Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak - od innych - Parmenides z Elei
Aktualności i nie tylko »

Do kogo po pomoc?

Drukuj

W urzędzie skarbowym usłyszałam kiedyś od urzędniczki, że właśnie po 10 latach skończyła brać lekarstwa przepisywane przez psychiatrę i czuje się znakomicie. Zapytałam, czy nie myślała w ciągu tych 10 lat, by pójść na psychoterapię. Usłyszałam: „Nie jestem nienormalna, by chodzić na terapię!”.


 

Kiedy wrzucimy w wyszukiwarkę internetową np. słowa „depresja, pomoc, Poznań” wyskoczą nam niezliczone linki do stron psychiatrów, psychoterapeutów i psychologów. Do kogo zwrócić się o pomoc, skoro właściwie nie wiadomo dokładnie, jaka jest różnica między tymi profesjami? I czy nie grozi nam łatka „nienormalnych”, jeśli po nią sięgniemy?


Psychiatra

Psychiatria to gałąź medycyny zajmująca się ludzką psychiką. Psychiatra jest lekarzem, który ukończył studia medyczne i specjalizację. Ma za zadanie badanie, diagnozowanie i leczenie zaburzeń i chorób psychicznych w oparciu o swoją wiedzę specjalistyczną. Wychodząc od psychiatry będziemy wiedzieli co nam jest, np. „ma Pani/Pan depresję” i zapewne dostaniemy receptę na tabletki. Tylko psychiatra ma prawo zapisywać lekarstwa, nie może tego zrobić ani psycholog, ani psychoterapeuta.

Model, zgodnie z którym osoby dorosłe zmagające się z życiowym kryzysem trafiają do psychiatry, jest najpowszechniejszy. Lekarz stawia diagnozę i zapisuje lekarstwa. Potem pacjent pojawia się na kontrolnych wizytach. Jeśli lekarstwa źle na niego działają, dostaje inne. Czasem trwa to dwa lata, pięć, czasem dłużej. Lekarstwa łagodzą objawy, pomagają funkcjonować na co dzień, poprawiają nastrój. Nie rozwiązują jednak problemów, które leżą u źródeł kryzysu. Jeżeli komuś zależy na tym, by coś zmienić w swoim życiu i odzyskać równowagę, wewnętrzną harmonię – potrzebna mu jest dodatkowa pomoc.

 

Niektórzy psychiatrzy sugerują wizytę u psychologa.

 


 

Psycholog

Psycholog (po studiach na kierunku psychologia) przeprowadza diagnozę psychologiczną. Wykonuje testy badające np. osobowość, pamięć, koncentrację, inteligencję, poczucie sprawstwa, itd., które następnie interpretuje. Poza tym może doradzać, zajmować się psychoedukacją, opiniować. Jeśli nie odbył stosownego szkolenia, nie ma kompetencji do prowadzenia psychoterapii. To ważne, jeśli psycholog proponuje nam terapię warto zapytać go o uprawnienia.


Psychoterapeuta

Aby zostać psychoterapeutą trzeba przejść specjalistyczne, czteroletnie szkolenie. Celem psychoterapii jest osiągnięcie trwałych zmian w sposobie doświadczania siebie, swojego miejsca w świecie i związków z innymi; pomoc klientowi w stawaniu się bardziej sobą, korzystaniu ze swoich zasobów, rozwijaniu potencjału. Jest wiele szkół psychoterapii, ich podstawowym celem jest jednak zmiana. Używanie słowa „klient” na określenie osoby pozostającej w terapii (zamiast pacjent) podkreśla fakt, że jest ona w relacji psychoterapeutycznej wolnym podmiotem, a nie „chorym”.

U psychoterapeuty możemy uzyskać pomoc gdy przechodzimy żałobę, rozpada nam się związek, nasze relacje z partnerem, dziećmi nie są satysfakcjonujące, mamy różnego rodzaju lęki, nasze poczucie własnej wartości jest niskie, nie akceptujemy siebie, mamy depresję itd… Ale możemy też skorzystać z terapii, gdy chcemy rozwinąć swoją kreatywność czy znaleźć dla siebie nowe drogi rozwoju.


Różne przejawy normalności

Rozpocznę ten akapit (jego tytuł jest żartem!) od anegdoty. Kiedyś w urzędzie skarbowym usłyszałam od urzędniczki, że właśnie po 10 latach skończyła brać lekarstwa przepisywane przez psychiatrę i czuje się znakomicie. Zapytałam w czasie krótkiej rozmowy, czy nie myślała w ciągu tych 10 lat, by pójść na psychoterapię. Usłyszałam: „Nie jestem nienormalna, by chodzić na terapię!”.

 

Społecznie pokutuje przekonanie, że każdy, kto zwraca się w kryzysie do psychiatry czy psychoterapeuty – z której strony na to nie spojrzeć, to odpowiedzialna i mądra decyzja – jest „wariatem”, „kimś nienormalnym” i „ma coś z głową”. A chęć korzystania z pomocy specjalisty staje się powodem do wstydu i objawem słabości (słynne „weź się w garść!”, które notorycznie słyszą osoby w depresji). Co gorsza, jak pokazuje powyższa anegdota, łykanie latami leków psychotropowych wydaje się łatwiejsze do zaakceptowania niż praca nad sobą i swoimi kłopotami. Niekiedy branie lekarstw jest na jakiś czas niezbędne. Warto pamiętać, że przynoszą one ulgę, mają jednak skutki uboczne (pomijając kwestię uzależnienia), a nierozwiązane sprawy nadal wloką się za nami. Psychoterapia przynosi zmianę.

 


 

Daina Kolbuszewska

 

Psychoterapeutka Gestalt, psycholog

Zdjęcia: Paweł Łukasz Nowakowski