościele. Film jasno pokazał, że polski Kościół stoi ponad prawem i państwo nie jest zdolne wymusić na nim jego przestrzegania. Książa czują się bezkarni, a cała struktura kościelna jest zorganizowana „pod krycie” ich przestępstw seksualnych. Ostatnimi osobami, których dobro Kościół bierze pod uwagę, są ofiary. Kiedy osoby skrzywdzone (robią to zwykle po latach, już jako dorosłe) chcą zgłosić przestępstwo, stają przed komisją powołaną przez Kościół, którego przedstawicielami są przecież sprawcy (!). Pozbawione zostają wsparcia, bo zeznania mogą złożyć jedynie bez świadków z zewnątrz (co zresztą sprzyja tuszowaniu spraw). I to ofiary mają dowieść, że zostały skrzywdzone. Pośrednio film pokazał też, że zawodzi edukacja w seminariach. I że obsesyjne skupienie polskiego Kościoła na sprawach seksu zbiera złe żniwo.


Kreowanie fałszywego wizerunku...

Film Sekielskich obejrzało, fragmentami lub w całości, ponad 22,3 mln Polaków, a reakcją był głęboki szok. Minęły dwa miesiące. W jakim miejscu jesteśmy?

Biskupi odpowiedzialni za krycie księży-pedofilów nie ustąpili ze stanowisk. Pojawiły się przeprosiny ze strony hierarchii, ale też butne i rozczarowujące słowa. Wizyta w Polsce papieskiego wysłannika, arcybiskupa Charlesa Scicluny, który od wielu lat zajmuje się pedofilią w Kościele, okazała się rozczarowaniem. Jej następstwem jest zmiana taktyki Episkopatu Polski, który uwagę z nieletnich wykorzystanych przez księży przeniósł na ...krzywdy doznawane przez Kościół. Przewodniczący Episkopatu abp Stanisław Gądecki wydał oświadczenie, w którym czytamy: „Sytuacja wymaga postawienia pytania, jak w odpowiedzialny sposób relacjonować kwestię nadużyć seksualnych wśród duchownych (…), aby nie kreować fałszywego i jednostronnego wizerunku Kościoła i nie prowokować kolejnych ataków słownej i fizycznej przemocy oraz aktów profanacji”. Nic dodać, nic ująć… Ostatnio poznańska kuria odmówiła udostępnienia prokuraturze dokumentów dotyczących księdza, wobec którego pojawił się zarzut pedofilii, podając pokrętne powody. Prokuratura nie naciskała.

Bracia Sekielscy zapowiadają premierę drugiej części filmu na jesień 2019 r., a trzeciej – na jesień 2020 r. Tylko dzięki podtrzymywaniu tematu, pokazywaniu i nazywaniu wprost całego zła, które się wydarzyło i wydarza, sprawa pedofilii w polskim Kościele nie zostanie mniej lub bardziej „zamieciona pod dywan”. Jestem wdzięczna braciom Sekielskim, bo temat po prostu boli i musi ciążyć czasem... I ofiarom, które zdecydowały się mówić, bo robią coś niezwykle ważnego, a przecież odsłaniają swoje cierpienie.


Kto, jeśli nie ty

Rzucona została bardzo sensowna propozycja powołania komisji świeckiej, która miałaby zbadać sprawę krycia pedofilii w Kościele i mieć dostęp do kościelnych archiwów. Choć zdaje się, że coraz rzadziej o niej słychać. Kto jednak miałby dopilnować jej powstania? Jest tylko jedna odpowiedź – świeccy, wierni, a być może także i ci, którzy odeszli z Kościoła. W imię sprawiedliwości dla ofiar. Komisja powołana przez Zbigniewa Ziobrę, składająca się z trzech prokuratorów specjalizujących się w takich sprawach, bada jedynie przypadki z ostatnich lat. To za mało. Jest jasne, że przy okazji spraw związanych z pedofilią, wyjdą na jaw także powiązania księży z tajnymi służbami i być może także tego obawia się Kościół, nawet bardzo.

Ile czasu minie, nim przestępstwa seksualne popełnione niegdyś przez księży na nieletnich zostaną ujawnione i jeśli to możliwe - ukarane, a wszystkie aktualne (nie łudzę się…) będą natychmiast kierowane do prokuratury? Nie wiem. Ale wiem, że tak będzie, choć sytuacja „dwa miesiące po” nie sprzyja optymizmowi. Wyłom w murze jest zbyt głęboki.


Uległe, posłuszne

Oglądając film i długo po nim myślałam o ofiarach, o tym jakie spustoszenie uczyniło w ich życiu nadużycie seksualne, ile dramatów spowodowało. Jak wiele sił musiały one w sobie znaleźć, by zmierzyć się z tym, co się stało i zamknąć tamten rozdział. Jak wiele znaczyło dla nich wsparcie tych nielicznych, którzy im od razu uwierzyli…

Film Sekielskich niesie ze sobą jeszcze jedno, bardzo gorzkie przesłanie. Dorośli zdradzają dzieci. Tylko w jednym przypadku rodzice uwierzyli swojej córce i natychmiast zgłosili sprawę molestowania. Inne dzieci albo nie miały na tyle zaufania do rodziców, by im coś powiedzieć (co wiele mówi o rodzicach), albo jeśli zdecydowały się mówić, oskarżane były o kłamstwo. Dlaczego dorośli nie wierzą dzieciom świetnie podsumowała w swoim tekście z 25 maja 2019 r. „Nie bądź niegrzeczna” Anna Golus (https://www.tygodnikpowszechny.pl/comment/32095). Pisze w nim na początku: „Najwyższy czas skończyć nie tylko z ukrywaniem pedofilii w Kościele, ale też z jedną z jej przyczyn: wychowywaniem do uległości i posłuszeństwa. Z kulturą lekceważenia dzieci”. To jedna strona niewiary w oskarżenia o pedofilię, że dorośli lekceważą dzieci. Czasem też zdradzają swoje pociechy, bo sami zostali niegdyś zdradzeni i nigdy się z tym nie uporali (co nie zwalnia ich z odpowiedzialności, choć pozwala zrozumieć ich zachowanie).


Maestro i Jezus

Drugą stroną „niewiary” jest silna niechęć dorosłych do obalania autorytetów, a także do naruszania status quo. Poddanie się autorytetom daje poczucie bezpieczeństwa. Zmiany naruszają owo poczucie, stąd moc przywiązania do status quo. Przykłady można by mnożyć. „Maestro, Maestro!”, „Wojtek, jesteśmy z tobą!” krzyczeli rodzice zgromadzeni pod aresztem śledczym, w którym przetrzymywany był Wojciech Krolopp, szef chóru Poznańskie Słowiki, oskarżony o pedofilię. Jego ofiarą padali na wyjazdach za granicę chłopcy z chóru. Chór odnosił sukcesy, Krolopp wyrósł na autorytet. „Wielu chłopaków widząc, jak rodzice wpatrzeni są w "Maestro", nie chcieli ich zawieść, zostawali z tym sami” – mówił dla Onetu Marcin Kącki, autor książki o Kroloppie i jego pedofilii, która była w Poznaniu tajemnicą poliszynela. Wierni z Ruszkowa gromadnie bronili swojego księdza oskarżonego o pedofilię, bo w końcu to „fajny chłop, zawsze pożartował, pogadał”. Jak swój, to nic złego nie mógł zrobić, bo jeśli zrobił, zawali się czyjaś wizja świata… W dokumencie Sekielskich jeden z bohaterów mówi „Ksiądz jest jak Jezus” (sic!). Rodzice oburzają się na swoje wykorzystywane seksualnie dziecko: „Jak możesz takie rzeczy mówić o księdzu!”. A ponieważ historia klerykalizmu w Polsce jest długa, nawyki myślowe nie będą wcale łatwe do zmienienia.

Choć wątek dyrygenta poznańskiego chóru nie ma nic wspólnego z filmem Sekielskich, jest jednak doskonałą ilustracją problemu.


Rezygnacja z wolności

W „Ucieczce od wolności” Fromm zauważa, że walczymy chętnie o wolność, ale jeszcze chętniej ją oddajemy w życiu codziennym. By nie musieć odpowiadać za swoje życie, nie musieć podejmować decyzji, rozsądzać, co dobre, a co złe itd…

Tylko raz w życiu mamy zapewnione całkowite poczucie bezpieczeństwa i błogości płynące z faktu, że żyjemy jako niemowlęta w pełnej symbiozie z matką i nie mamy poczucia oddzielenia, bycia oddzielną istotą. Wraz z rozwojem, ta błogość znika, stajemy się coraz bardziej niezależni, autonomiczni i co za tym idzie – samotni wobec świata. „Z chwilą kiedy ulegają zerwaniu pierwotne więzy zapewniające jednostce bezpieczeństwo, kiedy staje ona wobec świata zewnętrznego jako istnienie zupełnie oddzielne, otwierają się przed nią dwie drogi, na których może pokonać ów nieznośny stan bezsilności i osamotnienia”. Jedną z dróg jest nawiązywanie więzi z innymi i światem poprzez miłość i pracę oraz ekspresję siebie. Inną - rezygnacja z wolności, jak pisze Fromm „zasypanie szczeliny, jaka się utworzyła między indywidualnym „ja” a światem. (…)”. To drugie wyjście oznacza rezygnację ze swojej niezależności i „wtopienie sie w kogoś albo w coś” znajdującego się na zewnątrz. Tym kimś może byś ksiądz (stoi za nim potężna instytucja Kościoła i siła religii), może też być „Maestro”, który zapewnia dzieciom wyjazdy za granicę, sukcesy, prestiż, w którym grzeją się rodzice. Ale może to być rodzic, współmałżonek, profesor, przełożony, jakaś idea, wspólnota itd...


Obawa przed odróżnianiem się

Poddanie się autorytetowi oznacza rezygnację z niezależnego myślenia, krytycyzmu, co bywa bardzo niebezpieczne, jak pokazał słynny eksperyment Milgrama. Swoją drogą wychowanie często polega na tym, że zniechęca się dzieci do krytycyzmu, niezależnego myślenia, stawiania pytań, bycia ciekawym. Jacy wyrosną z nich dorośli?

Z jednej strony mamy zatem osoby uznane za autorytet, a z drugiej tych, którzy darzą je szczerym podziwem i zaufaniem oraz skłonnością do podporządkowywania się ich oczekiwaniom i woli (!). Fromm pisze też o równie silnych „anonimowych autorytetach”, jak wzorce kulturowe, opinia publiczna i tzw. zdrowy rozsądek. „...są one tak potężne tylko dzięki naszej całkowitej gotowości zastosowania się do tego, czego się od nas oczekuje, oraz dzięki równie potężnej obawie przed odróżnianiem się od innych (podkreślenie DK)”.

Lęk przed śmiercią

Irvin Yalom, amerykański psychiatra i psychoterapeuta, odwołując się do filozofii egzystencjalnej doszedł do wniosku, że podstawowym lękiem w życiu człowieka jest lęk przed śmiercią, dojmujący i trudny do zniesienia. Można się przed nim bronić na rożne sposoby. Jednym z nich jest szukanie poczucia bezpieczeństwa poprzez pokładanie wiary w ostatecznego wybawcę, „wszechmocnego wstawiennika”, który kocha nas i ochrania (u Fromma to „magiczny pomocnik”), i zawsze nas wybawi. Takim wybawcą może być siła nadprzyrodzona, ale może to być też inny człowiek, posiadający cechy „ostatecznego wybawcy”. Gdy zbyt wiele oczekuje się od wybawcy, zaczyna się żyć życiem ograniczonym, nie rozwija swoich możliwości, zatraca swoją autonomię, popada w zależność i bierność. Za to ma się mniejsze lub większe poczucie bezpieczeństwa. „Indywiduacja (…), afirmacja własnej wyjątkowości wiążą się z kosztami: samotnością i budzącym strach poczuciem braku ochrony – poczuciem, które człowiek osłabia, odwracając kierunek: „cofa się”, rezygnuje z indywiduacji, znajduje pociechę w fuzji, w rozpuszczeniu się, poddaniu innemu człowiekowi” (Yalom). Uśmierzenie lęku przed śmiercią oznacza jednocześnie rezygnację z życia…


Lęk przed odpowiedzialnością

Odpowiedzialność za siebie oznacza uznanie, że sam konstytuuję siebie i własny świat, odpowiadam za wszystkie dokonane wybory. Sam nadaję znaczenie temu, co robię, co przeżywam, co czuję itd… - nie ma zewnętrznego punktu odniesienia (jeśli wyznaję jakieś wartości, to też stają się moje). Stajemy sami wobec świata, bez oparcia. Świadomość takiej odpowiedzialności budzi poczucie głębokiej samotności egzystencjalnej i lęk. W jaki sposób można uniknąć tych trudnych uczuć? Przenosząc odpowiedzialność za siebie na kogoś innego! To samo dotyczy decyzji, które człowiek podejmuje. Złożenie ich w ręce kogoś innego odsuwa lęk, choć też powoduje, że stajemy się biernym uczestnikiem życia.

Bez względu na powody, które stoją za szukaniem przez człowieka kogoś (czegoś), kto (co) da mu poczucie bezpieczeństwa i ukoi lęk, strategia taka oznacza rezygnację z niezależności, autonomii.


Rodzic

Kiedy dziecko przychodzi do rodzica, by powiedzieć, że jest molestowane, potrzebuje dorosłego, który może chronić, a nie dorosłego, który sam szuka ochrony. Odpowiedzialnego za siebie, swoje życie, swoje dziecko, a nie takiego, który składa tę odpowiedzialność w cudze ręce. Takiego, który podejmie konieczne decyzje, a nie zrzuci je na kogoś innego. Dorosłego, który przeciwstawi się przekonaniom większości, rodzinie, znajomym, wzorcom kulturowym, wspólnocie parafialnej itd…, jeśli będzie to konieczne. Który uwierzy słowom dziecka, nawet jeśli oznaczałoby to bolesną konieczność zrewidowania swoich relacji, poglądów na siebie i świat czy dużych zmian w życiu. Stanie za nim murem.

W imię dojrzałej miłości do dziecka.

Daina Kolbuszewska


PS. Ponieważ film Sekielskich jest reportażem, uznałam, że byłoby nieetyczne komentowanie wewnętrznej drogi jego bohaterów.

Eksperyment Milgrama - https://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Milgrama